Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitness. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

Plan treningu siłowego 5x5


Letnie miesiące minęły mi na powtórce z treningu, który opisywałam tutaj i hejtowałam tutaj. Myślałam, że inne warunki (mniej ruchu, więcej snu) przyniosą mi lepsze rezultaty, więc dałam tamtemu planowi drugą szansę, ale niestety. Dolna część ciała negatywnie reaguje na podobne eksperymenty. 

Zainteresował mnie trening opisywany w wakacyjnym numerze KiF Sport. Jest to trening przeznaczony głównie na wzrost siły (a "skutkiem ubocznym" jest rozwój mięśni), co w mojej obecnej sytuacji, gdy od kilku miesięcy widzę zastój w swoich możliwościach, będzie jak znalazł. Nie wiem, jak długo dam radę go wykonywać, bo jednak zarzucanie sztangi na barki wymaga więcej siły niż zrobienie przysiadu przy danym ciężarze, ale najważniejsze to próbować.

Plan jest następujący:


Przewiduje on ćwiczenia trzy razy w tygodniu. Jak widać, jest bardzo prosty i zakłada zwiększanie ciężaru na każdej sesji o 2,5 kg (poza martwym ciągiem, tu o 5 kg). Treningi rozpoczyna się z 50% ciężaru, z jakim można wykonać dane ćwiczenie.

Przykładowo, jeśli jestem w stanie wykonać maksymalnie pięć przysiadów z ciężarem 40 kg, na pierwszym treningu zakładam na sztangę 20 kg i robię pięć serii po pięć powtórzeń. Dwa dni później na sztandze ląduje już 22,5 kg i tak dalej. Taki program pozwala na stopniowy, ale nieunikniony rozwój siły (przypomina się tu opowieść o żabie wsadzonej do garnka z zimną wodą, która jest powoli podgrzewana, tak że żaba nie może wyczuć momentu, w którym powinna wyskoczyć, by się nie ugotować). 

Trzymajcie kciuki za pomyślny rozwój wypadków!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Ćwiczenia Ewy Chodakowskiej - podsumowanie i sprzedaż!

Postanowiłam wystawić na Allegro płyty DVD z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej, ponieważ u mnie się kurzą, a ostatnio nie śmierdzę groszem, a jednocześnie zrobić małe podsumowanie przećwiczonych do tej pory treningów.



Dla kogo są ćwiczenia Ewy Chodakowskiej?

Przede wszystkim dla początkujących. Nie bez powodu mówi się, że Ewa podniosła z kanap miliony Polek. Jej ćwiczenia są stosunkowo proste, ale efektywne, tempo nie jest mordercze. Dla osób zupełnie zasiedziałych rozwiązaniem są Skalpele I i II oraz Trening z gwiazdami (który w rzeczywistości składa się z trzech programów). Nieco wyższy poziom to Total Fitness, jeszcze wyżej jest Killer - nie należy się jednak zrażać, że jest polecany na średniozaawansowanych; przy drobnych modyfikacjach każdy o niezerowej kondycji da radę ukończyć te ćwiczenia. Najtrudniejsze jest Turbo spalanie, po te ćwiczenia należy sięgnąć, kiedy pozostałe programy przestają być wyzwaniem. 

Przy wyższym poziomie zaawansowania również można włączyć łatwiejsze ćwiczenia, tym razem w ramach odpoczynku od bardziej intensywnych programów. 

Co z zarzutem, że Ewa nie mówi, jak wykonywać ćwiczenia, albo wykonuje je źle?

Na sobie doświadczyłam, że należy słuchać, co Ewa mówi, a patrzyć na jej technikę z przymrużeniem oka. Tłumaczy bowiem dobrze, ale jej samej zdarza się popełniać błędy. Podstawowa zasada - kolana nigdy nie wychodzą poza palce stóp - jest utrzymywana. To Ewa mnie nauczyła, że tak właśnie ma być i w swoich programach powtarza to często. 

Drugą zasadą jest słuchanie swojego ciała - ludzie często mają wady postawy, z których nie zdają sobie sprawy, a które zaczynają dokuczać, gdy zacznie się ćwiczyć. Konsultacja z lekarzem jest wskazana, bo "rozwalenie sobie kolan" może być skutkiem takiej właśnie niedoskonałości, a nie ćwiczeń samych w sobie. Po trzecie - technika jest ważniejsza od szybkości i nie ma sensu gonić Ewy, jeśli przez to nie daje się rady poprawnie wykonać ćwiczenia. 

Co dają te programy?

Przede wszystkim poprawiają kondycję, ujędrniają ciało, wzmacniają mięśnie, spalają tłuszcz. Na pewno nie pomogą zbudować dużych mięśni, ale mogą być ciekawym wstępem do poważniejszej, trudniejszej aktywności fizycznej. Przy odpowiedniej diecie są w stanie fajnie wymodelować figurę i pozbyć się największej bolączki wielu dziewczyn, czyli wystającego brzucha. 

Wrażenia z programów?

Moim ulubionym jest chyba Killer, ponieważ był pierwszy, wymagający pod względem zarówno kondycyjnym, jak i siłowym (jak na moje ówczesne możliwości). Skalpele były bardzo przydatne na dni między trudniejszymi treningami, zmuszały ciało do wysiłku, ale nie wykańczały. Total Fitness był przyjemnym, skocznym programem. Turbo spalanie - miazga. Ciężki trening (sama Ewa zaleca, by robić go nie więcej niż trzy razy w tygodniu), bardzo męczący i dający wiele satysfakcji. Najmniej podobały mi się chyba Treningi z gwiazdami, ale były jakąś alternatywą, kiedy nie miało się czasu ani siły na dłuższe ćwiczenia. 

Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, tutaj moje recenzje treningów z osobna:
Czy jestem zadowolona?

Największą satysfakcję i najlepsze efekty przyniosły mi ćwiczenia siłowe, ale nie będę ukrywać, że gdyby nie Ewa Chodakowska, nie byłabym teraz w miejscu, w którym teraz jestem. Ćwiczenia te poprawiły moją kondycję, wspaniale wzmocniły brzuch, który był moim wielkim kompleksem, poprawiły samopoczucie i przede wszystkim pokazały wyjątkową drogę, jaką jest fitness. Jasne, że jestem zadowolona! 


Od ponad dwóch lat ćwiczę siłowo i treningi Ewy już mi nie wystarczają, dlatego postanowiłam sprzedać wszystkie swoje płyty i dać szansę komuś początkującemu zacząć swoją przygodę z fitnessem. W zestawie:
  • Spalanie i modelowanie ("Killer")
  • Turbo spalanie
  • Trening z gwiazdami
  • Total Fitness
  • Skalpel II + Szok trening
Niestety Skalpel "jedynkę" zostawiłam w drugim domu, gdzie będę dopiero we wrześniu, więc nie mogę jej teraz dołączyć, ale jeśli ktoś jest chętny, może napisać do mnie i pakiet będzie uzupełniony o tę płytę. Mogę pozbyć się również pojedynczych egzemplarzy, wtedy również proszę o stosowną wiadomość. Adres e-mail jest w zakładce "o mnie" w prawej kolumnie blogu. Pytania o wszelkie rabaty również proszę kierować pod ten adres ;) 


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Trening niedoskonały, czas na odpoczynek i plany na przyszłość

Wracam po kolejnej dłuższej przerwie, by napisać o tym, co działo się u mnie w kontekście fitnessowym przez ostatnie parę tygodni. 

