Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

11 powodów, dla których warto trenować siłowo

Swój pierwszy trening siłowy zrobiłam lekko ponad półtora roku temu i już w tamtej chwili widziałam, że oto znalazłam idealny dla siebie rodzaj aktywności fizycznej. Czas poświęcony na przerzucanie złomu wpłynął pozytywnie na moje ciało i umysł. I chociaż nie od razu robiłam wszystko tak, jak trzeba, udało mi się pogłębić wiedzę na tyle, że teraz biorę z siłowego ile się da - a więc praktycznie same korzyści. 

Nie będę ukrywać - ciężary są wymagające i potrzeba trochę czasu, by nauczyć się z nimi pracować, ale kiedy wykażesz cierpliwość, odwdzięczą się z nawiązką. Co możesz zyskać, porzucając dywanówki na rzecz sztangi i regulowanych hantli?

  1. Siłę - wsiadasz do pociągu z walizką ważącą połowę tego, co Ty. W przedziale żadnych prawdziwych mężczyzn, którzy mogą pospieszyć z pomocą we wrzuceniu bagażu na półkę. Problem? Nie dla ćwiczących dam, bo oto uniesienie walizki i spokojne, delikatne położenie jej na półkę wysoko nad głową jest kwestią paru sekund. Zdejmowanie również nie grozi zmiażdżeniem pod wpływem ciężaru. Ćwicząc siłowo jesteś w stanie podnieść więcej, a więc wielkie zakupy czy mdlejący kolega to dla Ciebie żaden problem. 

  2. Masę - kiedy zaczynałam ćwiczyć siłowo, ważyłam jakieś 51 kilogramów przy wzroście 171 cm (wcześniej, zanim jeszcze zajęłam się choćby regularnymi treningami z Jillian, spadałam do 47, 48). Czy wyglądało to ładnie, czy nie, każdy oceni sobie sam, ale na dłuższą metę było to po prostu niezdrowe. Trening siłowy zmienił moje postrzeganie swojej osoby i wagi, która byłaby zarówno estetyczna, jak i bezpieczna. Jeśli macie problem z niedowagą, wychodzicie z zaburzeń odżywiania, to siłowy może okazać się najlepszym wyjściem z problemu. Zacznie wam bowiem zależeć na rozwijaniu mięśni - a te ważą. I żeby je sobie "wyhodować", trzeba jeść. O tej zmianie pisałam zresztą w poście o swoim odchudzaniu. Z tym że wiecie co? Nawet tamten post jest już przyszłością. Ważę dobre 58 kg, wyglądam lepiej niż kiedykolwiek i nie przejmuję się swoją wagą w ogóle. 


  3. Proporcjonalne, zgrabne, jędrne ciało - brak pupy, obwisłe ramiona, nogi jak patyki i galaretowate? Zapomnijcie o godzinach spędzonych na rowerku. Tylko trening siłowy sprawi, że pupa się wypełni i zyska krągły kształt, a ramiona i nogi zyskają zgrabną rzeźbę i przestaną się trząść przy bardziej gwałtownych ruchach. Kiedyś moja największa bolączka, czyli tyłek, był miękki, płaski i kościsty, teraz to kawał jędrnego, zbitego mięśnia. 

  4. Zdrowie psychiczne - tak, przechodziłam przez zaburzenia odżywiania. Obsesja ważenia mało rządziła moim życiem. Dzięki treningowi siłowemu przestałam się przejmować. Żeby ciężko ćwiczyć, trzeba dużo jeść. Żeby rozwijać i utrzymać mięśnie, trzeba dużo jeść. Nauczyłam się też, że mogę nie ćwiczyć przez parę dni, jeśli nie będę miała możliwości, bo to nie zmieni tego, co wypracowałam podczas miesięcy ciężkiej pracy. 

  5. Pewność siebie - idealne ciało, spora siła, odrzucenie śmieciowego jedzenia i podziw w oczach wszystkich, którzy siedzą tygodniami na kanapie z paczką chipsów w dłoni. Widzisz, że dokonałaś czegoś, na co wielu nigdy się nie zdobędzie. Pokonujesz własne słabości, przerzucasz tony podczas jednego treningu, dbasz o siebie, a Twoje ciało słucha Twoich rozkazów. Samoocena rośnie w mgnieniu oka. 

  6. Respekt na dzielni - jestem próżna i lubię, kiedy ktoś podchodzi do mnie i mówi że mam ładny biceps, czy fajną pupę, czy też że jestem silna. Lubię, kiedy ludzie mówią, że podziwiają moją wytrwałość i dążenie do celu. 

  7. Świadomość swojego ciała - trening siłowy wymaga doskonałej techniki i kontroli nad mięśniami. Z czasem wyniesiesz to do codziennego życia. Ta umiejętność przyda Ci się i podczas tańca, i gdy autobus którym jedziesz gwałtownie zahamujesz. To, jak prawidłowo podnieść ciężkie pudło, też nie będzie żadną tajemnicą. 


  8. Zdrowy tryb życia - 70% sukcesu to dieta. Ćwicząc na poważnie, nie możesz nie natrafić na tematy o żywieniu. I wtedy już wiesz, że żeby mieć efekty, trzeba jeść ponad 2000 kcal dziennie, i powinno to być pełnowartościowe, nieprzetworzone jedzenie: zdrowe tłuszcze, węglowodany złożone, sporo białka, witaminy pochodzące z warzyw. I nawet jeśli na początku zmieniasz swoje menu tylko ze względu na sylwetkę, później uświadamiasz sobie, że to wszystko - aktywność fizyczna i odpowiednie żywienie - służy przede wszystkim Twojemu zdrowiu. Nagle masz więcej energii, lepiej śpisz, nie chorujesz, organizm starzeje się wolniej, poziom tkanki tłuszczowej oblepiającej narządy wewnętrzne spada. Dodatkowo podnoszenie ciężarów wzmacnia serce i ma działanie antydepresyjne. 

  9. Gęstsze kości i mocniejsze ścięgna - wydaje się mało interesujące? Weź pod uwagę, że dzięki tym zaletom treningu siłowego jesteś bardziej odporna na urazy i kontuzje. Jeśli nie przekonuje Cię to teraz, pomyśl o swoim organizmie za kilkadziesiąt lat, gdy gęstość kości zacznie się zmniejszać. Mniejsze ryzyko wystąpienia osteoporozy jest chyba tego warte?  

