Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewa chodakowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewa chodakowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Ćwiczenia Ewy Chodakowskiej - podsumowanie i sprzedaż!

Postanowiłam wystawić na Allegro płyty DVD z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej, ponieważ u mnie się kurzą, a ostatnio nie śmierdzę groszem, a jednocześnie zrobić małe podsumowanie przećwiczonych do tej pory treningów.



Dla kogo są ćwiczenia Ewy Chodakowskiej?

Przede wszystkim dla początkujących. Nie bez powodu mówi się, że Ewa podniosła z kanap miliony Polek. Jej ćwiczenia są stosunkowo proste, ale efektywne, tempo nie jest mordercze. Dla osób zupełnie zasiedziałych rozwiązaniem są Skalpele I i II oraz Trening z gwiazdami (który w rzeczywistości składa się z trzech programów). Nieco wyższy poziom to Total Fitness, jeszcze wyżej jest Killer - nie należy się jednak zrażać, że jest polecany na średniozaawansowanych; przy drobnych modyfikacjach każdy o niezerowej kondycji da radę ukończyć te ćwiczenia. Najtrudniejsze jest Turbo spalanie, po te ćwiczenia należy sięgnąć, kiedy pozostałe programy przestają być wyzwaniem. 

Przy wyższym poziomie zaawansowania również można włączyć łatwiejsze ćwiczenia, tym razem w ramach odpoczynku od bardziej intensywnych programów. 

Co z zarzutem, że Ewa nie mówi, jak wykonywać ćwiczenia, albo wykonuje je źle?

Na sobie doświadczyłam, że należy słuchać, co Ewa mówi, a patrzyć na jej technikę z przymrużeniem oka. Tłumaczy bowiem dobrze, ale jej samej zdarza się popełniać błędy. Podstawowa zasada - kolana nigdy nie wychodzą poza palce stóp - jest utrzymywana. To Ewa mnie nauczyła, że tak właśnie ma być i w swoich programach powtarza to często. 

Drugą zasadą jest słuchanie swojego ciała - ludzie często mają wady postawy, z których nie zdają sobie sprawy, a które zaczynają dokuczać, gdy zacznie się ćwiczyć. Konsultacja z lekarzem jest wskazana, bo "rozwalenie sobie kolan" może być skutkiem takiej właśnie niedoskonałości, a nie ćwiczeń samych w sobie. Po trzecie - technika jest ważniejsza od szybkości i nie ma sensu gonić Ewy, jeśli przez to nie daje się rady poprawnie wykonać ćwiczenia. 

Co dają te programy?

Przede wszystkim poprawiają kondycję, ujędrniają ciało, wzmacniają mięśnie, spalają tłuszcz. Na pewno nie pomogą zbudować dużych mięśni, ale mogą być ciekawym wstępem do poważniejszej, trudniejszej aktywności fizycznej. Przy odpowiedniej diecie są w stanie fajnie wymodelować figurę i pozbyć się największej bolączki wielu dziewczyn, czyli wystającego brzucha. 

Wrażenia z programów?

Moim ulubionym jest chyba Killer, ponieważ był pierwszy, wymagający pod względem zarówno kondycyjnym, jak i siłowym (jak na moje ówczesne możliwości). Skalpele były bardzo przydatne na dni między trudniejszymi treningami, zmuszały ciało do wysiłku, ale nie wykańczały. Total Fitness był przyjemnym, skocznym programem. Turbo spalanie - miazga. Ciężki trening (sama Ewa zaleca, by robić go nie więcej niż trzy razy w tygodniu), bardzo męczący i dający wiele satysfakcji. Najmniej podobały mi się chyba Treningi z gwiazdami, ale były jakąś alternatywą, kiedy nie miało się czasu ani siły na dłuższe ćwiczenia. 

Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, tutaj moje recenzje treningów z osobna:
Czy jestem zadowolona?

