Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filtry uv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filtry uv. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2015

Pharmaceris S, krem ochronny do twarzy SPF 50 +

Jako wielka fanka używania filtrów UV całym rokiem, poszukuję wciąż coraz lepszych i możliwie przyjaznych portfelowi rozwiązań. Moim wieloletnim ulubieńcem jest emulsja matująca Vichy, niestety jest to produkt bardzo drogi, a jego popularność sprawia, że znika z aptecznych półek już wczesnym latem. Coraz większą wagę przywiązuję również do kupowania polskich kosmetyków, ale jeśli chodzi o filtry, z żadnego nie byłam jeszcze w 100% zadowolona - Ziaja i Dermedic zawiodły na całej linii jako zbyt ciężkie i tłuste, co do Bielendy, nie przekonywała mnie stabilność filtrów i łzawienie oczu podczas cieplejszych dni. 

Tym razem sięgnęłam po hydrolipidowy krem ochronny Pharmaceris S. Jeśli jesteście ciekawe, jak się u mnie sprawdził, zapraszam do dalszej części posta. 

Pharmaceris S, hydrolipidowy krem ochronny do twarzy dla dorosłych i dzieci SPF 50 +

Gdzie? Apteki, Superpharm, sklep firmowy | Za ile? Ok. 40 zł / 50 ml



OPAKOWANIE

Tubka z klapką, czyli standardowe i moim zdaniem najbardziej optymalne rozwiązanie dla tego typu produktu. Klapka trzyma się dobrze, zatrzaskuje się solidnie, ale nie musimy się siłować z otwarciem.

ZAPACH  I  KONSYSTENCJA 

Zapach wyczuwalny, ale neutralny - woń typowa dla kremu, pozbawiona zbędnych ozdobników. Konsystencja bardzo lekka, krem znakomicie się rozprowadza, i gdyby nie to, że dla pełnej ochrony należy do nałożyć jednorazowo przynajmniej 1,2 ml, taką przeciętną kroplą można by wysmarować pół twarzy. 

DZIAŁANIE 

Pharmaceris dokonał rzeczy rzadko spotykanej, łącząc bardzo wysoką ochronę i właściwości nawilżające z lekkością. Po nałożeniu odpowiedniej dawki trzeba trochę odczekać, potem wklepać nadmiar (unikniemy dzięki temu smug) i po kilku minutach możemy cieszyć się pięknie nawilżoną i gładką skórą. Filtra na twarzy właściwie nie czuć, nie zostawia tłustego filmu i wrażenia duszącej, ciążącej maski. Minimalnie bieli, więc na osobach o ciemnej skórze może wyglądać dziwnie, ale jasne cery, takie jak moja, mają dodatkowy profit w postaci subtelnie wyrównanego kolorytu cery. 

Skóra na początku może się świecić, ale po pełnym wchłonięciu na twarzy pozostanie zupełnie akceptowalny niewielki, zdrowy blask. Jeśli ktoś pragnie matu - porcja pudru załatwi sprawę na długie godziny. 


Filtr nie podrażnia skóry i nie wywołuje pospolitego ruszenia pryszczy i zaskórników. Nie szczypie również w oczy.

Co z najważniejszym, czyli ochroną? Jeśli nakładamy filtr kilkukrotnie w ciągu dnia, nie ma opcji, żeby się opalić. Ja przez kilka ostatnich dni nie miałam możliwości ponawiać aplikacji, więc Słońce chcąc nie chcąc mnie musnęło. Używany prawidłowo Pharmaceris spełnia swoje zadanie w zupełności. Niestety... taką emulsję Vichy często nakładałam tylko rano, a ona chroniła mnie dużo dłużej. Koszty użycia wychodzą więc bardzo podobnie. 

SKŁAD


Filtry:

Ethylhexyl Methoxycinnamate - chemiczny filtr chroniący przed UVB i w małym zakresie przez UVA
Octocrylene - wodoodporny i wysoce stabilny filtr chemiczny chroniący przez promieniowaniem UVA i UVB
Titanium Dioxide (nano) - filtr fizyczny chroniący przed UVA i UVB; stabilny, aczkolwiek w wersji nano cząsteczki mogą przyczynić się do powstawania wolnych rodników; ten wariant bieli mniej niż klasyczna odmiana TD
Ethylhexyl Triazone - chemiczny filtr chroniący przed promieniowaniem UVB
Butyl Methoxydibenzoylmethane - chemiczny filtr UVA; niestabilny, ale ten czynnik może zostać zmniejszony przez stosowanie innych filtrów
Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano) - filtr hybrydowy (fizyczno-chemiczny), chroniący przed UVA i UVB, stabilny i stabilizujący inne filtry