  10. Przyspieszenie metabolizmu - trening siłowy przyśpiesza metabolizm na dłużej i mocniej niż ćwiczenia cardio. Ponadto rozwijające się dzięki jego wykonywaniu mięśnie potrzebują więcej energii niż taka sama ilość tłuszczu, ergo - spalają więcej kalorii. W ostatecznym rozrachunku praca z ciężarami okazuje się lepszym niż aeroby sposobem na spalenie nadprogramowej tkanki tłuszczowej.  

  11. Czas dla siebie - podczas ćwiczeń skupiasz się tylko na sobie. Na swoich mięśniach, na tym, żeby pracować na 120%. To przykład dobrego egoizmu. Najbliższym osobom mówię - "możesz do mnie przyjść kiedy chcesz, nawet o trzeciej w nocy - ale nie wtedy, kiedy robię trening". 

wtorek, 17 czerwca 2014

Ciężar to nie wszystko: o technice wykonywania ćwiczeń

W tym poście chcę poruszyć dwa zagadnienia: pierwsze dotyczące odpowiedniego dobierania ciężaru, i drugie, dotyczące ćwiczeń, których technika jest trudna, przez co wiele osób albo źle je wykonuje, albo w ogóle rezygnuje z ich wykonywania z przekonaniem, iż nie dadzą rady (częściej można spotkać się niestety z tym pierwszym przypadkiem).

Rzecz jasna WSZYSTKIE ćwiczenia należy wykonywać na 100% poprawnie. Technika jest ważniejsza niż obciążenie. Nie chodzi tu tylko o efekty jakie daje dobrze wykonane ćwiczenie, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo. O ile w przypadku uginania ramion zła technika może najwyżej sprawić, że nie urosną nam mięśnie, tak już źle wykonany przysiad może skutkować problemami ze stawami i plecami.



Trzy ogólne zasady:

SKUP SIĘ NA SWOICH MIĘŚNIACH. Bezmyślne machanie hantlami czy sztangą da w najlepszym wypadku mizerne efekty. Podczas ćwiczeń musisz czuć, że pracują dokładnie te mięśnie, do których to ćwiczenie jest przeznaczone. Całe ciało powinno być napięte, ale jeśli uginasz ramiona, to pracują tylko ramiona, nie możesz kiwać się w przód i w tył. Jeśli podczas planka bolą Cię uda, a nie czujesz brzucha, to znaczy że coś jest nie tak.


KONTROLUJ CIĘŻAR. Musisz kontrolować swoje ciało, nie pozwalać aby główną rolę w ćwiczeniu odgrywała siła pędu czy grawitacja - obciążenie idzie w górę i w dół siłą Twoich mięśni w tak długim przedziale czasu, na jaki Ty mu pozwolisz. Szarpanie zbyt dużego ciężaru "oby do ostatniego powtórzenia" przyniesie więcej szkody niż pożytku. Jeżeli nie potrafisz opuszczać ciężaru jednostajnie przez trzy sekundy, tylko opada on bezwładnie, ciągnąc całe Twoje ciało za sobą, to znaczy, że wzięłaś do ćwiczenia zbyt wiele kilogramów.


TO NIE WYŚCIG SZCZURÓW. Nie patrz na to, że koleżanka ćwiczy z dwukrotnie większym obciążeniem niż Ty, a do martwego ciągu bierze więcej niż sama waży. Każdy jest inny, każdy przechodzi inną drogę. Dobrze jest się pochwalić, że bierzesz na rękę kilkanaście kilogramów, ale co z tego, skoro technika będzie kuleć, nie zauważysz efektów? Popisy zostawmy profesjonalistom. Ćwiczysz amatorsko - myśl przede wszystkim o swoim bezpieczeństwie i nie szarżuj. Lepsze dziesięć idealnie wykonanych powtórzeń niż osiem byle jakich. Teraz możesz nie widzieć skutków ubocznych, ale po latach drobne błędy mogą dać o sobie znać na przykład w postaci bólów kręgosłupa.

Wybrane przeze mnie ćwiczenia w dużej mierze skupiają się na pracy pleców - nic dziwnego, bo jest to partia najbardziej narażona na kontuzje.

Pan plecy domaga się należytej troski

Martwy ciąg

Ćwiczenie trudne, ale wykonane prawidłowo da niesamowite efekty. Wykonane źle - co najwyżej ból pleców.

Na jakie partie? Plecy, uda, pośladki

Podstawowe zasady: plecy proste, wklęsłe w dolnym odcinku kręgosłupa, sztanga sunie po nogach
Główne problemy: ból pleców, podnoszenie sztangi w zbyt dużej odległości od ciała, brak pracy pośladków, zbyt wczesne prostowanie nóg.

Wykonanie: Stań tak, by gryf sztangi dotykał Twoich goleni. Ugnij nogi, pochyl się, nie wyginając pleców, chwyć pewnie sztangę i unieś ją tak, by przez cały czas drogi w górę była blisko Twoich nóg. Plecy cały czas proste. Nogi powinny prostować się dopiero, gdy sztanga znajdzie się na wysokości bioder. Pora na powrót - schodzimy z ciężarem w dół, sunąc przy nogach, ale wolniej niż przy podnoszeniu. Talerze powinny na chwilę dotknąć podłoża. Powtarzamy. Pośladki cały czas napięte.



Podciąganie sztangi w opadzie

Świetne ćwiczenie na mięśnie pleców, jest jednak jedno ale: w tym ćwiczeniu powinno się czuć pracę mięśni, a nie ból w lędźwiach, co łatwo może się zdarzyć.

Na jaką partię? Plecy

Podstawowe zasady: plecy proste, wklęsłe w dolnym odcinku kręgosłupa, nogi lekko ugięte, kąt pomiędzy udami a tułowiem wynosi 90 stopni
Główne problemy: ból pleców

Wykonanie: Pochyl się do przodu, utrzymując proste plecy. Zegnij lekko nogi, sztangę chwyć nachwytem lub podchwytem (ten ostatni jest łatwiejszy), nieco szerzej niż szerokość barków. Podnieś ją do początkowego położenia, a więc przy wyprostowanych rękach, z tułowiem pochylonym tak, by przy lekko zgiętych nogach tworzył z udami kąt 90 stopni. Na wdechu rozpocznij ruch sztangi w górę, skupiając się na pracy pleców. Dotknij gryfem brzucha bądź klatki piersiowej, zrób wydech i opuść sztangę w czasie nieco dłuższym, niż przy przyciąganiu.



