Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2014

Czy nowa receptura "Jantaru" Farmony zdała egzamin?

Mniej więcej dwa lata temu wcierka Jantar Farmony była wśród osób borykających się z wypadaniem włosów największym hitem. Produkt naprawdę działał, używała go pewnie z połowa urodowej blogosfery. Czas mijał, włosomaniaczki dzieliły się kolejnymi odkryciami na temat wcierek i tak Jantar powoli odszedł w zapomnienie, ustępując ampułkom, olejkom, kozieradce i innym. 

Ja też pewnie zapomniałabym o tym specyfiku, gdybym nie zerknęła któregoś razu w kąt swojej kosmetycznej skrzynki, gdzie zachomikowane leżały resztki starej wersji. Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli zwolnić zajmowane miejsce dla jakiegoś używanego kosmetyku, oraz sięgnąć po nową wersję, aby porównać ich działanie. Co prawda w starej butelce (a dokładnie butelkach - były dwie) wcierki było dosyć jedynie na cztery użycia, ale dobrze pamiętałam moje wrażenia sprzed kilkunastu miesięcy jej używania.

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy
Gdzie? Jasmin, Mediq, sieć Drogerii Polskich | Za ile? 10,99zł / 100ml

OPAKOWANIE

W tej kwestii nic się nie zmieniło - mamy kartonik, a w środku butelkę z grubego szkła o rysie w stylu retro. Niestety brak zmian przeniósł się również na otwór, przez który dość trudno wydobyć płyn. Na samym początku nie sprawia to większego kłopotu, a człowiek nawet się cieszy, że nic mu się przypadkiem nie wylewa. Jednak im wcierki mniej, tym trudniej ją wytrząsnąć. Można sobie poradzić z tym na dwa sposoby: albo dostać nerwicy i skurczu ręki, albo użyć widelca/starego długopisu/zębów, by blokującą otwór zatyczkę wyjąć (i ewentualnie przelać płyn do innej butelki). Ja praktykuję tę drugą metodę.

Brak mi tutaj wygodnego dozownika, który mógłby pomóc w dotarciu wcierki do skóry głowy - tak jak to jest w przypadku wcierki Rzepa Joanny


ZAPACH I KONSYSTENCJA

Zapach przywodzi na myśl wodę kolońską i wydaje mi się, iż jest delikatniejszy niż w starej wersji. 

Odżywka ma konsystencję nieco gęstszą niż woda, co zdecydowanie wpływa na wygodę aplikacji. Produkt można rozprowadzić na dłoniach bez zachlapania całej okolicy, a potem dość łatwo przenieść go na skórę głowy.


DZIAŁANIE

Producent zaleca wcierać produkt codziennie przez trzy tygodnie, następnie przerwać kurację i wrócić do niej po kilku dniach.

Problem z wypadaniem mam właściwie od zawsze, ale są chwile gorsze i lepsze. Tuż przed rozpoczęciem tej kuracji - a od dłuższego czasu nie korzystałam z żadnego innego specyfiku - na moim grzebieniu zostawało mnóstwo włosów, a podczas mycia wyciągałam je niemalże garściami.

Zmiana przychodziła stopniowo, ale w końcu zauważyłam, że przy myciu włosy praktycznie w ogóle nie wypadają, a podczas szczotkowania - tyle ile przewiduje norma. Recenzja skończyłaby się w ten sposób, gdybym zdecydowała się ją opublikować po trzech tygodniach używania wcierki. Stwierdziłam jednak, że aby uzyskać sprawiedliwy obraz, trzeba poczekać. Przerwałam kurację na regulaminowe kilka dni i wróciłam do wcierania.


Cóż - problem powrócił od razu i mimo systematycznego wcierania nadal się utrzymuje. Włosy wypadają tak mocno jak wypadały, obecnie nie mogę mówić o żadnej poprawie. Jeśli chodzi o baby hair, to widać pojedyncze przy granicy z czołem, ale skronie wciąż wyglądają dość biednie. Nie ma mowy też o przyspieszeniu wzrostu.