Największą satysfakcję i najlepsze efekty przyniosły mi ćwiczenia siłowe, ale nie będę ukrywać, że gdyby nie Ewa Chodakowska, nie byłabym teraz w miejscu, w którym teraz jestem. Ćwiczenia te poprawiły moją kondycję, wspaniale wzmocniły brzuch, który był moim wielkim kompleksem, poprawiły samopoczucie i przede wszystkim pokazały wyjątkową drogę, jaką jest fitness. Jasne, że jestem zadowolona! 


Od ponad dwóch lat ćwiczę siłowo i treningi Ewy już mi nie wystarczają, dlatego postanowiłam sprzedać wszystkie swoje płyty i dać szansę komuś początkującemu zacząć swoją przygodę z fitnessem. W zestawie:
  • Spalanie i modelowanie ("Killer")
  • Turbo spalanie
  • Trening z gwiazdami
  • Total Fitness
  • Skalpel II + Szok trening
Niestety Skalpel "jedynkę" zostawiłam w drugim domu, gdzie będę dopiero we wrześniu, więc nie mogę jej teraz dołączyć, ale jeśli ktoś jest chętny, może napisać do mnie i pakiet będzie uzupełniony o tę płytę. Mogę pozbyć się również pojedynczych egzemplarzy, wtedy również proszę o stosowną wiadomość. Adres e-mail jest w zakładce "o mnie" w prawej kolumnie blogu. Pytania o wszelkie rabaty również proszę kierować pod ten adres ;) 


środa, 10 lipca 2013

Poleciałam na gołą klatę, czyli Total Fitness

Ostatni raz ćwiczyłam z Ewą Chodakowską dobre pół roku temu. Nie brakowało mi jej treningów i odpuściłam nawet Total Fitness w jej wykonaniu; przestałam sobie wyobrażać trening bez obciążenia, a jak wiadomo Ewa żywi niechęć do hantli. Ostatnio w oko wpadł mi Shape z kolejną płytą sygnowaną jej nazwiskiem - tym razem trening prowadzi Tomek Choiński, jak mówi opis, pierwszy ambasador Total Fitness. 


Trochę przesadzam z tą gołą klatą, bo jakbym chciała pooglądać mężczyzn bez koszulek, szybciej i taniej byłoby mi włączyć przeglądarkę, ale rzeczywiście zaintrygowało mnie to, że trening prowadzi mężczyzna. Po kilku dniach rozważania za i przeciw zaryzykowałam i kupiłam płytę. 


Ćwiczenia trwają ok. 40 minut i składają się z pięciu części po trzy ćwiczenia powtarzane trzykrotnie, plus oczywiście rozgrzewki i rozciągania. Pomiędzy każdym ćwiczeniem mamy 10 sekund przerwy, pomiędzy każdą serią 20, a pomiędzy każdą częścią - jedną minutę.

Pierwsze trzy "rundy" są lekkie, na tyle, że ta minuta między ćwiczeniami wydaje się dla mnie marnotrawstwem czasu; poświęcam część tej przerwy na trzaskanie pompek czy choćby pajacyki. Kolejne dwie to już trochę wyższy poziom, zwłaszcza ostatnia wymaga samozaparcia, bo tempo jest wysokie, a pot zaczyna spływać po twarzy. Każda przerwa między ćwiczeniami jest już mile widziana.

Total Fitness to trening interwałowy, a to skaczemy, a to biegamy, a to kładziemy się na matę i robimy brzuszki. Preferuję ćwiczenia które modelują brzuch "przy okazji" i mimo że czuję pracę mięśni, będę kręcić nosem. Nie, że brzuszki są złe, ale ja znam bardziej satysfakcjonujący mnie sposób, czyli praca w obciążeniem :) 

Brzuch pracuje przez cały czas. Mięśnie dają popalić w elementach przeznaczonych stricte na te partie, ale pozostają napięte przez cały trening. 