PODSUMOWANIE

Bardzo wygodny w użytkowaniu, stosunkowo tani, jeśli trafimy na niego w promocji, i do tego polski produkt - na pewno warto wypróbować. Uważam jednak, że bardziej nada się na mniej słoneczne dni, bo przy wyjątkowo mocnym promieniowaniu nie do końca sobie radzi. Czy kupię ponownie? Tak, aczkolwiek niekoniecznie na wakacyjny wyjazd. 

sobota, 4 lipca 2015

Wielka piątka: kosmetyczni ulubieńcy czerwca 2015

O ile ulubieńcy maja były bardzo dobrymi, ale mającymi wady produktami, tak w czerwcu używałam kosmetyków, które mogę zaliczyć do prawdziwych perełek. Ba, niektóre nie są dla mnie nowościami i z przyjemnością używam już którychś z kolei egzemplarzy. 



Sylveco, lekki krem nagietkowy - na początku nie byłam do niego przekonana, wydawało mi się, że nie robi nic. Doceniłam go, gdy przyszły upalne dni. Okazał się świetnie nawilżającym, zmiękczającym i kojącym kremem. Faktycznie jest bardzo lekki i szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustawego filmu. Pobił moją ulubioną rokitnikową wersję. Ma najprzyjemniejszy zapach z całej trójki kremów z serii i jest zdecydowanie najlżejszy; świetnie zachowuje się na skórze mieszanej, nie powodując jej przesuszania, a jednocześnie delikatnie ją matując. Do tego kolejny oczywisty plus - higieniczne opakowanie i naturalny skład. Ideał!

Vichy, Ideal Soleil, emulsja matująca SPF 30 - długo zastanawiałam się, czy umieścić tu ten filtr. Z jednej strony - produkt idealny do noszenia. Wchłania się raz-dwa do płaskiego matu i utrzymuje twarz zmatowioną przez cały dzień. Nie zostawia na skórze żadnego filmu, makijaż trzyma się na tym produkcie jak na suchej, czystej skórze. Może zostawiać smugi, ale to kwestia wprawy w aplikowaniu - należy go wklepywać, a nie wcierać. Darowałam sobie pełną recenzję, bo w praktyce zachowuje się jak wersja z SPF 50, którą już zdążyłam zrecenzować. W czym więc problem? W różnicy w składzie... Trzydziestka ma z zupełnie niezrozumiałego powodu alkohol denaturyzowany na drugim miejscu INCI. Ta emulsja jest idealnym filtrem pod tym względem, że kompletnie nie czuć jej na twarzy. Natomiast nie jestem pewna, czy moja skóra jest zadowolona z codziennej dawki wyżej wymienionego typu alkoholu, nawet jeśli filtr kładę na krem nawilżający. 

Pharmaceris T, krem z 10% kwasem migdałowym - mój ulubieniec od wielu miesięcy, pomyślałam więc, że warto o nim przypomnieć. Wciąż wiedzie prym w mojej wieczornej pielęgnacji i skutecznie zapobiega pojawianiu się jakichkolwiek wyprysków. Dobrze wygładza skórę i jego jedyną wadą jest po prawdzie jedynie brak działania w kwestii zaskórników - niestety do tej pory nic sobie z nimi nie poradziło. Dla mnie, osoby, u której wszystko wywoływało wysyp mniejszych i większych krostek, ten krem jest wybawieniem. 




Węgiel w kosmetycznych ulubieńcach? A jednak. Po przeczytaniu posta Aliny Rose o maseczce z węgla aktywnego, która pomaga pozbyć się zaskórników, pobiegłam to apteki i z rzeczonym węglem wróciłam. Węgiel dobrze oczyszcza i wygładza skórę. Zaskórników jeszcze nie ruszył, ale nie poddaję się, bo wiem, że na to trzeba czasu. Na razie mieszam go z tonikiem Bielendy, w planach mam zamienienie go na jakiś hydrolat. 