Mam wrażenie że nowa receptura przyspiesza przetłuszczanie włosów i trochę je obciąża. Przed włączeniem do pielęgnacji Jantaru z rzadka używałam suchego szamponu (raz na miesiąc?), teraz muszę sięgać po niego coraz częściej. Włosy do tej pory świetnie wyglądające w drugim dniu od mycia, teraz smętnie przylegają do głowy, wyglądają na brudne. Ba, mimo iż nie używam wcierki na długości - na tę trafiają przypadkowo jakieś resztki płynu - włosy zupełnie się nie układają, są suche i sztywne.

Wydajność jest słaba. Jedna buteleczka wystarcza na równo trzy tygodnie kuracji. Według mnie to o wiele za mało, tym bardziej że starszych wersji mogłam używać dłużej. 

SKŁAD


Skład długi jak Wołga i pełny najprzeróżniejszych ekstraktów. Gdyby Jantar działał, piałabym z zachwytu nad tą mieszanką, a tak... Aż ciężko uwierzyć, że tyle dobroci może dawać tak zły efekt.

Poniżej skład starej wersji - po kliknięciu zdjęcie otworzy się w pełnym wymiarze.


PODSUMOWANIE

Wstyd, że Farmona zniszczyła doskonały, prawie legendarny kosmetyk. Nowy Jantar jedzie na opinii starej wersji, wykorzystując jej kształt i szatę graficzną, tymczasem jest zaledwie marnymi popłuczynami po sławnym poprzedniku. To całkowicie inny produkt - niestety zupełnie nieskuteczny. 

czwartek, 14 listopada 2013

Łopian i przyjaciele - o olejkach Green Pharmacy

Co? Green Pharmacy: Olejek łopianowy z olejem arganowym / Olejek łopianowy z czerwoną papryką
Gdzie? Natura
Za ile? Ok. 7zł/100ml

Szał na olejowanie włosów zaskoczył producentów i długi czas nie potrafili wprowadzić do drogerii olejków stricte do włosów przeznaczonych. Włosomaniaczki ratowały się oliwkami czy olejami do masażu - Green Pharmacy w końcu zauważyło lukę i stworzyło serię olejków opartych na łopianie z dodatkami - olejem arganowym, czerwoną papryką, zieloną herbatą i skrzypem polnym - każdy przeznaczony do rozwiązania innego włosowego problemu. Dzisiaj piszę o dwóch pierwszych rodzajach.

Z CZYM TO SIĘ JE?
czyli słowo od producenta

Olejek łopianowy z olejem arganowym "odbudowuje włosy, wzmacnia ich strukturę, odżywia cebulki, pobudza wzrost włosów, zmniejsza łojotok, działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo. Nawilża, przywraca blask, wygładza, ułatwia czesanie i stylizację, nadaje miękkość, elastyczność, wzmacnia, chroni, zapobiega puszeniu. Odżywia skórę głowy, łagodzi jej podrażnienia. Włosy stają się mocniejsze, lśniące, pełne życia."

Olejek łopianowy z czerwoną papryką to "skuteczny preparat o sprawdzonym wzmacniającym i pobudzającym działaniu na włosy. Dzięki regularnemu stosowaniu olejek wyraźnie wzmacnia osłabione włosy i stymuluje ich wzrost. Czerwona papryka pobudza mikro-cyrkulację krwi co ułatwia przenikanie dobroczynnych składników olejku łopianowego w głąb cebulek włosowych. Włosy stają się gęstsze i mocniejsze, lśniące i pełne życia. Odpowiednio pielęgnowane dobrze się rozczesują i lepiej układają."


OPAKOWANIE

Estetyczne butelki z przezroczystego, ciemnego plastiku, umiarkowanie stabilne. Otwór jest zabezpieczony, więc mamy pewność, że nikt przed nami z olejku nie korzystał.

Butle mają jednak wadę i jest nią spora średnica otworu. Bardzo łatwo jest wylać zbyt dużą ilość produktu, zwłaszcza na początku, gdy nie jesteśmy przyzwyczajeni do dziury ziejącej z opakowania.