Zarzucanie sztangi na barki 


Ćwiczenie jest bardzo efektywne samo w sobie (choć nieużywane w treningu siłowym), ale co ważniejsze, przydaje się jako konieczna część innych, jeśli nie posiadamy stojaka - przysiad czy wznosy łydek dają najlepsze efekty właśnie wtedy, gdy robimy je ze sztangą na barkach.

Na jaką partię? Plecy, barki

Wykonanie: Pozycja wyjściowa jak przy martwym ciągu, tyle że nogi powinny być mocniej ugięte. Z chwilą chwycenia sztangi uginamy je jeszcze bardziej, jakbyśmy przygotowywali się do skoku, i, pamiętając o napięciu całego ciała, zwłaszcza brzucha, prostujemy się, przenosząc energię z nóg na ręce - przenosimy sztangę płynnie do poziomu ramion. Kolejne lekkie ugięcie nóg - prostując je, część energii pozwoli na uniesienie sztangi nad głowę i położenie jej na barki. Zdejmowanie sztangi odbywa się podobnie.

***

Naukę należy zacząć od niewielkich ciężarów, tak, aby najpierw opanować technikę. Rozwijanie mięśni powinno przyjść później.

wtorek, 3 czerwca 2014

Czy sześciopak na brzuchu jest fit?

Wiele blogów fitnessowych pełnych jest fitspiracji - zdjęć pięknych, wysportowanych dziewcząt o ciałach, w których widać ogrom włożonej w nie pracy. Część tych dziewczyn może pochwalić się mocnym, ostrym zarysem mięśni brzucha. Ba! To już nawet nie zarys - to same mięśnie. Ani grama zbędnego tłuszczu. Niezbędnego, niestety, również...

Widoczna kratka na brzuchu jest niesamowicie trudna do osiągnięcia, co jest głównym powodem jej niesamowitej popularności. W końcu mieć absy - to nie byle co. Miliony osób walczą codziennie o słynny sześciopak, nie zastanawiając się nad tym, że być może trudność w jego osiągnięciu ma swoje powody.

Gdyby ktoś mi zadał pytanie widoczne w tytule posta, powiedziałabym "nie", ale zaraz zastanowiłabym się - jak funkcjonuje w dzisiejszym społeczeństwie słowo "fit"? Docelowo miało oznaczać zdrowy styl życia - regularną aktywność fizyczną, spożywanie nieprzetworzonej żywności w odpowiednich (dostosowanych do aktywności, a nie głodowych) porcjach, brak nałogów. Wydaje się, że termin ten uległ w końcu modyfikacji i przez wielu jest rozumiany jako kolejna skrajność:
 "nie pozwól sobie na więcej niż dwa dni bez ćwiczeń, dąż do jak najmniejszej ilości tkanki tłuszczowej, podporządkuj swoje życie w 100% swojej sylwetce, jesteś frajerem, jeśli raz na miesiąc zjesz ciastko i jeśli masz oponkę na brzuchu"

Czy to jest zdrowe?

Z sześciopakiem na brzuchu jest tak, że ukazuje się przy bardzo niskiej zawartości tkanki tłuszczowej. Chodzi mi tu o tak wyraźne zaznaczenie, jakie pokazują ilustrujące post zdjęcia. Owszem, podoba mi się taki widok i doceniam ogrom pracy i wyrzeczeń, jakie należało włożyć, by uzyskać taki efekt. Ale czy kobieta mająca taką kratę może uważać się za w pełni zdrową?

źródło
Kobiety nie bez powodu mają genetycznie więcej tkanki tłuszczowej w organizmie niż mężczyźni (20-30% vs 10-20%). Sześciopak ukazuje się natomiast w pełnej krasie dopiero w okolicach 10-12% zawartości tłuszczu. Kobieta nie jest w stanie normalnym żywieniem osiągnąć tak niskiego poziomu, bo nie jest to dla niej naturalne. Konieczne są więc ścisłe, niskokaloryczne diety i ogromna ilość ćwiczeń - obie rzeczy wyniszczające organizm, który nagle nie dostaje tyle ile potrzebuje i zmuszany jest do zbyt częstego, wyczerpującego wysiłku. Ok, według obecnych norm jest fit - ale już nie jest zdrowy. Wbrew pozorom nie jest nawet zadbany, bo i ciało, i umysł są dosłownie katowane; życie podporządkowane jest już nie dobrej kondycji, ale tym kilku kostkom mięśni. 

Zbyt niski poziom tkanki tłuszczowej zaburza również gospodarkę hormonalną i przyczynia się m.in. do spadku płodności - nie tylko u kobiet, ale także i mężczyzn. Oczywiście, możliwość posiadania dzieci jest osobistą sprawą każdego człowieka i na pewno znajdą się kobiety które fakt braku miesiączki przyjmą z radością (raczej nie mężczyźni, gdyż upośledzona płodność objawia się u nich w tym przypadku impotencją), niemniej jednak - brak menstruacji u młodej kobiety wskazuje na to, iż z organizmem dzieje się coś nie tak, a więc nie jest on zupełnie zdrowy. Wybitnie niski poziom tkanki tłuszczowej źle wpływa na pracę serca, obniża odporność i zaburza pracę wszystkich układów w ludzkim organizmie, od pokarmowego przez nerwowy, aż po kostny.

Sama dostałam po tyłku zaburzeniami hormonalnymi, nie schodząc nawet do aż tak niskiego poziomu, i szybko zdałam sobie sprawę z tego, że zdrowie jest najważniejsze i warto poświęcić dla niego mocno wyrzeźbiony brzuch (do którego zresztą było mi jeszcze daleko - przystopowałam jednak w ostatniej chwili).

Pamiętajcie, że każdy organizm jest inny i to, że Wasza koleżanka przy 15% BF (body fat) czuje się świetnie i jeszcze miesiączkuje, nie znaczy, że Wy przy 18% będziecie mieć podobnie. Poza zawartością tłuszczu liczy się również ogólna waga i ilość wykonywanych ćwiczeń - normalnej osobie, bez treningów pod okiem profesjonalisty i dopiętej na ostatni guzik diety, łatwiej będzie za bardzo schudnąć niż przybrać 7-10 kilogramów mięśni.

Poza kwestiami zdrowotnymi warto mieć na uwadze dwie inne rzeczy. Wiele osób utrzymuje niski poziom tkanki tłuszczowej przez bardzo krótki czas (zawodniczki bikini fitness są w najwyższej formie jedynie tuż przed i w trakcie zawodów - po ich zakończeniu wracają do mniej restrykcyjnej diety i przybierają na wadze) i stawianie sobie zdjęcia takiej osoby jako inspiracji do osiągnięcia długotrwałego celu będzie ogromnym stresem i dla ciała, i dla psychiki. Po drugie - żyjemy w świecie Photoshopa i na każde zdjęcie znalezione w sieci należy brać poprawkę.