Początkiem maja rozpoczęłam trening opisany tutaj. Obawiałam się, czy przypadnie mi do gustu, na szczęście bezpodstawnie - podział dni treningowych na górne i dolne partie mięśniowe spodobał mi się bardziej niż dotychczasowe FBW, a w planie tygodnia miałam dość czasu, by zmieścić wszystkie cztery części planu. Gdybym mogła wybierać, od teraz już zawsze ćwiczyłabym w ten sposób. Jest jednak jedno ale...

Górne części ciała zareagowały na tę metodę doskonale, ramiona całkiem fajnie urosły i wzmocniły się. Niestety dół - szczególnie pupa, mój słaby punkt i jednocześnie ten, na którym najbardziej mi zależy - po prostu poleciał. Pięć tygodni ćwiczeń i tyłek gdzieś zniknął.

Swojej diecie nie mam nic do zarzucenia; owszem, dodatkowe 100-200 kcal pewnie by mi nie zaszkodziło, ale progres od pasa w górę był miód malina, a na brzuchu też odłożyło się trochę tłuszczu, świadczącego o tym, że przekraczałam dzienne zapotrzebowanie. Co w takim razie stało się z pośladkami? Dlaczego mięśnie się spaliły, jeśli trzymałam się planu i jadłam jak trzeba? Rozumiem, gdyby stały w miejscu - ale ubytek?

Postanowiłam wtedy, że moja noga więcej na SFD nie postanie, bo do tej pory żaden trening zaczerpnięty stamtąd nie dał mi zadowalających efektów. Wydziwiania z doborem ćwiczeń, niezrozumiałe manewry z ilością powtórzeń, to jednak nie dla mnie. Wracam na KFD, gdzie treningi są logiczne i proste (co nie znaczy, że łatwe). 

Na dowód tego, że to poprzednio dobrany trening był strzałem w dziesiątkę, wróciłam do niego et voilà - pupa zaczęła wracać. Różnica była widoczna po tygodniu. Mało prawdopodobne? A jednak. Nadal nie jest jak było, ale to już akurat byłoby faktycznie niemożliwe do osiągnięcia. 

***

Po kolejnych tygodniach jednak zauważyłam jednak spadek energii, nie tylko do ćwiczeń, ale ogólnie. Miałam/mam ochotę cały dzień leżeć w łóżku. Pojawił się apetyt na niezdrowe jedzenie, czego od wielu miesięcy, może nawet lat, nie doświadczyłam. Wiedziałam, że czas przystopować, wyluzować się, zresetować. Odespać zmęczenie, czymkolwiek byłoby spowodowane, pogrzeszyć jedzeniowo - tym bardziej, że właśnie zaliczyłam sesję i miałam ochotę to opić - i przez jakiś czas nie myśleć o ćwiczeniach, tylko robić miliard innych rzeczy, jak choćby pobujać się z przyjaciółmi po knajpach krakowskiego Kazimierza. Część fitnessek pewnie łapie się za głowę, ale wiecie co? Częścią zdrowego stylu życia jest zdrowa psychika i poczucie szczęścia. Potrzebowałam tego. Nie zmieniam trybu życia na stałe, bo dotychczasowy uwielbiam - ale przez krótki czas chcę pozwolić sobie na więcej. 

Dałam sobie na taki totalny reset półtora tygodnia. To nie jest tak, że teraz pożeram tylko fast foody i całe dnie siedzę. Odpuściłam ćwiczenia na razie, ponieważ 

a) od ciężarów należy zrobić sobie co jakiś czas przerwę, by mięśnie po tej przerwie znowu zaskoczyć nowym wyzwaniem;

b) sad but true, nie mam siły. 

Chcę zrobić badania, żeby dowiedzieć się, czy nie jest to spowodowane jakąś chorobą, a w międzyczasie robię pompki, przysiady z niewielkim obciążeniem, krótkie i lekkie, góra 15-minutowe zestawy. I to niecodziennie. 

Co do menu - nadal odżywiam się zdrowo i kiedy jestem sama, miska jest czysta. Jeśli wychodzę gdzieś z przyjaciółmi, wpada piwo, czasem zapiekanka. Łącznie pewnie nie więcej niż 5% posiłków zjedzonych w założonym przeze mnie czasie. 

***

Prawdopodobnie w następną środę będę już po przeprowadzce i wtedy też, jeżeli wszystko będzie w porządku, chcę zacząć kolejny plan treningu. Nie wiem jeszcze co to będzie, ale cieszę się na samą myśl. Trzymajcie kciuki za progres :)


środa, 6 maja 2015

Zupełnie (sic) nowy plan treningu siłowego

Od kilku miesięcy męczyłam zaczerpnięty z KFD plan 15-10-5, który dał mi wspaniałe rezultaty, ale stwierdziłam, że w końcu potrzebuję jakiejś zmiany. Organizm braku zmian nie lubi, bo się przyzwyczaja i przestaje reagować na bodźce. 


U Paryski zobaczyłam ciekawy plan i bardzo piękne mięśnie, więc stwierdziłam, że pójdę tą drogą. Najpierw chciałam skonstruować samodzielnie tradycyjny, trzyczęściowy FBW, posiłkując się m.in. zestawieniami z tamtego treningu, ale ostatecznie postanowiłam iść na całość i zacząć robić plan w całości ułożony przez użytkowniczki(czkę?) SFD.

Tak, wiem, to trening typowo na masę, a jest maj i wszyscy wokół są na redukcji. Nie planuję jednak przybrania na wadze nie wiadomo ilu kilogramów, poza tym chcę robić krótkie cardio po przynajmniej części z tych treningów oraz zacząć biegać. Zaledwie raz w tygodniu, krótkie dystanse, bardziej dla relaksu niż celów sylwetkowych, ale pewnie i niewielka utrata wagi przy okazji się zdarzy. Poza tym bardzo się cieszę, że zaczynam robić coś nowego!

Kilka ćwiczeń musiałam zmienić ze względu na brak drążka czy wystarczającej ilości miejsca (wypady chodzone), poza tym pewnie dołożę tu i ówdzie po jakimś ćwiczeniu, zwłaszcza na barki, bo po ostatnim zestawie widzę, że lubią i muszą być ostro katowane, oraz na pupę. Obecny poniżej plan jest dla mnie wyjściowym. Nie wykluczam, że ostatecznie zmodyfikuję go tak, żeby znowu mieć trzydniowe FBW. 

Zakładam, że całość będzie trwała 7-8 tygodni, a potem miesiąc redukowania nadmiarów tkanki tłuszczowej ;)

Dzień 1
1. wyciskanie na płaskiej 3 x 8-12 
2. wiosło sztangielka w oparciu o ławkę 3 x 8-12 
3. wyciskanie na barki – arnoldki 3 x 8-12 
4. czachołamacze 2 x 6-8 
5. uginanie ze sztangą  2x 6-8 

Dzień 2
1. przysiad 3 x 8-12 
2. wznosy bioder ze sztangą 3 x 20 
3. bułgarski 2 x 6 na nogę 
4. wznosy z opadu 2x10 
5. wznosy nóg w leżeniu na brzuch 3 x 10-15 
6. brzuszki na piłce 3x15-20 

Dzień 3
1. pompki 4x max 
2. wiosło sztangą w opadzie 3x 8-12
3. wznosy bokiem ramion stojąc 3x 8-12
4. pompki odwrotne 2x 6-8 pompki
5. uginanie z hantlami 2x 6-8 6,25

Dzień 4
1. RDL 3 x 8-12 
2. goblet squat 3 x 10 
3. wypady 2 x 6 na nogę 
4. wznosy łydek, wersja do wyboru 2 x 10-15 
5. brzuszki na skośnej 3 x 10-15 
6. jeżyki vel allachy z wyciągiem górnym 3 x 6-8 - tu jeszcze nie wiem, czym zastąpię