Ćwiczenia na pośladki i uda średnio mnie przekonywały podczas samego treningu. Mimo prawidłowego wykonywania ćwiczeń, czułam ból głównie nad kolanami - i to było dość niepokojące - z kolei pośladków nie czułam prawie w ogóle. Dopiero następnego dnia dopadły mnie dawno nie widziane w tamtych partiach zakwasy. Czyli, faktycznie, to działa!




Sam Tomek jako prowadzący nie do końca mi odpowiada. Przyzwyczaiłam się do wrzeszczącej Jillian i spokojne hasła typu "jestem pewny, że znakomicie ci idzie" po prostu mnie nie przekonują. Podobnie z reklamowaniem Total Fitness jako doskonałego treningu niby mimochodem (program może być wprowadzany do klubów, nie został stworzony jedynie dla potrzeb domowych). 

Co ważniejsze jednak, dostajemy instrukcje, jak wykonać ćwiczenia, Tomek cały czas uczula, gdzie mają być kolana, jak ułożona ma być broda, jak łokcie itd. Pojawiają się również modyfikacje ćwiczeń, nie tylko dla początkujących, ale również dla zaawansowanych.

Zmroził mnie jednak komentarz, że jeśli coś boli, zwłaszcza mięśnie, to dobrze. Podczas treningu powinny boleć tylko mięśnie, jeśli zaczyna boleć co innego, to ćwiczenie przy którym pojawia się ból lepiej sobie odpuścić... Figura figurą, ale kontuzje to nie zabawa. 

Nie wybrałabym Total Fitness jako jedynego programu do modelowania ciała, ale jako dodatek do poważniejszych treningów całkiem mi się podoba. Nie stanowi dla mnie żadnego wyzwania, ale sądzę, że można wykonać go od czasu do czasu w ramach odpoczynku. 

Myślę, że osoby ćwiczące z Ewą będą zadowolone, a początkujący - wykończeni. Nie jestem jednak pewna, czy obietnica "szczupłej sylwetki" będzie spełniona. Jeśli to pierwszy trening i wcześniej całymi dniami siedziało się na kanapie, to kilogramy niewątpliwie polecą. W innym przypadku może być gorzej, bo Total Fitness nie jest szczególnie intensywny. Jeśli już zostajemy przy Ewie, to do zrzucania balastu poleciłabym Killera.

Swoją drogą - czemu Ewa na okładce stoi na palcach?


wtorek, 12 lutego 2013

Autorska płyta Ewy Chodakowskiej - Skalpel II



Płytę Ewy kupiłam bardziej dla zasady/z przyzwyczajenia niż z powodu faktycznego zapotrzebowania. Ćwiczę z Jillian z większym obciążeniem, ostatnio Zuzkę, chcę zacząć P90X. Siłą rzeczy treningi Ewy są już dla mnie albo za słabe, albo skierowane nie w stronę, do której dążę. Byłam jednak bardzo ciekawa Skalpela II i chcę się podzielić z Wami opinią na jego temat. Szok trening na razie odpuszczam.

Ogólnie rzecz biorąc – nie podoba mi się. Program jest nudny i statyczny. Wiem, że Skalpel ma być łatwy, ale to nie oznacza, że mamy się nudzić. Mięśnie trochę pracują, temu nie zaprzeczę – ale ziewam podczas ćwiczeń.

Konstrukcja treningu jest prosta: mamy trzy zestawy, w skład każdego wchodzą trzy ćwiczenia, powtarzane trzy razy. Nuuudaaa. W pewnym momencie zrezygnowałam ze wstawania z krzesła o jednej nodze (chociaż to akurat jedno z lepszych, bardziej wymagających ćwiczeń) i robiłam burpees.

Uważam także, że trening jest mimo wszystko zbyt krótki – bez rozciągania na koniec trwa 23 minuty. 23 minuty to doskonały czas na intensywne ćwiczenia, idealny, jeśli chcesz się zmordować i pobić rekord w ilości wykonywanych pompek, ale nie w sytuacji, gdy ćwiczymy tak wolno i delikatnie.