źródło

sobota, 4 stycznia 2014

Chcesz zacząć ćwiczyć? Mały poradnik dla początkujących

Ćwiczę regularnie od półtora roku. Nie jest to może żaden wybitnie długi staż, ale podczas tego czasu sporo się nauczyłam i chciałabym podzielić się swoimi spostrzeżeniami z tymi, którzy jeszcze nie zaczęli, ale ciągnie ich do rozpoczęcia aktywności fizycznej. 

Może nie wiecie, od której strony to ugryźć, może boicie się błędów. Na początku też byłam jak dziecko we mgle i stopniowo odkrywałam, jakie ćwiczenia są najbardziej efektywne, jakie odżywianie najzdrowsze. Nadal się uczę, ale sądzę, że moja wiedza jest wystarczająca, aby taki poradnik popełnić i pomóc osobom stojącym na samym początku tej pięknej ścieżki, jaką jest uprawianie sportu. 

Kiedy zacząć?


źródło
Zacznij ćwiczyć tego samego dnia, w którym podejmiesz decyzję o rozpoczęciu treningów. Nie od jutra, nie od przyszłego tygodnia, nie od poniedziałku ani końca semestru. Mówisz - chciałabym zacząć ćwiczyć i jeszcze przed końcem wieczora przebierasz się, włączasz wybrany przez siebie filmik i przystępujesz do ćwiczeń. 

Może zamiast ćwiczeń w domu będziesz preferować zajęcia w klubie fitness, bo treningi w grupie będą bardziej cię motywować. Jeśli więc po jakimś czasie domowych treningów stwierdzisz, że nie masz na nie ochoty, wykup karnet i spróbuj wszelkich możliwości, jakie oferuje klub. Każdy człowiek jest inny i inne formy aktywności będą sprawiać mu przyjemność. Znalezienie odpowiednich ćwiczeń dla siebie może zająć trochę czasu, ale warto - bo zmuszanie się do tych, których nie lubisz, prawdopodobnie zaowocuje szybkim ich porzuceniem.

Od kogo zacząć?

Możliwe, że czytasz od jakiegoś czasu opinie o różnych ćwiczeniach i widzisz, że większość osób poleca Zuzkę Light i trening siłowy. I owszem, to znakomite formy treningu - ale nie dla początkujących. Zuzka Light - oraz crossfit, który Zuzka reprezentuje - wymaga siły i świetnej kondycji. Treningi Zuzki owszem mogą być modyfikowane pod początkujących, ale i tak nieźle dadzą w kość. Dla kogoś, kto dopiero podniósł się z kanapy, może to być zbyt duży szok i prosta droga do zniechęcenia. 

Trening siłowy wymaga już wiedzy na temat techniki ćwiczeń, sporego samozaparcia i przede wszystkim siły, bo dwukilogramowe obciążenie w przypadku takich ćwiczeń nie da żadnego efektu. 

Moim zdaniem na sam początek idealne będą tzw. dywanówki, niezbyt wymagające treningi przeznaczone do wykonywania w domu. Przy czym niezbyt wymagające nie oznacza, że nie dające efektów! Za ich pomocą można wypracować szczupłe, zgrabne i jędrne ciało. 

źródło
Tutaj polecam każdy program treningowy Jillian Michaels, przede wszystkim 30 Day Shred bądź Ripped in 30, czyli kilkuetapowe treningi rozpisane na miesiąc. Jillian jest energiczną, krzykliwą kobietą, która potrafi zmotywować do dania z siebie jak najwięcej. Dokładnie tłumaczy technikę i pokazuje modyfikacje wykonywanych ćwiczeń. 

Zdania na temat Ewy Chodakowskiej są podzielone, ale mimo wad jej treningów, wysunę również jej kandydaturę. Jeśli osobowość Jillian nie przypadnie wam do gustu, to spokojna Ewa może wywołać odpowiedni efekt. Nie będę kłamać, to właśnie ona zmotywowała mnie do regularnych ćwiczeń, była pierwszą trenerką, Jillian odkryłam później. W przypadku Ewy można zacząć od sześciominutowych zestawów na YouTube, łączonych w półgodzinne treningi - jeśli kompletnie brak wam kondycji, zacząć na przykład od dwóch i stopniowo zwiększać ilość do pięciu. Można spróbować Skalpela albo Total Fitness. Jeśli nie jesteście zupełnie zasiedziane, bo np. ćwiczycie na wfie i sporo chodzicie, to można porwać się i na Killera. 

Przy czym ćwicząc z Ewą należy jej słuchać, a nie na nią patrzeć - trenerka najczęściej mówi poprawnie o technice ćwiczeń, ale sama wykonuje je źle.

Wiele osób poleca również Cassey Ho. Do mnie ona nie przemawia - ale może okaże się waszą ulubienicą?

źródło

Ile razy w tygodniu?

Na początku wydaje się, że trzeba ćwiczyć codziennie, aby osiągnąć widoczne efekty. W rzeczywistości już trzy razy w tygodniu wystarczą, by schudnąć i ujędrnić ciało, optymalnie to 4-5 razy w tygodniu (chociaż w/w treningi Jillian przeznaczone są na miesiąc bez przerwy). Maksymalna ilość ćwiczeń to 6, a jeden dzień warto poświęcić na regenerację mięśni i ewentualne niezbyt forsowne ćwiczenia. Ćwiczenie kilku programów dziennie również nie jest dobrą decyzją, stanowi zbyt duże obciążenie dla organizmu i jest prostą drogą do spalenia mięśni zamiast tłuszczu.

Strój

Wygoda to podstawa. To, jaką koszulkę i spodenki wybierzecie, zależy od waszych preferencji. Ćwiczcie w wygodnych butach albo na boso, nie musicie wydawać kilku stów na profesjonalne obuwie - na to przyjdzie czas, gdy na dobre wkręcicie się w uprawianie sportu. Tak naprawdę jedyną rzeczą, w którą warto zainwestować, jest stanik sportowy - zwłaszcza w przypadku posiadania dużego biustu, którego zwykły biustonosz podczas ćwiczeń nie potrafi prawidłowo ustabilizować. Ja mam małe piersi, mój stanik sportowy kupiłam w H&M za 49,90zł półtora roku temu i nadal sprawuje się bez zarzutu. Kobiety z dużym biustem docenią np. Shock Absorber, który na Ebay można kupić za połowę ceny detalicznej. Drogi, ale warto, bo bolące od podskoków piersi mogą skutecznie zniechęcić do ćwiczeń. Odwiedzenie sklepów sportowych, przymierzenie jak największej liczby modeli i wygibasy w przymierzalni są jak najbardziej wskazane.