ZAPACH I KONSYSTENCJA

Olejek z czerwoną papryką pachnie... papryką właśnie. Taką słodką, trochę jakby w formie przyprawy, a nie warzywem. Wersja z olejem arganowym nie pachnie w ogóle, co trochę mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę silną i specyficzną woń czystego arganu. Wnioskuję, że jest go w składzie bardzo, bardzo mało. Przy tak niskiej cenie nie możemy jednak zbyt wiele wymagać :) 

Konsystencja, oczywiście, olejowa, ale dość lejąca zarazem, przez co podczas aplikacji ścieka z dłoni i olej trudno na nich rozprowadzić. 


DZIAŁANIE

Zdecydowanie bardziej polubiłam wersję z czerwoną papryką. Przede wszystkim spełniła swoje przeznaczenie - olejek zahamował wypadanie włosów i mocno pobudził je do wzrostu. Po jego użyciu włosy były nawilżone, miękkie i błyszczące, ładnie się układały, loki były bardziej zbite i miały ładniejszy, wyraźniejszy skręt. Ponadto produkt dość łatwo się zmywało. 

Wariant z olejem arganowym dużo mniej przypadł mi do gustu. Włosy błyszczały, ale brakowało im miękkości i elastyczności, szybciej się przetłuszczały, ponadto puszyły. Daleko im było do pełnych życia kosmyków, o których wspomina producent. 
Zmywanie nie należało do najłatwiejszych. Nie mam za to nic do zarzucenia w kwestii nawilżenia, bo tu olejek spisał się dobrze. 

W obu przypadkach olejki ułatwiały rozczesywanie włosów, zarówno przed myciem (trudno poradzić sobie z niesfornymi lokami ;)) jak i po nim. 


WYDAJNOŚĆ

Z powodu dużego otworu i rzadkiej konsystencji olejków ubywa szybciej, niż byśmy chciały. Przy regularnym olejowaniu znikają w miesiąc. 

SKŁAD

Składy są zadziwiająco krótkie jak na drogeryjne produkty. 

Wersja z czerwoną papryką: 


olej roślinny
ekstrakt z korzenia łopianu
ekstrakt z czerwonej papryki
przeciwutleniacz - wydłuża przydatność produktów do użycia, ogranicza proces utleniania lipidów 

Wersja z olejem arganowym:


Tu mamy szczegółową nazwę oleju roślinnego - Helianthus Annuus Seed Oil to nic innego jak olej z nasion słonecznika, który jest emolientem; tworzy na powierzchni włosów warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu odparowywaniu wody. 

PODSUMOWANIE

Szczery producent napisałby, że sprzedaje "Olej słonecznikowy z olejem łopianowym i <tu wstaw odpowiednią nazwę>", ale wiadomo, że nie brzmiałoby to zbyt zachęcająco ;). 

Do wersji z olejem arganowym nie wrócę, na razie mam jeszcze pół buteleczki i nie ciągnie mnie, by ją wykończyć. Wariant z czerwoną papryką udał się o wiele lepiej - spełnia producenckie obietnice i myślę, że kupię go ponownie.

czwartek, 12 września 2013

Maska idealna? Regeneracja od L'biotica

Czyżbym znalazła dla siebie maskę idealną? Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że tak.

L`Biotica
Biovax
 Intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania


OD PRODUCENTA
Intensywnie regenerująca maseczka Biovax opracowana została przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim słabym i skłonnym do wypadania włosom jak najlepszej kondycji. Maseczka Biovax dba nie tylko o zdrowie i kondycję włosów, ale również zapewnia im gruntowną ochronę i bezpieczeństwo. 
Składniki aktywne:
- 100% sok z aloesu intensywnie odżywia cebulki, chroniąc włosy przed nadmiernym wypadaniem. Wpływa korzystnie na rozdwojone końcówki i skutecznie zmniejsza łamliwość włosów.
- Kompozycja olejku ze słodkich migdałów oraz miodu silnie nawilża, zmiękcza i odżywia włosy, nadając im piękny połysk.
- 100% ekstrakt z henny ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki.
OPAKOWANIE