***

Zdjęcie w poście pochodzi z mojego instagrama. Zapraszam, jeśli jesteście zainteresowane pozablogową częścią mojego życia :)

czwartek, 26 lutego 2015

Ekto, endo, mezo... o typach sylwetek oraz wyborze diety i ćwiczeń

Nie ma jednej właściwej diety i treningu dla każdego. Wszyscy ludzie teoretycznie powinni działać i reagować na bodźce tak samo, ale jak wiadomo - to tak nie działa. O ile zarówno mięśnie, jak i tłuszcz, rosną i spalają się na takich samych zasadach u wszystkich, tak ilość pracy włożonej w ruszenie tkanek w ujemną czy dodatnią stronę istnienia różni się w zależności od typu sylwetki. Na pewno to zauważyliście - ludzi którzy jedząc wszystko są chorobliwie szczupli, ludzi którzy jeden dzień odstępstw od diety przepłacają dodatkowymi fałdami tłuszczu i ludzi, którzy od rekreacyjnego jeżdżenia na rowerze wypracowują sobie stalowe łydki. A wszystko przez hormony tarczycy i insulinę, które u ludzi występują w najróżniejszych proporcjach.

Wyróżnia się trzy podstawowe typy budowy ciała. Większość ludzi stanowi mieszankę dwóch rodzajów, aczkolwiek jeden najczęściej przeważa w tym połączeniu.

[źródło]

Dlaczego warto znać swój typ? To warunkuje wybór odpowiedniego sposobu żywienia i intensywności ćwiczeń, tak, by uzyskać najlepsze efekty. Czego innego potrzebuje ektomorfik, a zupełnie co innego sprawdzi się u endomorfika. 

Ektomorficy to osoby naturalnie szczupłe, wręcz patykowate, o długich kończynach, wąskich pęcinach i nadgarstkach. Charakteryzują się szybką przemianą materii, powiązaną często z podwyższoną temperaturą ciała. Bardzo łatwo gubią tkankę tłuszczową, jak i mięśniową, z dużym trudem natomiast przychodzi im przybranie na wadze.

Dla uzyskania odpowiednich efektów, ektomorfik powinien postawić na dietę wysokowęglowodanową (przynajmniej 50% codziennego spożycia kalorii powinno pochodzić z węgli), wysokokaloryczną (50-60 kcal na kilogram masy ciała), ograniczać tłuszcze, zwłaszcza przed treningiem oraz spożywać dużo białka. 

Jestem w większości ektomorfikiem, co sprawia, że nawet na wysokokalorycznej diecie nadal jestem szczupła (chociaż efekty zdecydowanie SĄ widoczne - wiemy, jak było - JEZUSMARIA), a tydzień na niezbyt ostrej redukcji skutkuje lawinowym wręcz spadkiem wagi. Chudnę praktycznie bez swojego udziału, wobec czego muszę pilnować nie tego, by nie przekroczyć dziennego zapotrzebowania, ale tego, aby nie jeść zbyt mało; w praktyce raczej "na wszelki wypadek" opycham się jedzeniem niż je ograniczam - chyba że chcę akurat zrzucić nieco nagromadzonego tłuszczu, który przy dodatnim bilansie zdarza się nawet ektomorfikom. Planuję kilka zmian w moim dotychczasowym sposobie żywienia i ćwiczeń, po to, żeby wypracować sobie więcej mięcha - ale o tym będzie w osobnym poście. Na pewno wejdę na przynajmniej 2500 kcal dziennie. 

Jeśli chodzi o ćwiczenia, ektomorficy powinni ograniczać cardio do minimum (20-30 minut do trzech razy tygodniowo), a ćwiczenia siłowe opierać na małej ilości powtórzeń i dużym ciężarze. Przerwy między seriami mogą trwać nawet kilka minut. 


Endomorficy są masywni i przysadziści. Miewają spore mięśnie (i zdecydowanie większe predyspozycje do ich rozwoju niż ektomorficy), ale najczęściej kojarzymy ich z nadmierną ilością tkanki tłuszczowej. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest wolna przemiana materii, ale przy odpowiednich działaniach wadę można zmienić w zaletę i wypisać się z grupy "gruby jestem genetycznie". 

Dieta endomorfika wymaga wiele samodyscypliny i odstępstwa od niej należy ograniczyć, najlepiej do zera. Nie powinno się jeść wysoko nad zapotrzebowanie (dodatkowa ilość tkanki tłuszczowej), ani zbyt nisko (spowolnienie i tak już wolnego metabolizmu, brak szansy na rozwój mięśni), oscylowanie wokół niego wydaje się najlepszym wyborem. Duża, ale nie przesadna ilość białka w diecie (2,5 g na kilogram masy ciała) i ograniczenie tłuszczów i węglowodanów (zwłaszcza cukrów) pomogą mięśniom powoli, ale skutecznie, wynurzyć się z tłuszczowej pierzyny. Dobrym rozwiązaniem może okazać się obcięcie węglowodanów na rzecz tłuszczów.

Endomorfik powinien ćwiczyć często (5-6 razy w tygodniu) i intensywnie, z najwyżej minutowymi przerwami między seriami (a najlepiej superseriami, co dodatkowo sprzyja spalaniu kalorii), każdą po 10-12 powtórzeń. Do tego cardio wszelkiego sortu i dużo jakiegokolwiek ruchu, choćby w postaci spaceru.

Serio, da się! [źródło]

Mezomorficy to ci, którzy praktycznie bez mrugnięcia okiem wyhodowują sobie mięśnie. Charakteryzują ich szerokie barki (u kobiet także szerokie biodra - figura klepsydry), długie kończyny, wąska talia, a także często podwyższony poziom testosteronu. Przy sprawiedliwych ćwiczeniach nabytek masy mięśniowej u tego typu jest nieporównywalnie większy od naddatków tłuszczu. Występuje rzadko, ale pod względem kształtowania sylwetki okazuje się najszczęśliwszy - sprawdzi się u niego praktycznie każda (rozsądna) dieta i każdy plan treningowy.

Recepta? Złote proporcje 30/40/30 B/W/T i lekka nadwyżka kaloryczna sprawdzą się najlepiej prawdopodobnie właśnie u mezomorfików. Do tego regularne chodzenie na siłownię. Żeby poćwiczyć, a nie robić selfie w lustrze, bo nawet u mezomorfika mięśnie same się nie zrobią. 8-12 powtórzeń w serii jest optymalną liczbą.

Chociaż Arnie wygląda, jakby puchnął od patrzenia w lustro,
to ten talerz w rogu służył mu nie tylko do podpierania się [źródło]

!!! UWAGA !!!

Jeśli jesteś kobietą ekto- lub endomorfikiem, przeczytałaś o ograniczaniu tłuszczu i chcesz tego spróbować, pamiętaj - nasze hormony potrzebują przynajmniej 1 g tłuszczu na kilogram masy ciała, by prawidłowo funkcjonować. Mówię bardzo serio, schodzenie poniżej tej ilości jest proszeniem się o kłopoty.

Chcesz wiedzieć więcej? Klikaj!

Jakim typem/mieszaniną typów jesteście?

wtorek, 17 lutego 2015

11 powodów, dla których warto trenować siłowo

Swój pierwszy trening siłowy zrobiłam lekko ponad półtora roku temu i już w tamtej chwili widziałam, że oto znalazłam idealny dla siebie rodzaj aktywności fizycznej. Czas poświęcony na przerzucanie złomu wpłynął pozytywnie na moje ciało i umysł. I chociaż nie od razu robiłam wszystko tak, jak trzeba, udało mi się pogłębić wiedzę na tyle, że teraz biorę z siłowego ile się da - a więc praktycznie same korzyści. 