I jeszcze jedno – Ewa znowu nie mówi, jak wykonywać ćwiczenia! Wspomni raz, że stopy mają być pod kolanami, następnym razem, przy trzecim powtórzeniu ćwiczenia (!), że ręce powinny być pod barkami. To wszystko. Ćwiczę długo i znam pewne mechanizmy, ale osoba która ledwie wczoraj zeszła z kanapy nie będzie znała niuansów na temat prostych pleców, spinania brzucha w odpowiednim momencie itp.


Dla kogo jest Skalpel II? Nie dla mnie, przynajmniej dopóki nie zainwestuję w parę obciążników na ręce i nogi. Chociaż i wtedy wątpię, że do niego wrócę, jego monotonia mi nie odpowiada. Dla początkujących – owszem, o ile najpierw zaznajomią się z technikami wykonywania ćwiczeń. Spektakularnych efektów jednak nie wróżę. Odniosłam wrażenie, że Skalpel II to program dla osób, które mają wyrzuty sumienia, że ćwiczą za mało, ale z drugiej strony wcale nie chcą więcej. 

Polecam za to Skalpel I, dostępny (ponownie) z lutowym numerem Shape. Poziom trudności podobny, ale całość ciekawsza i mięśnie również żywiej pracują. Skalpel II to typowy trening startowy dla osób, które nie są pewne swojej siły - problem w tym, że Skalpel I oferuje to samo, a ma w sobie większy potencjał i na dłuższą metę to on sprawdzi się lepiej. 

sobota, 29 grudnia 2012

Jak ćwiczę?


Słowem wstępu: obecnie ćwiczę 5-6 razy w tygodniu. Nie lubię monotonii, więc mieszam treningi na różne sposoby i nie mam jednego stałego planu.

Najbardziej skupiam się na mięśniach brzucha, ale nie zapominam o innych partiach i pracuję również nad ramionami i nogami. Na razie nie trenuję typowo siłowo, używam niewielkich obciążeń (chociaż w nowym roku chcę zainwestować w cięższe hantle). W porównaniu z dziewczynami, które stosują tylko ten typ ćwiczeń, i obciążenie 5-8 kg to dla nich norma, ja wychodzę na kogoś, kto niefrasobliwie macha nóżką i ciężarkiem o wadze piórkowej jednego kilograma ;)

Nie ma co się oszukiwać – mierzę siły na swoje możliwości i upragnione efekty. Ćwiczę krótko i nie oczekuję rosnącego w oczach bicepsa. Oczywiście chcę stawiać sobie nowe wyzwania, być coraz lepszą i umieć coraz więcej, więc poziom trudności będzie stopniowo rósł. Na tę chwilę wystarczają mi opisane poniżej formy aktywności.

Najczęściej ćwiczę z Jillian Michaels, teraz konkretnie – Six Weeks 6pack. To trening składający się z dwóch rund, każda jest docelowo przeznaczona na trzy tygodnie codziennych ćwiczeń. Tygodniowo zaliczam dwa do trzech treningów z tego programu. Pierwsza runda powoli zaczyna być zbyt łatwa, prawdopodobnie wykonam ją jeszcze dwa czy trzy razy i przejdę do drugiej. Będzie mi szkoda, bo naprawdę bardzo mi się podoba!

Six Weeks 6pack

SW6p ma za zadanie rzeźbić mięśnie brzucha. Jest intensywny, dla mnie idealnie wyważony, bo składa się z dużej ilości ćwiczeń siłowych, kilku „brzuszków” w różnych odsłonach i odrobiny kardio. Efekty przychodzą szybko.