Yves Rocher, Pur Bleuet, delikatny płyn do demakijażu wrażliwych oczu - najlepsza płyn dwufazowy, jaką kiedykolwiek miałam. Same zalety! Błyskawicznie usuwa nawet wodoodporny makijaż, nie podrażnia, w dodatku jest bardzo wydajny - z tym zawsze jest problem. Większość dwufaz wykańczam w ciągu miesiąca, tutaj po miesiącu jest jeszcze ponad połowa opakowania. Warto jednak zaznaczyć, że jest tłustszy niż wiele podobnych mu kosmetyków i zostawia na powiekach warstwę, która nie każdemu może odpowiadać - mnie jest to jednak zupełnie obojętnie. 

Czy któryś z tych produktów jest też Waszym ulubieńcem?

czwartek, 25 września 2014

Cudo z małym "ale" - Bielenda Bikini, ochronny krem do twarzy 30 SPF

Wracam po dłuższej przerwie, mam nadzieję, że powoli znowu wpadnę w rytm regularnego pisania postów. Na dobry początek opiszę filtr, który często towarzyszył mi tego lata i który niespodziewanie stał się moim ulubieńcem. Wiem, że jest już jesień, ale myślę że wśród moich Czytelników znajdą się osoby, które filtrów używają przez okrągły rok i ta recenzja przyda im się w wyborze taniego i zarazem dobrego produktu. 

Bielenda Bikini, Ochronny krem do twarzy 30 SPF

Gdzie? Hebe, Rossmann | Za ile? Ok. 15 zł / 50 ml (często w zestawach)

OPAKOWANIE

Klasyczna tubka o wygodnym zamknięciu w postaci klapki. Napisy nadrukowane, a nie naklejone, więc nie ma obaw, że np. przy kontakcie z wodą stracimy etykiety. 


ZAPACH I KONSYSTENCJA

Filtr charakteryzuje się dość mocnym, słodkim, kwiatowym zapachem. To przyjemna dla nosa kompozycja, ale na dłuższą metę może stać się uciążliwa. W kosmetykach do twarzy wolę niewielkie natężenia zapachów i chociaż silna woń nie utrzymuje się na skórze długo, to aplikacja kremu byłaby nieco milsza, gdyby nie pachniał tak mocno.

Filtr jest bardzo gęsty i minimalnie tłusty, wydaje się ciężkim kosmetykiem, ale o dziwo w miarę rozprowadzania go po twarzy robi wrażenie podobne do przeciętnego kremu na noc, skóra przyjmuje go bezproblemowo.


DZIAŁANIE

Krem przepięknie zachowuje się podczas aplikacji. Szybko się wchłania i nie bieli, nawet jeśli nałoży się dużą jego ilość. Nie trzeba straszyć białą twarzą, nie ma choćby pojedynczych smug (co zdarzało się w przypadku Vichy). W dodatku, czego nie spodziewałam się, biorąc pod uwagę tłustawą formułę kremu - praktycznie w ogóle nie wpływa na błyszczenie się twarzy. Skóra świeci się odrobinę mocniej, ale jest to estetyczny i subtelny blask. Często wychodziłam z domu z samym filtrem na twarzy i nie potrzebowałam nawet pudru matującego, aby wyglądać dobrze.

Filtr wchłania się praktycznie całkowicie, pozostawiając jedynie delikatną powłoczkę, która nadaje skórze gładkość i miękkość pupci niemowlaka. Warstewka jest wyraźnie wyczuwalna, ale cienka i absolutnie nie tłusta czy klejąca.

Producent obiecuje nawilżenie i rzeczywiście ma rację. Ba, zdarzyło mi się nawet przez kilka dni nie móc używać kremu nawilżającego, więc ratowałam się tym filtrem - skóra pozostała w świetnej kondycji, nie była sucha i ściągnięta.


Krem nakładałam również pod makijaż. Byłam naprawdę zadowolona z efektu - co prawda błyszczenie twarzy w takiej konfiguracji nieco bardziej rzucało się w oczy, a podkład trochę szybciej ścierał, ale i tak w porównaniu z innymi filtrami (Dermedic, Ziaja) wygląd skóry był o niebo lepszy i dorównywał temu, który znam z emulsji Vichy

Ochrona przeciwsłoneczna wynosi "jedynie" 30 SPF, ale w praktyce jest niewiele mniejsza od tej, którą zapewnia 50 SPF. Opalenia twarzy nie odnotowałam, więc na pierwszy rzut oka mogę potwierdzić działanie ;).

Jedynym problemem bywało szczypanie oczu - mimo że nakładałam krem z dala od powiek, i tak w ciągu dnia potrafił przemieścić się np. wraz z potem i dostać do oczu, powodując okropne pieczenie. Do tej pory tylko filtr Ziai sprawiał mi takie "niespodzianki".

