Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2015

Dobre pomadki z Rossmanna, czyli co kupić w promocji -49%


Od 6 do 10 maja trwa trzecia i ostatnia tura promocji w drogerii Rossmann - tym razem przecenione są produkty do makijażu ust i malowania paznokci. Ponieważ paznokci nie maluję, ten temat pozostawię bardziej obeznanym w temacie dziewczynom, a sama skupię się na swoim małym bziku, czyli pomadkach. Większość moich mazideł pochodzi co prawda spoza kolorówki dostępnej w Rossmannie, więc nie będzie tego dużo (a i nie wszystko jest warte polecenia), ale zebrałam to, co naprawdę uważam za dobre. 


Rimmel, Lasting Finish by Kate Moss - to pomadki o przyjemnej, niewysuszającej formule i mocnej pigmentacji. Mnie bardziej przypadła do gustu seria z różowym nadrukiem, wydaje mi się, że cechuje się nieco większą trwałością na ustach niż jej czerwona siostra. Zresztą swoją ulubienicę opisałam szerzej tutaj. Cena regularna to 21,99 zł


Po raz kolejny - jeśli traficie w Rossmannie na szafę Essence, rozejrzyjcie się za pomadkami w brązowych oraz czarnych opakowaniach. Kosztują zaledwie 9,99 zł i mimo tak niskiej ceny charakteryzują się świetną pigmentacją i zadowalającą trwałością. Pięknego obrazu dopełnia lekka, nawilżająca formuła. Dodatkową zaletą jest szeroka paleta kolorów, myślę że każdy znajdzie coś dla siebie.

Miss Sporty, Color & Shine - tę firmę zazwyczaj omijam, ale szukałam kiedyś taniej kredki do ust i rzucił mi się w oczy właśnie ten kolor - żywa, minimalnie pomarańczowa czerwień (kolor 030). UWIELBIAM tę kredkę za możliwość błyskawicznej aplikacji. Jeśli mam minutę do wyjścia, to wiem, że z tą kredką zdążę idealnie podkreślić usta. Pigmentacja jest świetna, jedna warstwa pokrywa usta wyraźnym, ale nie w 100% nieprzepuszczalnym kolorem.  Trwałość jest przeciętna, ale nie można mieć wszystkiego ;). Bardzo, bardzo polecam, zwłaszcza że nawet w regularnej cenie nie szokuje portfela - możemy ją mieć zaledwie za 11,99 zł


Rimmel, Moisture Renew - ma nawilżać i regenerować usta - chociaż nie po to kupuję kosmetyki kolorowe, żeby mnie pielęgnowały, to nie mogę zaprzeczyć, że producent nie kłamie. Ważniejszą sprawą jest lekka, kremowa formuła, bardzo dobra trwałość i przede wszystkim szereg cudownie soczystych kolorów. W cenie regularnej kosztuje 27,99 zł. 

Max Factor, Colour Elixir - już kiedyś zachwycałam się tym produktem. Mnóstwo kolorów w ofercie, przyjemna konsystencja, staromodne, rzadkie już dzisiaj, ale bardzo ładne wykończenie i świetna trwałość. To wszystko za 44,99 zł, myślę, że warto skusić się na nią właśnie podczas promocji. 

SWATCHE:



piątek, 1 maja 2015

-49% na kolorówkę w Rossmannie: co polecam kupić? - kosmetyki do oczu

Do 5 maja w drogeriach Rossmann trwa promocja -49% na kosmetyki kolorowe do makijażu oczu, dlatego postanowiłam podzielić się z Wami tym, co moim zdaniem warto kupić. Sama bardzo lubię podobne wpisy i niejednokrotnie udało mi się dzięki nim dopisać do listy dodatkowe i, jak się okazywało, udane kosmetyki, więc mam nadzieję, że i moja cegiełka do czegoś Wam się przyda. 

Sprawdzonych kosmetyków zazwyczaj się trzymam, dlatego dzisiejszy post nie będzie zbyt długi. Te kilka produktów jednak to moim zdaniem klasa sama w sobie. 