W kartoniku poza słoiczkiem z maską dostajemy foliowy czepek i saszetkę z serum witaminowym. Sam słoiczek charakteryzuje się solidnym zamknięciem, z którym trzeba się trochę posiłować zarówno przy otwieraniu jak i zamykaniu. Zero ryzyka, że maska otworzy się sama np. podczas podróży.
3/3



ZAPACH I KONSYSTENCJA

Zapach jest tak mało charakterystyczny, że nie potrafię przywołać go z pamięci. Niezbyt mocny, dla mojego nosa neutralny, ani ziębi, ani grzeje. 

Konsystencja ani zbyt rzadka, ani zbyt gęsta. Maska nie spływa z rąk i włosów, a jej rozprowadzanie jest wygodne.
3/3

DZIAŁANIE

Już chwila trzymania maski na włosach sprawia, że są wygładzone i dobrze się rozczesują. Ja preferowałam półgodzinne, czasami dłuższe, trzymanie maski pod czepkiem.

Po stosunkowo łatwej operacji zmycia produktu moje włosy stały się idealnie gładkie, miękkie, błyszczące, puszyste, jakby gęstsze. Zniknął problem puchu. Nieregularne loki zaczęły z czasem nabierać coraz bardziej wyraźnego, „czystego” skrętu i sprężystości.  Pod wpływem tej maski moje włosy w końcu zaczęły być naprawdę zadbane i zdrowe, aż miło było na nie patrzeć. Po wykorzystaniu odżywki Oil Medica nie znalazłam innego kosmetyku, który tak dobrze by na nie zadziałał.

Nie mogę zapomnieć również o zauważalnym spadku wypadania włosów.
Wad nie zauważyłam. Nie pojawiło się obciążenie czy przyspieszenie przetłuszczania włosów.
15/15


SKŁAD


Cetyl Alcohol - emolient, tworzy na powierzchni włosa warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu odparowywaniu wody; kondycjonuje, zmiękcza i wygładza.
Cetearyl Alcohol - emolient
Ceteareth-20 - substancja myjąca, jak również emulgator; nie należy stosować na uszkodzoną skórę. 
Cetrimonium Chloride - poprawia rozczesywalność, zapobiega splątywaniu, nadaje połysk i wygładza włosy, ułatwia zmywanie kosmetyku. Może podrażniać.
Aloe Barbadensis Leaf Juice - sok z liści aloesu, ma właściwości nawilżające, regenerujące, kojące, antybakteryjne; wzmacnia cebulki włosów. 
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej migdałowy; emolient.
Acetylated Lanolin - emolient. 
Glycerin - hydrofilowa substancja nawilżająca.
Lawsonia Inermis Extract - ekstrakt z lawsonii, regeneruje, nawilża, zmiękcza i nabłyszcza włosy.
Mel Extract - wyciąg z miodu, substancja zmiękczająca i nabłyszczająca.
Parfum - substancja zapachowa. 
Benzyl Alcohol - substancja zapachowa (alkohol aromatyczny) i konserwująca, może uczulać.
Methylchloroisothiazolinone i Methylisothiazolinone - substancje konserwujące, mocno alergizująca; maksymalne stężenie nie powinno przekraczać 0,01%.
Citric Acid - regulator PH, zwiększa trwałość kosmetyku.
Sodium Benzoate, Potassium Sorbate - substancje konserwujące. 
C.I. 42090 - niebieski barwnik pochodzenia chemicznego. 

Producent chwali się brakiem parabenów i SLS/SLeS w składzie i rzeczywiście, brak tu tych substancji. Warto jednak zaznaczyć, że parabeny nie są tak złe, jak się powszechnie uważa - nowe rozporządzenia mają zakazać producentom umieszczania na opakowaniach informacji o braku parabenów - a zamiast nich w składzie mamy mocno alergizujące Methylchloroisothiazolinone i Methylisothiazolinone. 