źródło
Ekwipunek

Na początek wystarczy mata do ćwiczeń i niewielkie hantle, 1 - 1,5 kg; po pewnym czasie treningów, kiedy podstawowe obciążenie przestanie stawiać opór, można dokupić hantle dwukilogramowe. Ewa Chodakowska nie używa w swoich programach żadnego obciążenia, ale nie czarujmy się - najlepsze efekty przynosi korzystanie z niewielkich chociaż ciężarków. U Jillian są one obecne w większości treningów i te ćwiczenia są świetnym wstępem do późniejszego przerzucenia się na ciężkie hantle w treningu siłowym. 

Kobiece sprawy

Jeśli podczas okresu dobrze się czujecie i funkcjonujecie jak w inne dni - ewentualnie z tabletką na ból brzucha - nie ma żadnych przeciwwskazań do odpuszczenia sobie ćwiczeń. Jeśli jednak po ćwiczeniach mimo wszystko zaczynacie źle się czuć - trzeba odpuścić.

ODŻYWIANIE

źródło
Na temat odżywiania mogłabym napisać jeszcze ze dwa długie posty, ale tutaj zawrę podstawowe informacje.

Raz - liczenie kalorii nie jest dobrym pomysłem, chyba że chcemy wpędzić się w obsesję i zaburzenia odżywiania. Warto jednak zajrzeć do kalkulatora zapotrzebowania kalorycznego (choćby TUTAJ) i obliczyć, ile kalorii potrzebuje nasze ciało, a co ważniejsze - ile białka, tłuszczu i węglowodanów powinniśmy codziennie sobie dostarczać. Na tej samej stronie można również sprawdzić, jaką kaloryczność mają spożywane przez nas dania. Jak mówię, przesadne kontrolowanie spożycia kalorii nie prowadzi do niczego dobrego, ale wyrobienie w sobie nawyku określania na oko ile składników dostarczamy sobie w pożywieniu na pewno nie zaszkodzi.

Jeśli chcecie się odchudzić, obcinamy z codziennego zapotrzebowania około 200 kalorii. Nie więcej, nie 500, nie 1000 i na pewno nie przestajemy na podstawowym zapotrzebowaniu BMR. To jest energia, którą nasz organizm potrzebuje do pracy narządów - tyle spalamy nawet cały dzień przesypiając. Wbrew pozorom podczas ćwiczeń trzeba jeść.

Zapomnijcie o jogurtach naturalnych i płatkach musli. Te ostatnie zazwyczaj mają w sobie mnóstwo cukru, a jogurty, owszem, mogą pojawić się w diecie, ale na pewno nie jako jej podstawa, i na pewno nie jako źródło białka - jest w nich go naprawdę niewiele.


Co warto jeść?

BIAŁKO

Mięsa: drób, wołowina, wieprzowina, dziczyzna
Ryby: tłuste, chude, owoce morza
Jaja
Sery, twarogi

TŁUSZCZE

Orzechy - zwłaszcza włoskie i migdały - nasiona
Oliwa z oliwek, olej rzepakowy
Ryby
Jaja
Tłuszcz zwierzęcy

WĘGLOWODANY

Ryż brązowy
Kasze
Płatki owsiane
Makaron pełnoziarnisty
Warzywa - zielone bez ograniczeń
Owoce
Pieczywo pełnoziarniste

Posiłki przed- i potreningowe 

Podstawowa zasada jest taka: w godzinach dalekich od treningu dostarczamy sobie węglowodanów złożonych, wielu warzyw i białka z mięsa czy ryb. Przed i po treningu dostarczamy organizmowi węglowodanów prostych i szybko przyswajalnego białka w łatwo trawionych potrawach.

Na 2 do 4 godzin przed treningiem można zjeść coś cięższego, co organizm trawi dłużej, a więc kanapki z jajkiem, ryż z kurczakiem, makaron z serem - możliwości są właściwie ograniczone jedynie przez czystą dietę. Jeśli do treningu zostały mniej niż dwie godziny, a czujemy głód, należy wybrać coś lżejszego - najlepiej owoce, ewentualnie jogurt z niesłodzonym musli. Nie jemy mniej niż jedną godzinę przed ćwiczeniami.

Posiłek po treningu (do 40 min po zakończeniu) jest OBOWIĄZKOWY. Na początku możecie myśleć, że nie po to spalałyście tyle kalorii, żeby to wszystko zaprzepaścić, ale wbrew pozorom od posiłku potreningowego nie utyjecie. Danie zostanie wykorzystane przez organizm do uzupełnienia zapasów glikogenu i regeneracji mięśni - należy więc spożyć coś, co zawiera węglowodany proste i sporo białka. Najprostszym przykładem jest banan i serek wiejski, ale dobrym wyjściem są również koktajle owocowe.

Po godzinie do dwóch od zakończenia treningu czas na poważniejszy posiłek - a więc duże źródło białka, sporo węglowodanów złożonych w postaci pełnoziarnistego makaronu, ryżu czy kaszy i góry warzyw.

MOTYWACJA

źródło
Ćwiczenia wymagają cierpliwości. Nie otrzymacie idealnego ciała po dwóch tygodniach ćwiczeń i zdrowej diety, ale prędzej czy później zaczniecie zauważać zmiany na lepsze, nie tylko w sylwetce, ale i w samopoczuciu i stanie zdrowia.

Pomyślcie, że poświęcacie pół godziny-godzinę dziennie tylko dla siebie, dla swojego dobra, swojego ciała, spełnienia swoich marzeń. Czas spędzony na ćwiczeniach nigdy nie jest stracony!

I najważniejsze:


"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie."
H. Jackson Brown Jr.


Powodzenia :)

czwartek, 1 listopada 2012

Pan z nami nie piecze - wypraszamy cukier z kuchni cz.2

źródło: encyklopedia-ciazy.pl


Ulubionym odpowiednikiem cukru dla osób obsesyjnie odchudzających się jest aspartam używany w formie słodziku (także we wszelkich napojach typu light i gumie do żucia). Otóż jedyną zaletą aspartamu jest jego zerowa kaloryczność. Koniec! Nie ma więcej dobrego! Aspartam może przyczynić się do powstania guzów mózgu, cukrzycy, epilepsji, choroby Parkinsona i Alzheimera. Jeśli wasz organizm buntuje się bólem brzucha po żuciu gumy, to winowajcą także jest aspartam. 