Maybelline, Colossal Volum' Express Waterproof - nie mam pojęcia, ile opakowań tego tuszu zużyłam. Charakteryzuje się ładną czernią, podkręca, wydłuża i mocno pogrubia rzęsy, daje mi największy teatralny efekt, jaki można osiągnąć na naturalnych rzęsach. Dodatkowo jest faktycznie wodoodporny, nie rozmazuje się i nie osypuje i w niezmienionym stanie wytrzymuje cały dzień. W cenie regularnej kosztuje 33,99 zł. Jeśli nie lubicie wodoodpornych tuszy, warto zwrócić się w stronę innych produktów z tej serii - klasycznego Colossala (fioletowe napisy) albo Smoky Eyes. Szczegółowa recenzja tutaj


Max Factor, 2000 Calorie Dramatic Volume - kolejny (głównie) pogrubiający tusz; pisałam już kiedyś przy okazji ulubieńców (tam też zobaczycie jej szczoteczkę). Bardzo trwały, nie rozmazuje się i nie osypuje, a efekt, jaki daje na rzęsach - bajka: mocne pogrubienie, podkręcenie i wydłużenie. Cena regularna to 33,99 zł. 


Podobno w niektórych Rossmannach jest szafa Essence. Jeśli na nią traficie, polecam zerknąć Wam na eyebrow designer, czyli kredkę do brwi. Moja jest w kolorze dark brown i świetnie sprawdzi się u dziewczyn o ciepłych, niezbyt ciemnych włoskach. Jest wygodna w użyciu, a szczoteczka na skuwce delikatnie rozczesuje i układa brwi, chociaż przy najbardziej niesfornych może okazać się niewystarczająca. To w dodatku bardzo wydajny produkt. W cenie regularnej kosztuje 6,99 zł. 

Wibo, eyebrow stylist, czyli żel do brwi, to kosmetyk już chyba legendarny. Występuje ponoć w dwóch wersjach szczoteczki, moja jest duża i przypomina tę z Colossala, którą pokazałam wyżej, ale jest jeszcze większa - niżej znajdziecie porównanie. Jest ciemniejszy i chłodniejszy niż jego kompanka kredka - takie połączenie sprawdza się u mnie najlepiej, kiedy mam ciemniejsze włosy. Tego ciemnego koloru nie należy się bać, bo kolor da się stopniować i lekkie pociągnięcie po prostu przyciemni i ujarzmi brwi. Mimo wielkiej szczoty, używanie jest banalnie proste. Kolejna zaleta - żel wydaje się nigdy nie kończyć. Teoretycznie ma drobinki, ale po nałożeniu na brwi są w ogóle niewidoczne. W cenie regularnej kupimy go za 9,49 zł. 

Dla mnie ten duet jest idealny - pozwala mi podkreślić kształt brwi i nadać im wrażenie większej gęstości, a jednocześnie nadal wyglądają naturalnie, a nie jak wyrysowane na potrzeby komiksu. 


Na górze kredka Essence, na dole żel Wibo.


Porównanie szczoteczek z tuszu Maybelline i żelu Wibo - wbrew pozorom tym kolosem da się bardzo wygodnie manewrować nawet przy końcówce brwi i nie pomazać sobie skóry. 


Oceanic, Long 4 Lashes - kultowa odżywka do rzęs. Sama dopiero ją kupiłam, więc może nie powinnam się wypowiadać, ale uważam, że to jest właśnie ta okazja, żeby wypróbować tego nietaniego przecież (79,99 zł) produktu. Najtańsze odżywki to zwykle pic na wodę, które najlepiej sprawdzają się jako baza pod tusz - w przypadku L4L nie znam nikogo, komu by nie pomogła. Sama nie mogę doczekać się efektów, za kilka miesięcy na pewno opiszę swoje wrażenia.

Rimmel, Exaggerate, wodoodporna kredka do oczu - czarną kredkę kładę na górną linię wodną, więc dla mnie priorytetem jest to, by była nie do zdarcia. Exaggerate sprawdza się idealnie, jest bardzo trwała i, co ważne, nie rozmazuje się w ciągu dnia. Kolor - blackest black - to też czerń najlepszej głębokości. Kredka jest wysuwana, więc nie trzeba jej temperować, a u jej drugiego końca znajduje się gąbeczka, którą można nałożony produkt rozmazywać w celu osiągnięcia efektu smoky eye. Wydajności też nie mogę nic zarzucić, jeden egzemplarz wystarcza na kilka miesięcy. Jedyna wada? Ma zaokrągloną końcówkę, więc ultracienkiej kreski nią nie narysujemy. Cena regularna to 20,99 zł