Nie będę ukrywać - ciężary są wymagające i potrzeba trochę czasu, by nauczyć się z nimi pracować, ale kiedy wykażesz cierpliwość, odwdzięczą się z nawiązką. Co możesz zyskać, porzucając dywanówki na rzecz sztangi i regulowanych hantli?

  1. Siłę - wsiadasz do pociągu z walizką ważącą połowę tego, co Ty. W przedziale żadnych prawdziwych mężczyzn, którzy mogą pospieszyć z pomocą we wrzuceniu bagażu na półkę. Problem? Nie dla ćwiczących dam, bo oto uniesienie walizki i spokojne, delikatne położenie jej na półkę wysoko nad głową jest kwestią paru sekund. Zdejmowanie również nie grozi zmiażdżeniem pod wpływem ciężaru. Ćwicząc siłowo jesteś w stanie podnieść więcej, a więc wielkie zakupy czy mdlejący kolega to dla Ciebie żaden problem. 

  2. Masę - kiedy zaczynałam ćwiczyć siłowo, ważyłam jakieś 51 kilogramów przy wzroście 171 cm (wcześniej, zanim jeszcze zajęłam się choćby regularnymi treningami z Jillian, spadałam do 47, 48). Czy wyglądało to ładnie, czy nie, każdy oceni sobie sam, ale na dłuższą metę było to po prostu niezdrowe. Trening siłowy zmienił moje postrzeganie swojej osoby i wagi, która byłaby zarówno estetyczna, jak i bezpieczna. Jeśli macie problem z niedowagą, wychodzicie z zaburzeń odżywiania, to siłowy może okazać się najlepszym wyjściem z problemu. Zacznie wam bowiem zależeć na rozwijaniu mięśni - a te ważą. I żeby je sobie "wyhodować", trzeba jeść. O tej zmianie pisałam zresztą w poście o swoim odchudzaniu. Z tym że wiecie co? Nawet tamten post jest już przyszłością. Ważę dobre 58 kg, wyglądam lepiej niż kiedykolwiek i nie przejmuję się swoją wagą w ogóle. 


  3. Proporcjonalne, zgrabne, jędrne ciało - brak pupy, obwisłe ramiona, nogi jak patyki i galaretowate? Zapomnijcie o godzinach spędzonych na rowerku. Tylko trening siłowy sprawi, że pupa się wypełni i zyska krągły kształt, a ramiona i nogi zyskają zgrabną rzeźbę i przestaną się trząść przy bardziej gwałtownych ruchach. Kiedyś moja największa bolączka, czyli tyłek, był miękki, płaski i kościsty, teraz to kawał jędrnego, zbitego mięśnia. 

  4. Zdrowie psychiczne - tak, przechodziłam przez zaburzenia odżywiania. Obsesja ważenia mało rządziła moim życiem. Dzięki treningowi siłowemu przestałam się przejmować. Żeby ciężko ćwiczyć, trzeba dużo jeść. Żeby rozwijać i utrzymać mięśnie, trzeba dużo jeść. Nauczyłam się też, że mogę nie ćwiczyć przez parę dni, jeśli nie będę miała możliwości, bo to nie zmieni tego, co wypracowałam podczas miesięcy ciężkiej pracy. 

  5. Pewność siebie - idealne ciało, spora siła, odrzucenie śmieciowego jedzenia i podziw w oczach wszystkich, którzy siedzą tygodniami na kanapie z paczką chipsów w dłoni. Widzisz, że dokonałaś czegoś, na co wielu nigdy się nie zdobędzie. Pokonujesz własne słabości, przerzucasz tony podczas jednego treningu, dbasz o siebie, a Twoje ciało słucha Twoich rozkazów. Samoocena rośnie w mgnieniu oka. 

  6. Respekt na dzielni - jestem próżna i lubię, kiedy ktoś podchodzi do mnie i mówi że mam ładny biceps, czy fajną pupę, czy też że jestem silna. Lubię, kiedy ludzie mówią, że podziwiają moją wytrwałość i dążenie do celu. 

  7. Świadomość swojego ciała - trening siłowy wymaga doskonałej techniki i kontroli nad mięśniami. Z czasem wyniesiesz to do codziennego życia. Ta umiejętność przyda Ci się i podczas tańca, i gdy autobus którym jedziesz gwałtownie zahamujesz. To, jak prawidłowo podnieść ciężkie pudło, też nie będzie żadną tajemnicą. 


  8. Zdrowy tryb życia - 70% sukcesu to dieta. Ćwicząc na poważnie, nie możesz nie natrafić na tematy o żywieniu. I wtedy już wiesz, że żeby mieć efekty, trzeba jeść ponad 2000 kcal dziennie, i powinno to być pełnowartościowe, nieprzetworzone jedzenie: zdrowe tłuszcze, węglowodany złożone, sporo białka, witaminy pochodzące z warzyw. I nawet jeśli na początku zmieniasz swoje menu tylko ze względu na sylwetkę, później uświadamiasz sobie, że to wszystko - aktywność fizyczna i odpowiednie żywienie - służy przede wszystkim Twojemu zdrowiu. Nagle masz więcej energii, lepiej śpisz, nie chorujesz, organizm starzeje się wolniej, poziom tkanki tłuszczowej oblepiającej narządy wewnętrzne spada. Dodatkowo podnoszenie ciężarów wzmacnia serce i ma działanie antydepresyjne. 

  9. Gęstsze kości i mocniejsze ścięgna - wydaje się mało interesujące? Weź pod uwagę, że dzięki tym zaletom treningu siłowego jesteś bardziej odporna na urazy i kontuzje. Jeśli nie przekonuje Cię to teraz, pomyśl o swoim organizmie za kilkadziesiąt lat, gdy gęstość kości zacznie się zmniejszać. Mniejsze ryzyko wystąpienia osteoporozy jest chyba tego warte?  

  10. Przyspieszenie metabolizmu - trening siłowy przyśpiesza metabolizm na dłużej i mocniej niż ćwiczenia cardio. Ponadto rozwijające się dzięki jego wykonywaniu mięśnie potrzebują więcej energii niż taka sama ilość tłuszczu, ergo - spalają więcej kalorii. W ostatecznym rozrachunku praca z ciężarami okazuje się lepszym niż aeroby sposobem na spalenie nadprogramowej tkanki tłuszczowej.  

  11. Czas dla siebie - podczas ćwiczeń skupiasz się tylko na sobie. Na swoich mięśniach, na tym, żeby pracować na 120%. To przykład dobrego egoizmu. Najbliższym osobom mówię - "możesz do mnie przyjść kiedy chcesz, nawet o trzeciej w nocy - ale nie wtedy, kiedy robię trening". 

sobota, 17 stycznia 2015

Nowe oblicze ZWOWów Zuzki Light, czyli jak nie dać się zabić

Jakiś czas temu napisałam, że Zuzka na swoim kanale ustawiła wszystkie dotychczasowo nakręcone ZWOWy jako prywatne. Nie byłam zanadto zdziwiona, stwierdziłam że pewnie wszystkie dłuższe treningi przeniesie na swoją płatną platformę, a na YouTube zostaną jedyne pięciominutówki, porady dietetyczne i vlogi.

Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że Zuzka postanowiła nakręcić wszystkie ZWOWy od początku, wprowadzając do nich dodatkowe powtórzenia i modyfikacje ćwiczeń. W wyniku tego treningi znacząco się wydłużyły i trwają teraz mniej więcej 25-30 minut. Dla niektórych pewnie będzie to wadą, w końcu jedną z cech ZWOWów było do tej pory to, że były krótkie i każdy mógł znaleźć na nie czas. Ja jestem zadowolona. Krótkie wersje ZWOWów krążą po sieci i dostęp do nich jest bezproblemowy, a ich nowe oblicze to kolejna okazja na doprowadzenie siebie do idealnej formy. Lubię dostać porządny wycisk na ćwiczeniach, więc chociaż podczas treningów klęłam na czym świat stoi, to jednocześnie wypełniała mnie radość.