Oczywiście – wszystko zależy od organizmu konkretnego człowieka i spożywanej dawki. Jedna guma do żucia dziennie nie powinna nikogo zabić, i nie każdy zażywający aspartam zachoruje. 
Pewne jest jednak, że długotrwałe przyjmowanie aspartamu nie przyniesie niczego pozytywnego. Nawet przy braku krótkotrwałych skutków ubocznych – typu ból/zawroty głowy, nudności, bezsenność – nie warto ryzykować swojej przyszłości i zdrowia dla ograniczenia kalorii… Czy to słodzenie napojów, czy deserów, aspartam jest rozwiązaniem gorszym niż cukier i choćby smakował jak posiłek bogów, zwyczajnie nie ma sensu go wybierać.



Coraz większą popularnością cieszy się cukier brzozowy, czyli ksylitol. Jest bakteriobójczy, przeciwdziała próchnicy, wzmacnia układ odpornościowy i ma 240kcal/100g. Jego indeks glikemiczy jest czternastokrotnie niższy niż cukru, więc nie powoduje nagłych skoków poziomu cukru we krwi i szybkiego uczucia głodu po posiłku, który go zawiera. W dodatku jest nieco słodszy niż sacharoza, więc do słodzenia można użyć go mniej. Różnica w smaku jest wyczuwalna podczas próbowania go bez dodatków, w ciastach znika; nie zmienia swoich właściwości w wysokich temperaturach, więc do pieczenia nadaje się idealnie. 

Kosztuje od 11zł w sieci do nawet 22zł stacjonarnie za 250g. Jest to dość dużo i na dłuższą metę wielbicieli domowych słodyczy może finansowo wykończyć. Poza tym, zaleca się spożywać nie więcej niż 15g ksylitolu dziennie i wprowadzać go do diety stopniowo, gdyż może wywołać biegunkę. Na pewno nie da się przygotować na samym ksylitolu urodzinowego czy świątecznego menu, ale pojedyncze desery jak najbardziej.

źródło: marketplayground.com

Triumfy ostatnio święci stewia i nic dziwnego – tabletki i proszek produkowane z tej rośliny praktycznie nie mają kalorii i są przy tym bardzo słodkie – jedna łyżeczka stewii słodzi jak trzy łyżeczki cukru. Dodatkowo stewia łagodzi dolegliwości trawienne i obniża ciśnienie krwi. 

Można ją hodować we własnym domu - w sieci znajduje się mnóstwo miejsc, które oferują sadzonki, a pielęgnacja rośliny nie powinna sprawić problemów (nie będę się rozwodzić na wymaganiami glebowymi stewii, takie informacje znajdują się zwykle na stronach sklepów - ale na pewno nie są to warunki egzotyczne).

Stewia ma jednak nieco inne właściwości niż cukier: nie należy przygotowywać na niej ciast na bazie drożdży, gdyż po prostu nie urosną. 
Smak również różni się od tego, do jakiego przyzwyczaiła nas sacharoza - w niektórych rodzajach stewii można wyczuć nutę goryczy. Jej nasilenie zależy od proporcji glikozydów w liściach (najistotniejsze to Steviozyd i Rebaudiozyd-A, z czego pierwszy jest odpowiedzialny za gorzki posmak); hodującym stewię zaleca się zbieranie liści w okresie wczesnojesiennym, kiedy to są najsłodsze.

Stewię można dostać w postaci tabletek lub pudru. W kuchni sprawdzi się puder - ten można dostać w cenie 15 (Internet) - 22zł  (stacjonarnie) za 150g. Warto jednak zauważyć, że puder jest lekki i mimo małej wagi jest go stosunkowo dużo. 

Tak ksylitol, jak i stewia polecane są dla diabetyków.

Cieszę się, że zdrowe substytuty cukru stają się w Polsce coraz bardziej powszechne – stewię można kupić w każdym sklepie z żywnością ekologiczną, a ksylitol nawet w supermarketach. Na rynek trafia coraz więcej produktów słodzonych tymi produktami. Na pewno upłynie dużo czasu, zanim biały cukier stanie się "jednym z wielu", zamiast "głównym" słodzikiem, ale przyszłość zaczyna rysować się w jaśniejszych barwach.

***

Ostatnio zainwestowałam w syrop z agawy. Nie sądzę jednak, abym w najwyższym czasie używała go do pieczenia. Syrop jest rzadki – o wiele rzadszy od miodu – stąd mój niepokój, że mógłby zepsuć konsystencję ciasta, która, aby ciasto się udało, powinna mieć konkretne stężenie. Syropu zamierzam na razie używać np. do polewania naleśników czy pancake’ów (zamiast syropu klonowego ;)) i w tzw. międzyczasie szukać przepisów biorących pod uwagę ciekły stan tego produktu. Kilka już znam, ale w chwili obecnej czekają w dość długiej kolejce do realizacji. Dlatego, póki nie jestem pewna, co i jak, na razie nie dołączam syropu z agawy do listy kuchennych zamienników cukru. Niewątpliwie w przyszłości napiszę o niej więcej :)


poniedziałek, 29 października 2012

Pan z nami nie piecze – wypraszamy cukier z kuchni cz.1

Zapraszam na pierwszą część przeglądu kuchennych zamienników cukru białego :)

Cukier zaczęłam ograniczać już jakiś czas temu. Przestałam słodzić herbatę, a słodycze i sklepowe napoje – od owocowych po gazowane – poszły w odstawkę. Dodatkowo miałam szczęście zgodzić się z mamą co do ograniczania ilości tego produktu w wypiekach. No właśnie – o ile rezygnacja ze słodkich napojów i łakoci okazała się bardzo łatwa, tak w przypadku pieczenia czy gotowania bariera była o wiele wyższa. Cukru nie da się wyeliminować. Jak to się jednak mówi - nie ma 

temu panu dziękujemy! źródło: http://www.organicsoul.com

Właściwie dlaczego cukier uważa się za tak wysoce niezdrowy? Ta popularna substancja ma na koncie wiele grzeszków: osłabia system immunologiczny, sprzyja cukrzycy, podnosi poziom cholesterolu i ciśnienie krwi, przyspiesza proces starzenia się, w końcu – sprzyja otyłości. W rzeczywistości to tylko niektóre z jego przewinień; by poznać resztę, zachęcam do własnych poszukiwań.
Jeśli chodzi o kaloryczność – cukier biały zawiera 405kcal/100g. Zawartość sacharozy, czyli cukru prostego - związku o właściwościach powodujących wyżej wymienione problemy ze zdrowiem - plasuje się na poziomie 99,7%.