Ostatnio odkryłam Yoga Meltdown. Wbrew pozorom jest to trening-wyzwanie. Jogą są te ćwiczenia jedynie z nazwy. Budujemy siłę, przechodząc szybko od jednego pozycji do drugiej, całość jest dynamiczna i samego utrzymywania jednej postawy jest niewiele. Całe ciało pracuje… Pierwszą rundę skończyłam zmęczona i spocona, wiedziałam, że było warto i że nie raz wrócę do tych ćwiczeń. Moje mięśnie pokochały te ćwiczenia od pierwszej minuty! :)

Yoga Meltdown

W ramach chęci prawdziwego zmęczenia sporadycznie wracam do 30 day Shred, od którego zaczęła się moja przygoda z Jillian, i który daje popalić ramionom, oraz Ripped in 30.


Kolejną panią regularnie obecną w moim planie zajęć jest Ewa Chodakowska. Obecnie ćwiczę Skalpel, który szerzej opisywałam tutaj. Ponieważ na święta wróciłam do domu, wykonałam także kilka razy Trening z gwiazdami. W Sylwestra mam nadzieję wykonać lekko zmodyfikowanego Killera, bo powiem szczerze – bardzo się za nim stęskniłam! :)

Totalna metamorfoza a.k.a Skalpel
Stałym elementem piątku jest basen. Na razie darmowe wejścia zapewnia mi uczelnia w ramach wychowania fizycznego. Co dobre, szybko się kończy, więc od lutego będę musiała wysupłać z portfela pieniądze na karnet… Zajęcia na basenie zapewniają mi wspaniałą zabawę i relaks, a prawidłowo wykonywane style angażują do pracy nie tylko mięśnie nóg i ramion, ale również brzucha.

źródło


Ostatnimi czasy próbowałam ćwiczeń Zuzki Light. Na razie jestem za słaba na wykonywanie ich w taki sposób, jak ona, poza tym nie wszystkie mi odpowiadają. Mimo to oglądam jej filmy i wybieram z nich najbardziej pasujące mi elementy, wplatam je do powyższych treningów albo wykonuję, kiedy nie mam czasu na nic dłuższego. Ulubionym ZWOWem, bo tak nazywają się ćwiczenia przygotowywane przez Zuzkę, jest numer 46, Tight Space Workout.


Liczę na to, że za parę miesięcy będę w stanie "przyjąć na klatę" większość tego, co Zuzka proponuje. Mimo iż jej ciało nie do końca trafia w moje gusta i nie dążę do tak umięśnionej sylwetki, to chciałabym w pewnym stopniu uczyć się od niej budowania siły.


Czy któreś z wymienionych ćwiczeń pokrywają się z Waszymi? :)

piątek, 7 grudnia 2012

Poszłam pod skalpel ;)


Oczywiście ten Ewy Chodakowskiej! Dlaczego dopiero teraz?


Kiedy usłyszałam o nim po raz pierwszy, w kwietniu, gdy jeszcze był dostępny w każdym kiosku z Shape, nie byłam pewna z czym to się je, czy mi się spodoba i czy jest mi potrzebne. W efekcie zanim podjęłam decyzję, na dobre zniknął ze sklepów. Na szczęście niedługo potem, w lipcu, dorwałam się do Killera. Efekty i przyjemność, jakie mi dał, sprawiły, że zechciałam spróbować i Skalpela. Pierwszym krokiem było przeszukanie Allegro, ale jak pewnie większość wielbicielek shape’owych treningów Ewy wie, te płyty chodzą tam po 30-40zł. Dla mnie to była za duża kwota, tym bardziej, że przecież normalnie płaciło się niecałe 13zł.

Potem dowiedziałam się, że archiwalne numery można zamawiać bezpośrednio z drukarni, pisząc na adres  prenumerata@quadwinkowski.pl (można było również zadzwonić, ja jednak zdecydowanie wolę tę formę komunikacji). Mimo iż nakład kwietniowego Shape się wyczerpał, zainteresowanie było tak duże, iż nadal robiono dodruk. W końcu 15 sierpnia złożyłam zamówienie, wiedząc, że przyjdzie mi na nie poczekać.