[źródło]
Tak, ZWOWy zawsze były trudne, a teraz są aryctrudne. Nadążanie za Zuzką często wychodziło poza zakres moich możliwości. 

Treningi te robiłam w grudniu podczas przerwy między planami treningów siłowych - nie wyobrażam sobie łączyć tych dwóch form aktywności, obie są bardzo wymagające i mocno angażują mięśnie. 

Polecam, jeśli macie już jakiś staż treningowy. Chociaż Zuzka pokazuje ułatwienia, osobom początkującym będzie bardzo ciężko i to może niepotrzebnie je zniechęcić do aktywności - może poza ZWOWem numer 5, który, jak twierdzi Zuzka, nadaje się również dla nich (sama jeszcze go nie ćwiczyłam, bo pojawił się niedawno, kiedy już wróciłam do siłowego). Cała reszta, która lubi poczuć się sponiewierana po ćwiczeniach - zachęcam. 



Ten ZWOW prawie mnie zabił ;) Jest niezwykle intensywny, mój organizm kilkukrotnie dawał mi znać, że nie tyle jest zmęczony, co po prostu że zaraz przestanie działać. Trening dokończyłam, ale robiłam sporo przerw, więc zajął mi więcej czasu niż te pół godziny. Wiem, że w takich sytuacjach wszyscy mówią, żeby nie słuchać swojego umysłu, bo ciało może więcej - z tym że teraz już samo ciało mocno protestowało. Wolałam przerwać na chwilę i złapać oddech, niż zemdleć.

Nagrodą za wytrwałość był ból pośladków dnia następnego. Mało jest lepszych świadectw, że dałam z siebie wszystko ;)



piątek, 9 stycznia 2015

Trening siłowy: aktualizacja

Mój ostatni trening opisywałam tutaj. Zapowiadało się pięknie, ale ilość obowiązków zmusiła mnie nieco do modyfikacji planów i tak:
  • ćwiczyłam 3 razy w tygodniu po około 1,5 godziny
  • schemat wyglądał następująco:
  1. rozgrzewka (ok. 5 min)
  2. trening właściwy (ok. 40-45 min)
  3. ćwiczenia na brzuch (ok. 5-10 min)
  4. cardio - trucht, podskoki, pajace, high knees (ok. 20 min) 
  5. rozciąganie (ok. 10 min)
  • starałam się możliwe jak najwięcej spacerować, często w dni nietreningowe wracałam z uczelni piechotą, czyli jakieś 3 km. Nawet nie ze względu na dodatkową aktywność - po prostu uwielbiam maszerować z muzyką w słuchawkach. 
Co z treningiem? Naprawdę mi się spodobał, chociaż część ćwiczeń, jak już mówiłam, musiałam dostosować do warunków domowych, a więc np. braku drążka. Każda z sesji angażowała do pracy całe ciało. Co prawda brak superserii czy serii łączonych sprawił, że kondycyjnie nie stanowił on wyzwania, ale to nadrabiałam aerobami. Dwie serie (w jednym treningu) na biceps i triceps okazały się strzałem w dziesiątkę.

Metoda 15-10-5 w rozliczeniu treningowym, czyli zmniejszaniu powtórzeń z każdą serią każdego ćwiczenia (zamiast co dwa tygodnie) także przypadła mi do gustu. Za jednym zamachem kształtuje i wytrzymałość, i siłę, i wpływa na masę. No... z tą masą trochę przesadziłam, chociaż to nie wina treningu. Jak już nieraz wspominałam, ostatnio ciężko mi było osiągnąć nadwyżkę kaloryczną, więc o ile moja sylwetka zachowała jakość i mniej więcej kształt, tak o przyroście mięśni nie mogło być mowy.

A jednak. W październiku, gdy rzeczywistość nie zdążyła mnie jeszcze pochwycić w swe mordercze pazury, zauważyłam, że taka forma ćwiczeń daje całkiem niezłe rezultaty, więc postanowiłam dać drugą szansę temu FBW i zacząć od początku, z dodatkowymi modyfikacjami.

Zdjęcia sylwetki będą, mam nadzieję w nieco lepszym już otoczeniu i po pełnym powrocie do formy. Na razie jeszcze zbijam to co przybyło w czasie świąt ;)

czwartek, 20 listopada 2014

Nie mam czasu na ćwiczenia? Bzdury!

W poprzednim poście napisałam, że obecny semestr na studiach jest bardzo wymagający i w związku z tym mam trudności ze znalezieniem odpowiedniej ilości czasu na ćwiczenia. Dwa siłowe tygodniowo robię bez problemu, ale wsadzenie w grafik trzeciego jest często niewykonalne, bo albo cały dzień spędzam na uczelni (dosłownie!) albo kursuję między domem i uczelnią, znajdując czas jedynie na jedzenie i zrobienie sprawunków, ewentualnie pracę nad niecierpiącymi zwłoki prezentacjami i projektami. 

Nie oszukujmy się - czas poświęcony na trening to nie tylko moment samych ćwiczeń, ale również konieczność zjedzenia czegoś przed i po treningu, wzięcia prysznica, zrobienia makijażu. Kiedy ma się zajęcia o 8:00, potem o 14:00, a potem o 19:00, rzeczą niemożliwą jest wcisnąć w grafik godzinną sesję FBW. 

Mimo wszystko staram się ćwiczyć więcej niż te dwa razy w tygodniu i w tym celu sięgam po krótkie, ale maksymalnie intensywne treningi:

1) TABATA - wtedy, kiedy naprawdę nie mam czasu i liczy się każda sekunda (chociaż zdarzyło mi się wykonać dwie z rzędu). Co charakteryzuje te treningi, to cztery minuty trwania i mordercze tempo. Same w sobie być może nie uczynią cudów, ale na rozruch i utrzymanie dotychczasowej formy w najbardziej zapracowanych okresach będą jak znalazł.

Do tej pory ćwiczyłam tabaty z kanału Odchudzanie bez Kitów, ale pewnie wkrótce sięgnę po inne propozycje. 


2) HIITY z Fitness Blender - FB oferuje treningi o najróżniejszym czasie trwania, trudności i intensywności. W zależności od potrzeb, w wyszukiwarce strony wyszukuję ćwiczenia trwające do 10, 15 czy 20 minut, zaznaczając przy tym ich rodzaj (najczęściej cardio, HIIT) i stopień trudności (4 i 5). 

Poniżej kilka z tych, które wykonywałam. 







3) ZWOWY - nieco zapomniane (zdaje się, że nie tylko przeze mnie, ale i przez blogosferę), niedawno wróciły u mnie do łask. Mało jest treningów, które w tak krótkim (12-15 minut) czasie potrafią wylać z człowieka litry potu, a następnego dnia przypominać o sobie bólem mięśni. Porażająca, ale skuteczna intensywność. Zuzka Light pokazuje sposoby na spalanie tłuszczu i kształtowanie mięśni jednocześnie. 

Niestety okazuje się, że Zuzka ostatnio zablokowała wszystkie ZWOWy na swoim kanale Youtube, jednak na kanałach innych osób zachowały się zapobiegawczo zachomikowana większość (?). Poniżej kilka treningów, które na razie udało mi się znaleźć i które wykonywałam - te są akurat dość proste.