Wybaczcie brak zdjęcia, ale swój egzemplarz zostawiłam w drugim domu ;)

Wibo, waterproof eyeliner - praktycznie same zalety za śmieszną cenę (7,89 zł). Produkt ma cieniutki pędzelek i zapewnia głęboką czerń już po jednym pociągnięciu. Rzeczywiście jest wodoodporny i wytrzymuje na powiekach aż to zmycia, a to, mimo wodoodporności wcale nie jest trudne, wystarczy płyn micelarny. W dodatku to jedyny eyeliner którym potrafię zrobić sobie dobrze wyglądającą kreskę, a mistrzem w operowaniu pędzlami nie jestem. Kolejna zaleta? Nie zasycha nawet kilka miesięcy po otwarciu.

***

Skusicie/skusiłyście się na coś z tej listy? Jakie są Wasze hity, po które pobiegłyście do drogerii? Ja kupiłam jeszcze kilka innych produktów, ale że są niesprawdzone, znajdą miejsce w poście podsumowującym. Mam nadzieję, że na żadnym się nie zawiodę. 


piątek, 19 lipca 2013

Filtry przeciwsłoneczne cz. 1 - SunOzon SPF20

Filtr przeciwsłoneczny to latem mój kosmetyk numer jeden. O ile filtr do twarzy staram się wybrać spośród sprawdzonych, aptecznych marek, do ciała podchodzę nieco bardziej niefrasobliwie i od kilku lat wybieram produkty SunOzon, marki własnej Rossmanna. Tym razem, ze względu na lato w mieście, wybrałam zaledwie faktor 20. W międzyczasie okazało się, że przydałby się wyższy, ale – to wyjdzie w trakcie recenzji :)

 Jestem zwolenniczką używania wysokich filtrów przeciwsłonecznych. Moim zdaniem kupowanie produktów z SPF mniejszym niż 15 to wyrzucanie pieniędzy w błoto; takie SPF6 daje bardzo krótkotrwałą ochronę, zastosowane w mniejszej niż należy ilości wręcz zerową. Po co się nawet fatygować?

Panuje powszechny mit, że używając kosmetyków z wysokim filtrem nie można się opalić – przeciwnie, można, ba, nie ma bata, żeby się nie opalić, ale odbywa się to w sposób o wiele bardziej bezpieczny. Jasne, trwa to dłużej, ale uważam, że to o wiele lepsza opcja niż szybkie pozyskanie krótkotrwałej w gruncie rzeczy opalenizny i ryzyko nabawienia się podrażnień i chorób skóry. O szybszym starzeniu się tkanek nie wspomnę.

Sama mam skórę jasną, ale w ciepłym odcieniu. Opalam się bardzo szybko, od razu na brązowo, praktycznie nie znam u siebie podrażnień, ale też nigdy nie wysiadywałam na słońcu godzinami bez ochrony. Włosy i oczy mam ciemne, co razem daje fototyp IIIb.

Poza powodami zdrowotnymi, ja na sobie po prostu nie lubię opalenizny, więc szukam produktu jak najbardziej skutecznego.

Na twarz używam filtru SPF50+, co do ciała, uważam, że SPF20 dla mojego fototypu podczas przeciętnego lata wystarczy.

SunOzon Classic, mleczko do opalania SPF20


OPAKOWANIE

Żółta butelka o pojemności 200ml. Poręczna, o wygodnym i solidnym zamknięciu na zatrzask. Na opakowaniu zawarte są wszystkie informacje odnośnie składu i użytkowania produktu.
3/3

ZAPACH I KONSYSTENCJA

Nie potrafię odnieść zapachu do woni znanej z szarej rzeczywistości, to zapach mocny, dość długo utrzymuje się na skórze. Alkohol jest ledwo wyczuwalny dopiero po poważnym wwąchaniu się. Podoba mi się, chociaż po kilku godzinach może drażnić. 

