poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rimmel Lasting Finish nr 19, czyli moja towarzyszka Kate

Pomiędzy oddawaniem projektów i zaliczaniem kolokwiów udało mi się znaleźć czas na napisanie o jednej z moich ulubionych pomadek. Mowa o maleństwie oznaczonym numerem 19 z serii Lasting Finish by Kate Moss firmy Rimmel. To chyba jedne z najbardziej popularnych szminek w blogosferze, ale ja dopiero niedawno postanowiłam dołączyć ją do kolekcji. Okazało się, że to była znakomita decyzja.

Rimmel Lasting Finish by Kate Moss nr 19
Gdzie? Rossmann, Hebe, Natura, Superpharm / Za ile? 17-19 zł

OPAKOWANIE

Pomadka zamknięta jest w estetycznym i solidnym czarnym opakowaniu z różowym autografem sławnej modelki. Szata graficzna produktu cieszy oko, jest dopracowana, lecz nie przekombinowana, a plastik powinien przeżyć bez uszczerbku upadki na twarde powierzchnie.

ZAPACH

Unoszący się przy aplikacji zapach jest dość mocny i charakterystyczny, aczkolwiek nie utrzymuje się na ustach. Czytałam opinie, iż Lasting Finish pachnie jak kisiel. Owszem udało mi się wychwycić woń tego deseru w wersji truskawkowo-poziomkowej, ale przełamuje ją raczej plastikowa nuta. A może ja po prostu dawno kisielu nie jadłam... Nie, żebym się krzywiła - kompozycja, choć wyraźnie wyczuwalna, jest obojętna mojemu nosowi.


KOLOR

19 jest brudnym różem. Pokuszę się o stwierdzenie, że ciemniejszą wersja mojego naturalnego koloru ust. Dzięki temu świetnie zaznacza je na twarzy, podkreśla ich kształt, makijaż jednak pozostaje stosunkowo neutralny. Oczy i usta grają ze sobą w idealnej harmonii. To dobra propozycja na dni, kiedy nie chcę rzucać się w oczy czerwienią - czy jakimkolwiek innym silnym kolorem przerzucającym większość uwagi na wargi - a jednocześnie utrzymać usta w odpowiednim stopniu wyrazistości. 19 nie jest krzykliwa, co nie oznacza, że niewidoczna - wręcz przeciwnie. Zwraca uwagę swoją subtelnością, pięknie pogłębiając barwę ust.



KONSYSTENCJA, DZIAŁANIE 

Konsystencja jest wręcz idealna - pomadka nie jest sucha; ani zbyt twarda, ani za miękka, nie ma "woskowatej" formuły, ani skłonności do roztapiania się. Aplikacja jest dziecinnie prosta. Lasting Finish pokrywa usta równym kolorem, nie wchodząc w załamania warg i nie podkreślając suchych skórek. Miłość do naszych ust manifestuje silnym przywiązaniem... może lepiej napiszę "wtopieniem" się w nie; i mimo, że trzyma mocno, to nie niszczy delikatnego naskórka. Praktycznie nie wysusza! 

W ciągu dnia pomadka nie migruje poza kontur ust, nie brudzi zębów. Trwałość ma zachwycającą, bez jedzenia czy picia pozostanie z nami tak naprawdę do chwili jej zmycia - może nie w pierwotnym zasyceniu, ale wciąż dobrze widocznym i schludnym. Jedzenie i picie zresztą również jej niestraszne. Owszem znacząco blednie, ale robi to z gracją - schodzi równo z całego obszaru ust i nadal jest zauważalna. 


PODSUMOWUJĄC... 

Dziewiętnastkę uwielbiam za wszystko - kolor, trwałość, wygodę użytkowania. Opakowanie, choć najmniej ważne, dopełnia obrazu szminki idealnej. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne odcienie, tym bardziej, że bohaterka tej recenzji ma czerwoną siostrę :)

Używałyście pomadek Rimmel Lasting Finish? Jakie są Wasze ulubione kolory?


9 komentarzy:

  1. Odcień jest śliczny i bardzo ładnie prezentuje się na Twoich ustach. Za szminkami Rimmel jednak nie przepadam. Nie odpowiada mi ich konsystencja i zapach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładny kolor;)
    Ja mam nr 10 i daje efet takiego matu i jest krwistoczerwona:) Lubię te szminki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie teraz przymierzam się do kupna 10 :)

      Usuń
  3. Kolorek dla mnie zbyt intensywny. Wolę jednak usta w bardziej neutralnym kolorze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam szminki z tej kolekcji ten kolorek może nie koniecznie dla mnie, ale cała seria jeśłi chodzi o jakość i design zdecydowanie na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem na tyle zadowolona, że chętnie sięgnę po inne kolory.

      Usuń
  5. Starałam się tak zwięźle wszystko określić, ale te 15 ml to dawka na twarz/szyję i dekolt (jako 7 'część ciała' obok rąk, nóg, pleców i brzucha). O ilości filtra krążą już legendy, ja sugeruję się faktorem PPD - im jest on wyższy, tym lepsza ochrona i na cm3 wypada nałożyć aż 2gramy. Natomiast kiedy w grę wchodzi czas ekspozycji słonecznej i SPF naszego filtra to właściwie trudno znaleźć złoty środek:P Ważne aby był, to już coś!

    Świetny kolor, mam nadzieję, że kiedyś wpadnie mi w łapki któraś z tych szminek.

    OdpowiedzUsuń