Trenerka prawdopodobnie przeniosła wszystko na płatną platformę ZGYM, ale na kanale wciąż dodaje treningi - również idealne na zabiegany dzień, bo bardzo krótkie, 5-10 minutowe. Taki jest ten poniżej, który wykonałam dzisiaj częściowo tuż po wstaniu z łóżka (tak, tak też można! i nawet nie trzeba wstawać wcześniej, bo każdego dnia tracimy kilka minut na bezcelowe czynności; ja na przykład rankami podczas śniadania przesiaduję na Wizażu ;)).



Mówienie, że nie ma się czasu na treningi, to bzdura. Każdy znajdzie dla siebie trochę czasu, by poćwiczyć - może nie codziennie, ale liczą się choćby trzy krótkie razy w tygodniu. Jak ze wszystkim jednak, warto zachować umiar i nie panikować, jeśli przez jakiś czas w natłoku obowiązków nie damy rady wcisnąć w harmonogram żadnych treningów. Życie to nie siłownia :)

Jakie są Wasze sposoby i propozycje na wykonanie treningu w dzień, kiedy wydaje się, że treningu zrobić się nie da?


piątek, 10 października 2014

Nowy plan treningowy i metoda 15-10-5

Pisałam pod koniec września, że pewnie wraz z nadejściem października będę częściej zamieszczać posty, ale gucio - mój plan zajęć jest tak napięty i idiotycznie ułożony, ale albo biegam pomiędzy domem a uczelnią, albo padam na łóżko i nie jestem w stanie wykrzesać z siebie niczego kreatywnego. Pomysłów na posty mam mnóstwo, motywacji i czasu nieco mniej. Nic to - zapraszam do zapoznania się z moim nowym treningiem siłowym, który znalazłam na forum KFD.

TRENING


Podział standardowy - treningi co dwa dni, trzy razy w tygodniu, po trzy serie na każde ćwiczenie, ale - i tutaj mała zmiana - z tylko dwoma w przypadku ćwiczeń na tricepsy i bicepsy. W przypadku ćwiczeń na tę samą partię, ale znajdujących się jedno pod drugim, wykonujemy oba, natomiast jeśli ćwiczenia przedzielone są ukośnikiem, wybieramy to, które bardziej nam pasuje. Niestety nie będę w stanie wykonać niektórych ćwiczeń (pompki na poręczach, wyciskanie w skosie ujemnym), więc będę potrzebowała zamienników.

Kolejną różnicą jest sposób realizowania każdej z serii. Dotychczas moje treningi opierały się na zmniejszaniu liczby powtórzeń co dwa tygodnie. Tym razem robię to podczas każdego treningu, tzn. pierwsza seria to 15 powtórzeń, druga 10, trzecia 5, przy czym każda kolejna oczywiście z większym obciążeniem. Jestem bardzo ciekawa, jak takie rozwiązanie się u mnie sprawdzi. 

Ćwiczenia na brzuch będę robiła w miarę możliwości i chęci po treningach, zamieniając ewentualnie z krótką sesją cardio. To jeszcze wyjdzie w praktyce. 

Mam nadzieję, że raz w tygodniu uda mi się wcisnąć HIIT bądź dłuższe cardio.

DIETA

Czysto jak zawsze. Chcę wrócić na jakiś czas do liczenia proporcji B/W/T, aby skontrolować ich podaż. Najlepsze wyniki miałam, trzymając się poziomu ok. 2450 kcal i białka na poziomie ok. 20-25%, tłuszczów 30% i węglowodanów 45-50%. Od tamtej pory nieco przybrałam na wadze, więc nie wiem, czy chcąc zbudować mięśnie, nie będę musiała podwyższyć nieco tej granicy. Wiem jednak, że będzie to nie lada wyzwaniem ze względu na ograniczenia stawiane nie tylko przez mój żołądek, ale i czas ;)

sobota, 6 września 2014

Jak wygląda mój obecny trening i dieta?

Po dłuższym okresie restu i kilku "przygotowawczych" siłowych, wróciłam w końcu do klasycznej formy treningów, czyli trzyczęściowego planu. Nie są to jednak typowe ćwiczenia, ponieważ poniższe zestawy układałam w "biegu", bez większych przemyśleń, trzymając się jednak wyuczonej kolejności i zasad układania superserii i serii łączonych. Jeśli po takim spontanicznym treningu czułam, że ćwiczyło się dobrze, postanawiałam go w takiej formie zapisać do planu. Daję sobie jednak prawo do zmieniania ćwiczeń, zastępowania ich innymi, ćwiczenia dodatkowych partii czy kilku "dobijających" powtórzeń. Widoczne poniżej zestawienie to trzon, który chcę modyfikować w miarę upodobania. Oczywiście będę się go trzymać, bo ciało nie lubi nie tylko stagnacji, ale i zbyt szybkich zmian, ale pewne urozmaicenia na pewno się pojawią.


Ilość powtórzeń malejąca co dwa tygodnie o dwa, zaczynając od dwunastu.

Jak widzicie, w obecnym planie mało jest miejsca na ćwiczenia łydek, ponieważ szczerze ich nie lubię i uważam za stratę czasu - nie oznacza to, że całkowicie je pomijam. Mniej więcej dwa razy w tygodniu wrzucam w superserię z ćwiczeniami na barki również coś na łydki.

Do powyższe raz-dwa razy w tygodniu wpada cardio angażujące głównie mięśnie brzucha - najczęściej wybieram trzecią rundę "Killer Abs" albo drugą "6week 6pack" Jillian Michaels - są to wymagające kondycyjnie programy, przy których brzuch pracuje głownie "przy okazji" - co nie oznacza, że efekty są gorsze niż w przypadku tradycyjnych brzuszków. Wręcz przeciwnie, ćwiczenie brzucha podczas bardziej naturalnych dla człowieka ruchów wpływa znakomicie na kondycję mięśni, o czym przekonałam się już zimą i wiosną ubiegłego roku, gdy te programy służyły mi za główną formę aktywności.

Ostatnio spodobał mi się również program Fitness Blender, który pokazuję niżej. Nie jest tak morderczy jak inne HIITy tej pary, ale nadal wyciska siódme poty, a brzuch pracuje z pełną mocą.




Jeśli chodzi o dietę, porzuciłam na razie liczenie kalorii i rozkładu B/T/W. Jem podobnie jak za czasów liczenia, więc i tak mniej więcej kontroluję sytuację i około 2300-2400 kcal w odpowiednim stosunku B/T/W codziennie wpada. Dzięki temu ani się nie głodzę, ani nie przejadam.

Efekty są naprawdę dobre, trzymam formę, ale przy tym nie biegam cały czas z wagą i kalkulatorem, więc umysł jest spokojniejszy, bo może zająć się innymi rzeczami niż obliczaniem czy zjadam odpowiednią ilość owsianki albo serka wiejskiego. Dzięki temu bez wyrzutów sumienia do wieczornych płatków owsianych dodaję sporo mleka, do tego trochę malin albo ze dwie śliwki i nie panikuję, że zjadłam za dużo węglowodanów I TO PROSTYCH O 21:00 OLABOGA. Dodatkowych pokładów tłuszczu wokół brzucha nie zauważam, więc chyba nie jest to tak złym rozwiązaniem ;)

***

Są wakacje, więc często wyjeżdżam - w związku z tym czasem przepada mi trening, mniej więcej co dwa tygodnie moja dieta zostaje zaburzona przez niezbyt czyste posiłki, bo po prostu nie jestem w stanie w pewnych warunkach jeść według swoich zasad, a i jakieś lody czy piwo się trafią. Efektów ubocznych nie ma, a ja zdecydowanie wolę spędzić więcej chwil z ludźmi których kocham i w ciekawych miejscach, niż skrupulatnie, obsesyjnie nawet trzymać się planu treningowego czy diety.