Sun Ozon niby jest mleczkiem, ale konsystencja jest gęstsza, nie spływa z ciała, ale nie ma też zwięzłości balsamu. Produkt bardzo wygodnie się rozprowadza.
2/3


DZIAŁANIE

Filtry należy nakładać w dużej ilości, tak, abyśmy po rozsmarowaniu po ciele nadal mieli widzieli białą warstwę kosmetyku. Jeżeli nałożymy trochę za dużo, SunOzon nie wchłonie się całkowicie, a przy próbach rozsmarowania zacznie się rolować. Odpowiednia ilość wchłonie się szybko, ale i tak będzie bielić (zauważam to przy swoich niemalże białych rękach, osoby o ciemniejszej karnacji będą widziały białe smugi bardziej wyraźnie). Produkt zostawia po sobie lekko klejący film – efekt jest jednak minimalny i niekłopotliwy.

Z ochrony jestem bardzo zadowolona. Przyszło mi jeździć w czerwcu na praktyki – trzy dni całodziennego chodzenia po najmocniejszym Słońcu, także, a wręcz w szczególności w godzinach 12-15. Trafiłam akurat na największe upały. SunOzon był wystawiony na niezłą próbę i  przeszedł ją pozytywnie!

W ciągu dnia nie było czasu ani warunków na ponowną aplikację filtra, musiała mi wystarczyć ilość nałożona rano na skórę.

Po pierwszym dniu miałam lekko zaczerwienione ramiona, podrażnione miejsca jednak nie bolały, czułam je trochę przy kontakcie z wodą. Zapamiętałam, by na drugi dzień zwrócić szczególną uwagę na te miejsca – i było ok, na tym zaczerwienieniu się skończyło.

Mój kark był poddany największej ekspozycji, chwilami czułam, jak Słońce niemalże wypala mi skórę, ale i tu SunOzon nie zawiódł, obyło się bez poparzenia. Jedyne co, to kark stał się najbardziej opaloną częścią mojego ciała ;)

Ręce opaliłam tak naprawdę dopiero za trzecim razem, gdy spodziewając się pochmurnego dnia, posmarowałam jedynie właśnie kark i ramiona. A dzień okazał się słoneczny tak jak pozostałe :)

Filtra używałam później również w mieście, gdzie słońce również mocno dawało się we znaki.

Ostatecznie: SunOzon uchronił mnie przed poparzeniami, skóra opaliła się minimalnie, ale widocznie. Dodatkowo nie była przesuszona, mleczko poradziło sobie z jej nawilżeniem.

Niestety w trakcie używania na dekolcie pojawiło się parę krostek.

A teraz najpoważniejsza wada. Moje bluzki w kontakcie z SunOzonem zafarbowały na ramionach na pomarańczowo. Dopranie powstałych plam jest praktycznie niemożliwe. Owszem, na opakowaniu jest ostrzeżenie, że należy unikać kontaktu z ubraniami. Ubrać się jednak trzeba, a nawet po długim czasie po aplikacji filtr wyłazi na skórę np. z potem.
11/15
SKŁAD


Octocrylene - filtr UV. Fotostabilny, pomaga stabilizować inne filtry; może wywołać alergie. Chroni dobrze przed promieniowaniem UVB i małym stopniu przed UVA. Słaby, jeśli stosowany samodzielnie. 
Alcohol - substancja konserwująca, rozpuszczalnik, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów w produkcie.
Glycerin - substancja nawilżająca. 
C12-15 Alkyl Benzoate - emolient, tworzy na powierzchni skóry film który zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody, wygładza i zmiękcza.
Ethylhexyl Salicylate - filtr UV, chroni przed promieniowaniem UVB, wodoodporny, średnio stabilny.
Butyl Methoxydibenzoylmethane - filtr UV, chroni przed promieniowaniem UVA, sam w sobie niestabilny.
Titanium Dioxide (Nano) - filtr UVB i UVA, stabilny poza ekspozycją bezpośrednio na słońcu. 

Vp/Hexadecene Copolymer - emolient, tworzy na powirzchni skóry film, zmniejsza lepienie i tłustość kosmetyku, ułatwia rozsmarowanie.
Propylheptyl Caprylate - plastyfikator, nadaje odpowiednią konsystencję.
Phenoxyethanol - substancja konserwująca.
Stearyl Dimethicone - emolient.
Panthenol - prowitamina B5, substancja nawilżająca o działaniu przeciwzapalnym
Tocopheryl Acetate - przeciwutleniacz, hamuje procesy starzenia się skóry 
Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer - polimer, substancja filmotwórcza, stabilizuje konsystencję kosmetyku
Parfum - substancja zapachowa
Silica - żel krzemionkowy, stabilizuje kosmetyk i ułatwia rozprowadzanie
Sodium Hydroxide - regulator PH
Xanthan Gum - polisacharyd, zagęstnik, wpływa na lepkość produktu
Disodium Edta - sekwestrant, zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega rozwarstwieniu i zmianom barwy.
Dimethicone - emolient.
Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Coumarin - substancje zapachowe.
Tocopherol - przeciwutleniacz. 