Według mnie absolutne wykluczenie cukru z diety jest bezsensowne – o ile nie ma się ostrej alergii na sacharozę, nie widzę powodu, dla którego nie powinno się od czasu do czasu odpuścić i ponieść cukrowej pokusie. Zwłaszcza, jeśli lubi się wypróbowywać nowe przepisy i jest się ogromnym łasuchem. Nie dajmy się zwariować – cukier może i jest „białą śmiercią”, ale stosowany w rozsądnych dawkach nikogo nie zabije. Nie uciekam od cukru za wszelką cenę - jeśli uczestniczę w rodzinnej imprezie i mam okazję zjeść smaczne, domowe ciasto, robię to zwykle z ochotą. 

Przepisy kulinarne, które zawierają cukier, są zawsze przeze mnie i moją mamę weryfikowane. W 99% przypadkach zalecana ilość tego produktu jest o wiele za duża! Dowolny wypiek jest równie smaczny, gdy przygotuje się go z ¾ czy nawet ½ zalecanej porcji cukru. Właściwie często taka „okrojona” wersja jest nawet smaczniejsza. Ograniczenie cukru wyprowadza bowiem na pierwszy plan smaki innych składników i ciasta stają się pod tym względem bogatsze, zaczynają być deserami faktycznie do smakowania, a nie zapchania do bólu brzucha.

Cukier mamy już ograniczony, ale w niektórych przypadkach nadal jest go dużo albo mimo to źle czujemy się z jego obecnością. Szukamy zamienników.

źródło: strangehistory.net
Najprostszą myślą często jest miód, prawdopodobnie drugi po cukrze najczęściej występujący słodki produkt w polskich domach. Zawiera 320-330kcal/100g w zależności od rodzaju. Jego skład jest bardziej różnorodny, w dodatku miód nektarowy różni się pod tym względem od spadziowego (po więcej zapraszam tutaj: http://www.resmedica.pl/metabolizm-i-odzywianie/miod-sklad-chemiczny­ ). 
Ponadto miód reguluje pracę wątroby i nerek, przy kaszlu działa wykrztuśnie, zwiększa odporność, jest bakteriobójczy i poleca się go przy schorzeniach serca. W zależności od typu można liczyć na inne właściwości – np. miód wielokwiatowy łagodzi objawy alergii i kataru siennego, lipowy działa uspokajająco, a akacjowy pomaga osobom ze schorzeniami układu moczowego. Warto więc wziąć go pod uwagę mimo dość wysokiej kaloryczności.

Mówię tu cały czas o miodzie naturalnym – sztuczny nie wchodzi w grę. Jest albo pełen sztucznych barwników, albo produkowany przez pszczoły… karmione cukrem.

Jedyną wadą przy stosowaniu miodu zamiast cukru może być smak. Nie każdemu odpowiada i nie w każdym przypadku się sprawdza. Mi osobiście sporo czasu zajęło przyzwyczajenie się do tego aromatu – kiedy jeszcze słodziłam czarną herbatę, używałam połowy łyżeczki, gdyż przy większej ilości charakterystyczny smak stawał się zbyt mocny (dzięki temu zresztą oduczyłam się słodzić czarną herbatę w ogóle – piję ją rzadko, ale zdarza się, np. podczas wizyt u znajomych). Teraz słodzę miodem twaróg i bardzo sobie to chwalę :)

źródło: lifefoodfamilythewayiseeit.com/crazy-frankenstein.com

Wypieki można słodzić również owocami – do tego celu poleca się szczególnie banany i daktyle. W ich przypadku jednak trudno oszacować ilość niezbędną do uzyskania odpowiedniej słodyczy. Mimo wielu witamin zawartych w owocach, procentowy udział fruktozy - cukru prostego - i rosnąca kaloryczność może skutecznie zniechęcić do takiej zamiany. W dodatku owoce nadają ciastom dodatkowy smak. Osoby lubiące eksperymenty w kuchni nie pogardzą bananowym drożdżowym, ale przy niektórych przepisach owocowa nuta może być niepożądana.

Co jednak chcę dodać - wiele deserów, które zawierają owoce (zwłaszcza banany), staje się dzięki nim słodka i warto się upewnić, czy dodatkowa porcja cukru jest im potrzebna. Nie namawiam tu do jedzenia mdłych/gorzkich potraw, a już na pewno nie, jeśli musimy się do tego zmuszać - jedzenie ma być przyjemnością! - ale fakty są niezaprzeczalne - człowiek szybko przyzwyczaja się do słodkiego. Ograniczenie słodyczy może być na początku nieprzyjemne, ale z czasem okazuje się, że taki zmodyfikowany przepis sprawdza się dobrze - i jeśli wrócimy kiedyś do standardowych proporcji, uderzy nas myśl "jak mogłam jeść coś tak okropnie słodkiego?!". 


źródło: photo-dictionary.com

A może cukier brązowy? Cóż, z tzw. cukrem brązowym jest problem. Uważany przez wielu za wspaniały zamiennik dla cukru białego jest z nim spokrewniony bliżej, niż się wydaje.

Barwa takiego cukru w zamierzeniu powinna brać się z braku rafinacji produktu – o ile w przypadku cukru białego podczas procesu obróbki usuwa się z niego oprócz składników odżywczych także ciemnobrązowy syrop (melasę), tak w przypadku cukru brązowego wszystko zostaje na miejscu. Pozostawionych minerałów – żelaza, wapnia, magnezu – jest jednak bardzo mało, a kaloryczność takiego produktu waha się w granicach 380-400kcal/100g. Same przyznacie, dla osób odchudzających się nie jest to dobra wiadomość, a ilość makro- i mikroelementów jest na tyle niewielka, że i z powodów zdrowotnych nie warto kłopotać się nad taką zamianą...

Cukier ten można spotkać w przepisach, gdzie jego barwa i aromat sprawdzają się lepiej niż te cukru białego.  Nierafinowany cukier trzcinowy w zależności od rodzaju - Muscovado lub Demerara - może mieć głęboki posmak melasy albo nut karmelu i dobrze wygląda np. jako dekoracja deserów. Takich efektów nie zapewni nam żaden inny zamiennik.