Spodziewałam się dwutygodniowego, góra miesięcznego opóźnienia. Kolejka okazała się jednak tak długa, że płytę otrzymałam… 24 listopada. Tak, ponad cztery miesiące później! A ja już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek swój Skalpel dostanę ;)

Trzeba oddać drukarni to, że prawdopodobnie za „obsuwę” (chyba nie z ich winy, wierzę, że robili co mogli), zamiast 19zł za czasopismo i przesyłkę, zapłaciłam jedynie 7,90.

Nie wiem, jak jest w tej chwili – czy zamówienia są nadal przyjmowane i/lub czy dodruk nadal trwa. Wydaje mi się, że minęło już tyle czasu, iż wydawnictwo mogło zamknąć sprawę.

A teraz najważniejsze – wrażenia z treningu!


Napis na okładce głosi, że ćwiczenia przeznaczone są dla każdego, także dla początkujących. Nie oznacza to jednak beztroskiego machania nóżką w tył i w przód. To, że nie trzeba mieć super kondycji, by wykonać trening, nie oznacza, że nie wymaga on wysiłku. Wręcz przeciwnie, prawidłowe wykonanie ćwiczeń wymaga skupienia, napięcia mięśni, samozaparcia i pewnej siły. Podczas Skalpela mięśnie naprawdę dają o sobie znać. W zależności od ćwiczenia możemy doskonale poczuć najmniejszy mięsień w nodze, ramionach czy brzuchu (albo wszystkim naraz). Całe ciało intensywnie pracuje! W pewnych momentach praktycznie czuję, jak podnoszą mi się pośladki :D

Co dla mnie ważne, Skalpel zawiera niewiele elementów kardio. Jak wspominałam w poście nt. treningu z celebrytkami, moje chucherstwo nie pozwala mi na szalone zabawy w gubienie kalorii. Poza tym czułabym się niezręcznie, tupiąc ze wszystkich sił w sufit sąsiadów pode mną.

Co do samej Ewy nie mam zastrzeżeń. Ćwiczenia nie są trudne i większość opiera się na podobnym modelu ułożenia sylwetki, więc dwie wypowiedziane przez nią rady – kolano na wysokości stopy i odcinek lędźwiowy ‘’przyklejony’’ do podłogi – w zupełności wystarczają.

Trening mija szybko (choć na pewno nie bezboleśnie ;)). Sprawia mi dużą przyjemność, chociaż po wielu bardziej wymagających sesjach czuję, że stać mnie na więcej. Ponieważ jednak obecnie na co dzień ćwiczę z Jillian Michaels i chodzę na basen, nie jest to problemem. Skalpel na pewno wykonam jeszcze niejednokrotnie :)


Jak sugeruje opis, do ćwiczeń można dodać ciężarki. Od dawna planuję ich zakup i mam nadzieję, że w końcu uda mi się je zdobyć. Mimo to przyznam, że na razie raczej nie byłabym w stanie wykonać większości ćwiczeń (zwłaszcza na ręce) z dodanymi obciążnikami. Ciężar mojego ciała w zupełności wystarcza. Nigdy nie zaszkodzi jednak spróbować, w końcu chodzi o to, by się rozwijać :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Trening z gwiazdami, czyli miks ćwiczeń Ewy Chodakowskiej

Zdjęcie robione pędzlem do pudru. A serio - komórką. Płyta została w domu, gdzie tylko ta opcja była dostępna, i czeka, aż zsześciopakuję się z Jillian.


Na tę płytę Ewy Chodakowskiej czekałam z niecierpliwością (tak jak na Turbo – Killer wpadł mi w ręce nieoczekiwanie, a ze Skalpelem przygoda była duuużo dłuższa; wyjaśnię niedługo). 30 listopada tuż przed wyjazdem do domu pobiegłam do salonu prasowego i bez zastanowienia wyszłam, dzierżąc już w ręku swój egzemplarz :)

Po ukazaniu się zwiastuna treningu na profilu Ewki na Facebooku zawrzało. Wielu osobom nie podobała się idea zaproszenia innych osób do ćwiczeń. Dla części było to złamanie magicznego kontaktu jedna-na-jedną, dla innych obraźliwa była obecność celebrytek zamiast zwyczajnych dziewczyn.