DOSTĘPNOŚĆ


Drogerie Rossmann.
2.5/3

WYDAJNOŚĆ

Zależy oczywiście od tego, jak często i na jaką powierzchnię ciała aplikujemy produkt. Jest całkiem przyzwoita. Po około trzech tygodniach smarowania kilka razy w tygodniu zestawu ręce+dekolt+ramiona+kark butelka mam jeszcze co najmniej 1/3 opakowania. 
3/3

CENA
Ok. 10zł/200ml

3/3

SUMA PUNKTÓW: 24,5/30

Podsumowując: SunOzon jest skutecznym preparatem, do tego dochodzi wyjątkowo niska cena. Niestety należy uważać na niego w kontakcie z ubraniami; koszulka nałożona na ciało nawet po długim czasie po aplikacji może się pobrudzić, gdy się spocimy. To czyni SunOzon, według mnie, świetnym kosmetykiem nad morze, gdy mamy na sobie jedynie kostium kąpielowy, ale w mieście, gdzie obowiązuje komplet ubrań, wolałabym wybrać coś bezpieczniejszego. 

czwartek, 31 stycznia 2013

Minirecenzje w ramach styczniowego denka

Walka z sesją nadal trwa. Następny egzamin mam jednak dopiero 5 lutego i znalazłam czas na napisanie nowego posta. Co prawda o regularnym dodawaniu wpisów mogę zapomnieć aż do 8 lutego, ale lepsze to, niż nic. 

Zapraszam na denko :)


1. Synergen, peeling do twarzy do cery wrażliwej - pisałam już o nim tutaj. Bardzo dobry produkt, niestety - Rossmann jak zwykle robiąc wszystko na opak zmienił opakowania i skład peelingu. Znakomity zdzierak o mylącej nazwie stał się teraz podobno faktycznie delikatny. Plus za dostosowanie produktu do opisu, minus za zrobienie na złość blogerkom ;). Siłą rzeczy nie jestem w stanie kupić go ponownie.

2. Alterra, Olejek do ciała Limetka & Oliwa - kolejny z wycofanych produktów Rossmanna. Kupiłam go bardzo dawno i faktycznie przeleżał swoje na półce. Stosowałam go na włosy i widziałam poprawę ich wyglądu, ale efekt nie należał to do tych rodzaju "mój ci on, będę kupowała do końca życia!". Miał przyjemny, cytrusowy zapach, choć jego siła mogła zniechęcać. Do tej konkretnej wersji na pewno bym nie wróciła, ale rozejrzę się za dostępnym teraz olejkiem z migdałami i papają. 

3. Under Twenty, Anti Acne!, Krem nawilżająco - matujący - po raz kolejny w denku i po raz kolejny używany :) był już w denku listopadowym. Całkowicie odpowiada moim obecnym potrzebom i na pewno jeszcze wiele razy do niego wrócę. 

4. Eveline, Slim Extreme 3D, Termoaktywne serum wyszczuplające - ten produkt tak naprawdę przeleżał na półce jakieś dwa miesiące, zanim sobie o nim przypomniałam. Przestał być mi w ogóle potrzebny, jego główna rola - wyszczuplanie - przestała się liczyć. Przerzuciłam się na balsamy/masła nawilżająco-ujędrniające i w tej kwestii nie mógł wygrać. Nawilżać nie nawilżał w ogóle. Owszem ujędrniał, ale dość przeciętnie. 
Z perspektywy czasu widzę, że używałam go przede wszystkim dla efektu rozgrzewania, które dawało złudzenie lepszego niż faktyczne działania. A potrafił przygrzać, oj, aż do bólu! I o ile lubiłam to uczucie na brzuchu czy udach, tak kiedy niepostrzeżenie odrobina trafiła na przedramię, cierpiałam męki. Zdenerwowało mnie w końcu to dokładne obmywanie nie tylko dłoni, ale i całych rąk po jego aplikacji i poszedł w odstawkę. 
Stwierdzam jednak, że do niego wrócę i przetestuję na świeżo jego możliwości.

5. Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Superskoncentrowane serum do biustu 'Total Push Up' - uwielbiam to serum! Piersi po nim są jędrne, miękkie i mają piękny kształt, a skóra jest sprężysta i dobrze nawilżona. Powiększać nie powiększa, ale zapobiega "znikaniu" piersi podczas odchudzania czy intensywnych ćwiczeń fizycznych. W dodatku jest bardzo wydajne - 200ml starcza na co najmniej dwa miesiące obfitego korzystania. Dodając do tego niską cenę (niecałe 15zł), otrzymujemy produkt naprawdę godny polecenia. 

6. Marion, Głęboko oczyszczające płatki na nos - oto przykład produktu, który nie robi nic. Usunął może ze trzy wągry na krzyż, reszta jak siedziała tak siedzi. Nie podrażnił, a jego zdejmowanie nie było trudne, ale mimo wszystko - nie płaciłam za efekt zerowy. 

7. Babydream fur Mama, Balsam do kąpieli - kosmetyk uniwersalny. Sprawdzał się w kąpieli, w higienie intymnej, a przede wszystkim w pielęgnacji włosów - po jego zastosowaniu były miękkie, nawilżone, dobrze oczyszczone. Świetnie zmywał oleje. Niestety Rossmann znowu wyszedł naprzeciw klientkom i wycofał balsam z oferty. Nie wiem, czy to kwestia zmiany składu, czy zniknął na stałe, ale wielka szkoda. Nawet nie zdążyłam zrobić zapasów. Obecnie myję włosy szamponem Babydream dla dzieci, który jest niezły, ale nie przebija tego balsamu.


Używałyście któregoś z tych kosmetyków? 

czwartek, 20 grudnia 2012

A jednak!


Olejki pojawiły się w Rossmannach. Co prawda dopiero dzisiaj, czyli prawie tydzień od rozpoczęcia promocji, i nie wszystkie, bo jedynie migdały & papaja w wersji z pompką, ale jednak mogę z radością potwierdzić, że coś w ich sprawie się ruszyło!

Nie w każdym R. są dostępne, w tych bardziej uczęszczanych zniknęły prawie od razu, ale są jeszcze miejsca, gdzie można je dostać. Krakowiankom polecam odwiedzenie Rossmanna na ulicy Karmelickiej przy Teatrze Bagatela, dzisiaj po południu było jeszcze sześć-siedem opakowań.

Krem Urea 5% również wrócił, co napełniło mnie niewysłowioną ulgą :)


wtorek, 18 grudnia 2012

Rossmann znów kombinuje?


Od 14 grudnia w nowej gazetce promocyjnej Rossmanna znowu widnieją olejki Alterry:

źródło
Data ich powrotu do drogerii jest ciągle przekładana, ale ponieważ na powyższym zdjęciu olejki pokazane są już w nowym opakowaniu (z pompką), myślałam, że w końcu się pojawią. Niestety w żadnym z odwiedzonych Rossmannów nie było nawet miejsca na półce na te olejki. Chyba że położono je gdzieś, gdzie nie sposób ich znaleźć – w ich pierwotnym położeniu są jednak inne kosmetyki.

Co denerwuje mnie nawet bardziej, to brak mojego ulubionego kremu do rąk Urea 5%. Wszystkie inne kremy Isany stoją na półkach w bardzo dużej ilości, a tego nie znalazłam w żadnym z trzech Rossów. Miejsce na półce jest, ale puste, niestety taka sytuacja trwa już od kilku tygodni… Trudno mi uwierzyć, że zawsze obecny krem – i to nie w pojedynczych egzemplarzach – nagle wyparował w całości za sprawą pragnących go konsumentek. Kierownictwo R. chyba musiało maczać w tym palce.

Boję się, że to kolejny produkt, który zostanie wycofany. Jeśli tak się stanie, chyba całkowicie zrezygnuję z kupowania w tych drogeriach, bo jego usunięcie byłoby czystą złośliwością. Zbiera dobre oceny, jest popularny, a cenę ma wyższą niż reszta kremów do rąk Isany, więc raczej nie jest to kwestia opłacalności.