Przy ćwiczeniach 5 razy w tygodniu i stuprocentowo czystej diecie na co dzień, mogę sobie pozwolić czasami na małe odstępstwa, jeśli dzięki temu przezywam coś bardziej wartościowego :). Na starość będę wspominać podróże i relacje z ludźmi, a nie to czy podczas jakiegoś wyjazdu jadłam chleb żytni na zakwasie, czy jakiś mieszany na drożdżach i że przepadły mi wtedy dwa siłowe. Równowaga przede wszystkim!


poniedziałek, 21 lipca 2014

Boisz się siłowego? Spróbuj tego! "No more trouble zones" Jillian Michaels

Trening siłowy to cudowny wynalazek ludzkości i chyba nie ma ćwiczeń, które mogłyby go zastąpić. Mimo wszystko nie każdy ma ochotę czy możliwości, by zająć się siłówką. I ma prawo :) 

Jeśli nie masz dużego obciążenia, nie stać Cię na siłownię, nie chcesz ćwiczyć bez instruktora, spróbowałaś siłowego i nie przypadł Ci do gustu, ale nie chcesz porzucać hantli - albo masz jakikolwiek powód, by nie trenować w ten sposób - zerknij w stronę programu No more trouble zones autorstwa Jillian Michaels.


Dlaczego piszę o tym treningu w kontekście siłówki? Proste - część ćwiczeń przypomina te znane z treningu siłowego, aczkolwiek są one wykonywane szybciej, z mniejszym obciążeniem i dodatkowymi modyfikacjami pozwalającymi poruszyć więcej grup mięśniowych. Co do grup, i tutaj mamy ćwiczenia na poszczególne partie - a więc m.in. uginanie ramion w oparciu o kolano (biceps), wyciskanie francuskie (triceps), przysiad plie (pośladki), wyciskanie hantli w leżeniu (klatka piersiowa). Cały trening przypomina bardzo dynamiczne FBW. 

No more trouble zones już w tytule sugeruje, że Jillian zajmie się głównymi kobiecymi problemami, skupi uwagę głównie (ale nie tylko!) na pośladkach, brzuchu i... ramionach. Tak, bo właśnie ramiona są bardzo często zaniedbywane przez kobiety stroniące od treningu siłowego - a nie da się ukryć, że, jak mówi sama Jillian - ramiona to pierwsza rzecz, którą pokazujemy całemu światu, więc warto, aby wyglądały dobrze. I bez obaw, trening rąk nie zrobi z Ciebie kulturysty, ale poprawi ich kształt i jędrność. 


Ćwiczenia trwają około 56 minut i to wystarczy, by porządnie się zmachać i poczuć pracę mięśni. Wykorzystałam hantle 2x3 kg, w pewnych momentach schodziłam do talerzy 2x1,25kg, bo było mi np. zwyczajnie za ciężko wytrzymać dłuższą chwilę z rękami uniesionymi nad głową. Początkującym powinny wystarczyć nawet jedno kilogramowe maluchy.

Podczas treningu najbardziej czułam ramiona, dosłownie paliły - ale następnego dnia skutki ćwiczeń najbardziej odczułam w pośladkach. 

Poniżej - prawdziwe ćwiczenie-killer na brzuch. Włączyłam je do treningów wykonywanych w trakcie restu, niesamowicie stymuluje pracę brzucha, ból gwarantowany.


Jillian, jak to Jillian, wulkan energii. Towarzyszą jej dwie kobiety, wykonujące ćwiczenia o różnym stopniu trudności, ona sama pokazuje wersję pośrednią. Dobre tłumaczenie techniki, hasła (krzyki? ;)) motywacyjne, koleżeńska atmosfera i nieco śmiechu charakteryzują wszystkie programy Jillian i No more trouble zones nie jest wyjątkiem. 

Dzięki różnorodności ćwiczeń i szybkiemu tempu ćwiczy się fantastycznie, 50 minut mija jak z bicza strzelił, a po wszystkim mamy świadomość, że pracowało całe ciało.

Wady? Czasem warto zrobić po swojemu i, jeśli mamy taką możliwość, wykorzystać hantle o różnej wadze, o czym Jillian nie mówi. Sama korzysta cały czas z takich samych, a nie da się ukryć, że do uginania ramion potrzebujemy mniejszego obciążenia niż np. do martwego ciągu, który jest tutaj obecny. Oczywiście bez przesady, to nie siłówka, więc nie trzeba tachać kilkudziesięciu kilogramów, ale mała modyfikacja rzędu kilku kilo wyjdzie tylko na dobre. 

Podsumowując: 

No more trouble zones nie jest treningiem siłowym i na pewno go nie zastąpi, ale może stanowić wstęp do pracy z obciążeniem i sam w sobie na pewno również przyniesie widoczne efekty.

sobota, 19 lipca 2014

Wrzuć na luz - czyli o przerwie między planami treningowymi

Właśnie dobiega końca mój dwutygodniowy rest po treningu siłowym. Były to dość intensywne tygodnie, nie siedziałam na tyłku - ze względu na praktyki praktycznie codziennie wychodziłam w teren i spędzałam cztery do sześciu godzin na powietrzu bez względu na pogodę. Dużo chodzenia, także w upale, wieczorne spotkania ze znajomymi, czy obowiązki w rodzaju zakupów... na ćwiczenia nie zostało - na szczęście! - zbyt wiele czasu.

źródło

Dlaczego na szczęście? Organizm musi odpocząć. Jeden dzień przerwy między treningami to zbyt krótko, by w pełni zregenerować mięśnie, po zakończeniu planu konieczny jest długi rest. Pozwala to ciału na nabranie oddechu, rozluźnienie, po prostu odpoczynek - także psychiczny. Po dwóch tygodniach można ruszyć pełną parą z nowymi ćwiczeniami i zobaczyć lepsze rezultaty. Pomijając przerwy, sabotuje się samego siebie. Przeciążone mięśnie nie mają kiedy rosnąć, a zestresowany wysiłkiem organizm odkłada sobie coraz więcej tłuszczu, bo przecież przechodzi przez trudne czasy, które nie wiadomo, czy i kiedy się skończą. 



Taka rada - jeśli boicie się przestać ćwiczyć i mimo tego, że organizm woła o przerwę, ciśniecie z całych sił... Odpuście. Zajmijcie się czymś innym. Zapewniam, że po kilku dniach uspokoicie się i przestaniecie myśleć obsesyjnie o ćwiczeniach i diecie.

Rzecz jasna nie znaczy to, że można na te dwa tygodnie rozłożyć się na kanapie i zajadać się chipsami i czekoladą. Minimalny poziom aktywności i czysta dieta powinny być zachowane, w przeciwnym wypadku może być trudno wrócić do zdrowego trybu życia. 

Nie każdy ma możliwość wykonywania pracy fizycznej, ale dobrym wyjściem mogą być wyprawy rowerowe, spacery, rolki, taniec. Jeśli o czystą dietę chodzi - zrezygnowałam na ten czas z liczenia proporcji B/W/T, ale jadłam to samo co zawsze, intuicyjnie. Wpadło kilka piw, raz kupiłam w sklepie bułki, gdyż nie miałam czasu ani siły robić swoich - ale ponieważ reszta mojego menu była bez zarzutu, nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na sylwetkę, a co odpoczęłam i się wybawiłam, to moje.

No właśnie - czy te dwa tygodnie sprawiły, że przytyłam, zanikły mi mięśnie, ciało sflaczało? Nie. Nie widzę praktycznie żadnej różnicy w jakości sylwetki przed i po przerwie, jest tak samo dobrze. Może bicepsy nie są tak wyraźne jak wcześniej, ale wiem że wystarczy jeden trening siłowy, aby wróciły do normy. 