Jeśli chodzi o pierwszy powód, to trochę mnie dziwiło – Jillian Michaels ćwiczy z dwoma dziewczynami, a jakoś nikt nie narzeka, że poświęca swoim podopiecznym przed ekranem za mało czasu. Cóż, co kto lubi.

Drugi powód mogłam skomentować machnięciem ręki. Business is business, jak mówią. Mimo że nie przepadam za kobietami, jakie wzięły udział w ćwiczeniach – na nazwisko jednej nóż w kieszeni mi się otwiera – to uznałam to za ciekawą odmianę. Liczyłam, że Ewa będzie pokazywać na delikwentkach, jak powinno się robić ćwiczenia i jakie błędy najczęściej się popełnia. Poza tym widząc niedoskonałość dziewczyn samemu można się w jakimś stopniu podbudować.

Do rzeczy jednak.

Trening podzielony jest na trzy części, każdą przeznaczoną do innych celów: z Aleksandrą Szwed ćwiczymy równowagę i modelujemy uda, z Beatą Sadowską spalamy kalorie, a z Karoliną Malinowską pracujemy nad mięśniami brzucha. Panuje dowolność w wyborze i bardzo mi się to podoba.

Ewa wielokrotnie mówi, że ćwiczenia pokazywane na ekranie wyglądają na łatwe, ale takie nie są. I jest to prawda. Chociaż nie skacze się tak wariacko jak w killerze czy turbo, mięśnie dają o sobie znać, a pot spływa po czole. Chociaż jest stosunkowo statycznie, wiem, że to działa! Oczywiście, o ile dobrze przyłożyć się do wykonywanej pracy.

Same ćwiczenia bardzo mi odpowiadają. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to ich powtarzalność. Jeśli trening trwa 15 minut, to chciałabym robić w tym czasie wiele różnych figur. Zamiast dwóch serii po trzy powtórzenia – trzy serie po dwa. Ale że się nie znam i nie wiem, jak takie rozwiązanie by się sprawdziło, robię co mi każą :)

Ćwiczenia skupiają się na aspektach przeze mnie preferowanych – modelowanie ud i brzucha to priorytet. Są ciekawe i wymagające – chociaż trudnością nie dorównują turbo, to na pewno – a obecność celebrytek nie przeszkadza. Przyznam wręcz, że ten nóż, o którym pisałam wyżej, zdążył się nieco stępić. Trening mija w mgnieniu oka.

Kardio zrobiłam pobieżnie, wykonałam tylko część ćwiczeń, bo przy moim BMI umarlaka jeszcze tego brakuje żebym traciła dodatkowe kalorie. Przy pozostałych dałam z siebie wszystko. Jestem zadowolona i na pewno nie raz wrócę do tych ćwiczeń. Uda bolały, musiałam spinać wszystkie mięśnie, by utrzymać równowagę, a przy ostatnim treningu mięśnie brzucha płonęły żywym ogniem. To lubię :)

Czy coś mi przeszkadza? Tak. Po wielu sesjach z Jillian jestem wyczulona na punkcie zwracania uwagi na prawidłowe wykonywanie ćwiczenia, czego Ewa nie robi albo robi w małym stopniu. Często nawet nie tłumaczy w jaki sposób ułożyć sylwetkę i mówi lakonicznie: robię co mówi i dopiero w połowie ćwiczenia zerkam dokładnie na ekran i orientuję się, że robię coś nie tak.

Wiele dziewczyn narzekało na zagadnienia techniczne tej płyty. Że wygląda jakby producenci wiedząc, że „nazwiska” zrobią nakład, nie zadbali o oprawę graficzną, odpowiednie oświetlenie itp. Ja tylko spytam – kto ubrał Beatę Sadowską do szok treningu w bluzę?!