Niestety trzeba mieć się na baczności – cukier brązowy może być także produktem rafinowanym i niczym nie różnić się od swojego białego brata. Jak to? Ano po procesie oczyszczania zdolni producenci potrafią ponownie zabarwić melasą (bądź karmelem) białe kryształy. Skupmy uwagę na etykietach - praktycznie każdy cukier nazwany brązowym bez dopiski "nierafinowany" okaże się takim właśnie potworkiem. Brrr...

Brązowe "cudo" potrafi kosztować dwa razy więcej niż białe, co, jak widać, niekoniecznie wynika z jego lepszej jakości. 



Na dzisiaj koniec - żegnamy się z cukrami prostymi. W następnym odcinku zamienniki, których słodycz pochodzi z innych związków chemicznych.


sobota, 27 października 2012

Skończyłaś 20 lat? Czas na botoks...

źródło: papilot.pl

…Przynajmniej według autorów i konsultantów artykułu „Z zegarkiem w ręku” w październikowej „Pani”.

Nie powiem, ciśnienie mi się podniosło. Na samym początku zresztą zwątpiłam i zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jakiś żart ze strony redakcji całkiem rozsądnego, jak sądziłam, magazynu. Niestety nie. Oni naprawdę poprosili lekarzy medycyny estetycznej o wyrażenie swojego zdania na temat zabiegów, jakie powinna wykonać dwudziestokilkulatka, by zachować młodość.

Po kolei jednak. Artykuł porusza kwestię plastikowej pielęgnacji dla kobiet w wieku 20+, 40+, 60+. Poza poleceniami, jakie zabiegi w każdym wieku powinno się wykonywać, jest – całe szczęście! – kilka rad, jak wyglądać dobrze bez użycia strzykawek: używanie kremów nawilżających, kremów z filtrem, kremów pod oczy… Dobrze. Tylko że na tym można by się zatrzymać i z wiekiem dodać kremy przeciwzmarszczkowe, zamiast… No właśnie:


Serio? Żywa mimika była dla mnie zawsze pozytywną cechą. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy stwierdzam: za bardzo marszczę czoło, za bardzo mrużę oczy, więc postanowione – idę na botoks, chcę mieć maskę zamiast twarzy. Taki poker face. Przynajmniej pozostanie gładka do śmierci.


Peelingi dermatologiczne? A może lepiej pielęgnacja dobrana do rodzaju cery i powstrzymywanie się od wyciskania krostek?
Nawilżenia cery nie zawdzięczamy już kremom czy maseczkom – a gdzie tam, to jest passé. Teraz czas na mezoterapię, o ileż wygodniejszą i tańszą.
No i znowu nieszczęsny botoks…

Wiem, wiem – 20+ może oznaczać zarówno 21-latkę, jak i kobietę po 30-stce. Ale czy naprawdę taką fantastyczną rzeczą jest mieć 35 lat i wyglądać na 15 mniej? Po co? Żeby poczuć dumę, jak nas w pubie spytają o dowód? Żeby mąż mógł się pochwalić przed kolegami? Skąd ten przymus, by zaprzeczać, kim jesteśmy? Skąd ten strach? Ano zdaje się - z mediów...

Po 40-stce wcale nie jest lepiej.


Owszem, co jakiś można wypełniać zmarszczki. Kuracje wybielające, jeśli ma się przebarwienia – jak  ktoś się z nimi źle czuje, to czemu nie? Ale regularne ostrzykiwanie się uważam za lekką przesadę.

Po 60-stce…


Nie słyszałam nigdy, aby zabiegi medycyny estetycznej były odpowiedzialne za „bardzo ładne” starzenie się. Sztuczne owszem… Moja mama kilka lat temu skończyła 50 lat i wygląda niewiele starzej od swoich 40-letnich siostrzenic. Powiecie: geny. Też. Ale mama dba o siebie – w młodości nie ładowała na siebie kilogramów kosmetyków do makijażu, a teraz używa preparatów dobranych do jej wieku i rodzaju skóry.

Poza tym gdyby ktoś mi powiedział, że w mojej twarzy jest dużo wypełniaczy… poczułabym się jak parówka czy inny wyrób mięsopodobny.

Wszystko jest dla ludzi i nie uważam, że medycyna estetyczna w takim sensie jak opisano tutaj jest zła. Lekarze nie proponują operacji plastycznych i chwała im za to. Poprawianie urody wstrzykiwaniem kwasu hialuronowego czy promieniowaniem jest ciekawym osiągnięciem naszych czasów i jeśli tylko kogoś na to stać, to w porządku. Ale sugerowanie dwudziestokilkulatkom, że pora na botoks, „zanim będzie za późno”, jest już niesmaczne.

Do czego dążę: nie rozumiem tej mody na wyglądanie za wszelką cenę na 15 lat mniej. Dbanie o siebie – oczywiście. Kremy, filtry, wizyty u kosmetyczki, spa – jak najbardziej. Dobrze ostrzyżone włosy, odpowiedni makijaż, szczupła sylwetka. Aktywny tryb życia, zdrowa dieta. Nie trzeba mieć 50 lat i wyglądać na 60. Zadbana kobieta, nie decydująca się na wstrzykiwanie chemii, w takim wieku może wyglądać i na 50, i na 45 lat. Ma zmarszczki? Owszem. Używa dobrych kremów, ale nie płacze nad kolejną bruzdą przy oku. Jest piękna, naturalna i żywa. Nie przypomina lalki. Ma w życiu ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż próby zatrzymania czy cofnięcia czasu. Może w którymś momencie zdecyduje się na spłycenie zmarszczek, wypełnienie owalu twarzy – ma powód.
...W odróżnieniu od kobiety 25 lat młodszej, która na dobrą sprawę na samym początku dorosłego życia staje się niewolnicą takich zabiegów.

Już pomińmy fakt, że w ogólnodostępnym i względnie tanim magazynie poleca się zabiegi dalece wybiegające poza budżet przeciętnej dwudziestokilkulatki. Może zamiast kolejnej dawki botoksu lepiej przeznaczyć pieniądze na badania kontrolne – krwi, moczu, cytologię, mammografię (całe szczęście i o raku piersi „Pani” pisze w tym miesiącu)…

Nie do końca potrafię określić, czy ten artykuł jest reklamą, czy propagandą. Nie mam nic przeciwko strzykawkom z preparatami odmładzającymi, zbawiennemu działaniu lasera itp. Ale już popychanie w ich stronę coraz młodszych kobiet jest niepokojące i zwyczajnie smutne. 


(sfotografowane fragmenty artykułu pochodzą z "Pani" nr 10/2012)