DOSTĘPNOŚĆ

Do tej pory widziałam te maski jedynie w sieci SuperPharm, dostępne są również w tradycyjnych aptekach. 
2/3

WYDAJNOŚĆ

Przy hojnym i regularnym stosowaniu – 1,5-2 razy w tygodniu, jak zaleca producent – maska powinna wystarczyć na około półtora miesiąca.
3/3

CENA


19,90zł/250ml lub ok. 2,50/20ml (saszetka).
2.5/3


SUMA PUNKTÓW: 28,5/30

Jeśli nie jestem czegoś pewna, to tylko kwestii, czy wrócić do tej maski, czy próbować inne ze stajni L'biotiki - a nuż przyniosą jeszcze lepsze efekty? Na szczęście maski dostępne są również w wersji saszetkowej, przed kupnem pełnowymiarowego opakowania można je więc wypróbować. Tą maską jestem zachwycona i bardzo chętnie do niej wrócę.

niedziela, 1 września 2013

O legendach, które zawiodły cz. 2




Dzisiaj na tapecie kolejne szeroko polecane produkty, które u mnie nie zdały egzaminu. Ze wszystkich części ciała to włosy są najbardziej kapryśne. To, co u większości działa cuda, u nielicznych może spowodować katastrofę. W tym przypadku nie skończyłam ze spaloną skórą głowy czy innymi tragediami, ale też nie byłam zachwycona...


O masce Malwy "Gloria" słyszałam same pozytywy. Tania, znakomicie nawilżająca, wygładzająca i zmiękczająca włosy. Kosmyki po jej użyciu miały wyglądać dosłownie bosko, po zobaczeniu efektu miała opaść mi szczęka. Przeznaczona do włosów suchych, zniszczonych, farbowanych - wypisz wymaluj moich!

Niestety u mnie nie spełniła żadnej z obietnic. Owszem, włosy nieco lepiej się rozczesywały, a podczas zmywania wyczuwałam, że są przyjemnie gładkie. Niestety po zmyciu maski i to wrażenie przemijało. Po wyschnięciu włosy były matowe, szorstkie, suche i sztywne. Takie... bez życia. O odżywieniu czy nawilżeniu nie było mowy. 

Maska nieco lepiej spisała jako pierwsze O w OMO. Przede wszystkim dlatego, że po jej nałożeniu o wiele łatwiej było mi rozczesać loki, a szampon nie pozostawiał przerażających mnie kołtunów ;)

Sporo osób poleca ją do tuningowania - może faktycznie przy odpowiednich dodatkach zostawiłaby lepsze wrażenie. Jeszcze trochę jej zostało, więc spróbuję zużyć ją z półproduktami. Niestety sama w sobie zupełnie nie zdała egzaminu. 


O kokosowym oleju Dabur Vatika  słyszałam, od kiedy tylko zrobiłam większy krok w blogosferę. Atakował mnie prawie na każdym włosowym blogu, a opinie były jednoznaczne - po jego zastosowaniu włosy zamieniają się w miękką, błyszczącą taflę. Olej kokosowy nie nadaje się dla osób o wysokoporowatych włosach - a takie swego czasu miałam - więc kiedy się u mnie nie sprawdził, powinnam tylko napisać, że potwierdzam tę regułę i nie narzekać. (NINIEJSZYM POTWIERDZAM)

A jednak - czas mijał, moje włosy były w coraz lepszej kondycji i nie miałam już powodu nazywać je wysokoporowatymi. Oczywiście dokładne określenie porowatości jest trudne, ale kiedy zaczęłam używać kokosowej odżywki z Oil Medica, którą bardzo polubiłam, zdecydowałam się dać Vatice drugą szansę. I tutaj kokos nie podołał. Niezależnie od czasu, na jaki zostawiłam olej, kończyło się tak samo - włosy jak siano: puszące się i matowe (fakt, że przy tym dość miękkie). 

Sprawy nie poprawiał mocny, bardzo słodki zapach kokosowych ciastek z nieokreśloną, ale wiercącą w nosie chemiczną nutą.