Czy ćwiczyłam? Owszem, raz na kilka dni wpadał trening. Najpierw sięgnęłam po Zuzkę, ale po 15-minutowym ZWOWie zrozumiałam, że nie tędy droga. To bardzo ciężkie ćwiczenia i miałam wrażenie, że nie wypoczęłabym za bardzo, skłaniając się w ich stronę. 

Wybrałam więc lżejsze programy, częściowo cardio, częściowo wzmacniające, po to, aby nie zapomnieć, że mam mięśnie i trochę ruszyć ewentualne naddatki tłuszczowe. Wybierałam wśród filmów Fitness Blendera oraz kanału Odchudzanie bez Kitów, skupiając się na pośladkach i brzuchu oraz dodając zawsze zestaw pompek, aby poczuć ręce. 






Ten ostatni trening zafundował mi potężne zakwasy w pośladach, polecam całym sercem!


Pamiętajcie - zdrowy tryb życia to nie ćwiczenia sześć razy w tygodniu do utraty tchu i wyciskania biustonosza z potu. To również umiejętność powiedzenia sobie dość i pozwolenia na odpowiednią dawkę odpoczynku. 

wtorek, 8 lipca 2014

Podsumowanie mojego treningu siłowego

Osiem tygodni minęło, czas na omówienie skonstruowanego przeze mnie FBW. 

WRAŻENIA

Opracowanie własnego treningu uważam za bardzo dobry pomysł. Dzięki temu plan zawierał interesujące mnie ćwiczenia i skupiał się na tych partiach, na których najbardziej mi zależało. Miałam szansę wypróbować kilka nowych ćwiczeń, chociaż, jak pokazuje poniższa tabela, część z nich w końcu zamieniłam na inne, bo nie czułam, by odpowiednio działały na moje mięśnie.

Wiem już, niestety po czasie, że przed tym planem mogłam zrobić dłuższą przerwę pozbawioną siłówki w ogóle. Mimo iż pomiędzy treningiem z piłką, a tym, minął ponad miesiąc, w międzyczasie miksowałam stare siłowe z zestawami modelującymi z Fitness Blendera, nie odpuszczając tak naprawdę nawet na chwilę. Myślę, że gdybym podarowała sobie chociaż przez kilka dni kompletny rest, efekty byłyby jeszcze lepsze. To kolejna lekcja na przyszłość - teraz odpocznę przez dwa tygodnie, ćwicząc lżej, na pewno nie kierując wzroku w stronę ciężarów.

Obciążenia - w przypadkach gdzie występują dwie hantle (zapis 2x...) nie dodawałam wagi gryfu, nieco ponad 0,5 kilograma.

ĆWICZENIE
OBCIĄŻENIE TYDZIEŃ I
OBCIĄŻENIE TYDZIEŃ VIII
TRENING A


1a.  Przysiad klasyczny
22,5 kg
32,5 kg
1b. Wznosy bioder/MC Romanian
30 kg
45 kg
2a. Podciąganie końca sztangi w opadzie
15 kg (+ ok. 5 kg ze sztangi)
23,25 kg (+ ok. 5 kg ze sztangi)
2b. Rozpiętki w leżeniu
2x3,75 kg
2x8,5 kg
3. Podciąganie sztangielek wzdłuż tułowia
2x5 kg
2x7,5 kg
4a. Wyciskanie francuskie sztangielki jednorącz w siadzie
3 kg
5 kg
4b. Uginanie ramienia ze sztangielką w podporze o kolano/Uginanie młotkowe
3,75 kg
2x7,5 kg
TRENING B     


1a. Przysiad plie
21,75 kg
24,75 kg
1b. Martwy ciąg rumuński
30 kg
40 kg
2a. Wiosłowanie sztangielką w opadzie
10 kg
12,5 kg
2b. Przenoszenie sztangielki w leżeniu
5,50 kg
11,25 kg
3a. Wznosy łydek stojąc
25 kg
27,5 kg
3b. Unoszenie sztangielek bokiem
2x3 kg
2x6,25 kg
4a. Wyciskanie francuskie sztangi w siadzie
10 kg
12,75
4b. Uginanie ramion ze sztangą podchwytem
10 kg
17,5 kg
TRENING C


1a. Wykroki w tył/Przysiad bułgarski
2x10 kg
2x7,5 kg
1b. Martwy ciąg na prostych nogach
30 kg
42,5 kg
2a. Wiosłowanie sztangą w opadzie
20 kg
30 kg
2b. Wyciskanie sztangielek leżąc
2x6,35 kg
2x10 kg
3a. Unoszenie sztangielek w opadzie tułowia
2x3,75 kg
2x7,5 kg
3b. Ośle wspięcia
-
-
4a. Pompki w podporze tyłem z obciążeniem
5 kg
9,25 kg
4b. Uginanie ramion ze sztangielkami, z suspinacją nadgarstka
2x5 kg
2x7,5 kg

Treningi naprawdę potrafiły wycisnąć ze mnie siódme poty, były dni gdy miałam problemy ze złapaniem tchu, a chusteczka do otarcia czoła okazywała się niezbędna - i zwykle nie były to wcale dni upalne, kiedy sprawczynią zdarzenia mogła być temperatura. 

Treningi mijały szybko i sprawiały mi wiele satysfakcji, po każdym czułam, że dałam z siebie ile mogłam. Problemem były jednak talerze - najmniejsze w mojej kolekcji ważą 1,25kg. Niejednokrotnie uświadamiałam sobie, że podczas ćwiczenia mogłabym wziąć więcej, ale powiedzmy, jakieś pół kilograma na rękę. 1,25 kg okazywało się zbyt dużym dodatkowym ciężarem.

Trening wraz z rozgrzewką i rozciąganiem zajmował około godziny. Do tego dochodziło około 10 minut ćwiczeń na brzuch - część stanowiły modyfikacje zestawu który opisywałam przy okazji treningu z piłką, ale potem przerzuciłam się na Fitness Blendera i poniższy trening:



Z tym, że wykonywałam jedynie część "Core progression" i dodawałam do tego klasycznego planka. 


EFEKTY

Przyrosty w górnej części ciała nie są oszałamiające, ale znowu, myślę że część winy za to ponosi brak porządnego restu. Zresztą, ile centymetrów może przybyć w bicepsie kobiecie w ciągu dwóch miesięcy, jeśli nie je ona w dodatku zbyt dużo ponad swoje zapotrzebowanie? 

Dół za to zmienił się wyraźnie. Zawsze narzekałam na galopujące płaskodupie, a tu nagle, w ciągu tych paru tygodni, moje tyły zaczęły wyglądać naprawdę dobrze, nieco urosły i zaokrągliły się. Może nie ma szału w obwodzie, ale kształt na pewno jest lepszy. Udom również przybyło co nieco, nogi nabrały fajnego kształtu. Tu różnicę widać gołym okiem. 

Przez większość czasu byłam na dodatnim bilansie, więc i trochę tłuszczu odłożyło się tu i ówdzie. Niezbyt wiele jednak i myślę, że nie warto się tym kłopotać. Zresztą same zobaczycie na zdjęciach czy mam się czym martwić ;)
 Dzisiaj bez głowy, wyglądałam jak informatyk pedofil. 



CO DALEJ?

Porządny rest. Potem kolejna siłówka, skupiona głównie na pośladkach, żeby jeszcze urosły, a więc - przewiduję też zwiększoną podaż kalorii, ewentualnie - porównywalną do obecnej, w końcu będą wakacje więc i odpadnie część aktywności.