Obawiałam się ataku wyprysków i zanieczyszczonych porów, ale nic takiego się nie stało.

SKŁAD


Tradycyjnie już, wyszczególnione filtry:

Ethylhexyl Methoxycinnamate - chemiczny filtr UVB, ulega częściowej degradacji pod wpływem promieni słonecznych, może zaburzać gospodarkę hormonalną;
Octocrylene - fotostabilny filtr UVB/UVA2, pomaga stabilizować inne filtry
Butyl Methoxydibenzoylmethane - chemiczny filtr blokujący całe spektrum promieniowania UVA; nie jest fotostabilny, ale dzięki obecności Octocrylene można przedłużyć jego działanie.

Podsumowując - Bielenda Bikini niestety nie zachwyca doborem filtrów i to jest największa wada tego produktu. Krem należałoby reaplikować bardzo często, pamiętając jednak o szkodliwości pierwszego z filtrów. 

PODSUMOWANIE

Bielenda zaprezentowała tani i zaskakująco wygodny w użyciu filtr do twarzy. Poza ochroną przeciwsłoneczną również pielęgnuje cerę, dodatkowo nie bieli i nie pozostawia na twarzy tłustej maski. Dla cer tłustych i mieszanych będzie świetnym rozwiązaniem. Uważam jednak, że lepiej używać go w chłodniejszych porach roku, najlepiej na zmianę z innym produktem o bardziej stabilnej ochronie. Dla mnie głównym filtrem pozostaje emulsja Vichy, ale z powodu wysokiej ceny i kiepskiej dostępności w drugiej połowie roku, będę ją zastępować właśnie tym kremem Bielendy - nosi się go zdecydowanie najlepiej ze wszystkich tanich filtrów, jakie stosowałam do tej pory. 

środa, 23 lipca 2014

Filtry UV w sprayu: AA kontra Bielenda

Nie przepadam za filtrami w kremie: bielą, brudzą ubrania, nigdy do końca się nie wchłaniają, pozostawiając na skórze tłustą, klejącą warstwę. Pojawienie się na rynku mnóstwa tego typu produktów w sprayu było jak objawienie - w końcu coś wygodnego! Czy na pewno? Jeśli jesteście zainteresowane, czy warto inwestować w taką formę ochrony przeciwsłonecznej, zapraszam do dalszej części posta.


AA Sun, Ochrona przeciwsłoneczna, SPF 30

Bielenda Bikini, Transparentny spray do opalania, SPF 20 

Gdzie? Hebe, Superpharm | Za ile? AA - ok. 29 zł / 150 ml, Bielenda - ok. 22 zł / 150 ml
OPAKOWANIE

Po względem estetyki wygrywa AA. Solidna, ciekawa graficznie butelka ma ponadto dobrze trzymającą się skuwkę i aerozol umożliwiający rozpylanie produktu ciągłym strumieniem. Można przyczepić się jednak do tego, iż strumień ten jest za mało skoncentrowany, toteż część produktu zamiast na naszym ciele ląduje na okolicznych przedmiotach. Wadą jest również brak kontroli nad zużyciem kosmetyku, jego bliski koniec możemy przewidywać jedynie kontemplując wagę opakowania.

Bielenda nie wygląda zbyt wyjściowo, ale etykiety przekazują wszystkie niezbędne informacje, więc nie jest źle. Gorzej z nasadzoną zbyt lekko skuwką, która może się zsunąć, gdy wrzucimy produkt do walizki. Również i atomizer nie do końca mnie przekonuje, jednokrotnie wyrzuca zbyt małą ilość produktu - klikanie nim w nieskończoność to średnia rozrywka, w dodatku w pewnych miejscach niewygodna, bo butelki nie da się trzymać do góry nogami - aplikacja filtra na łydki to istna ekwilibrystyka. Średnica strumienia w porządku, stan zużycia widoczny.



ZAPACH I KONSYSTENCJA

AA jedzie alkoholem. W połączeniu z wszędobylskim strumieniem kosmetyku, nietrudno zgadnąć, iż aplikację najlepiej przeprowadzić na płytkim oddechu w dużym, najlepiej wietrzonym pomieszczeniu. Małe łazienki z lufcikiem odpadają, chyba że chcemy odlecieć.

Co innego Bielenda. Tu zapach jest subtelny, słodki, nieco waniliowy. Można wdychać z przyjemnością ;) 

Konsystencję filtra AA trudno mi opisać, jest dość lekka, nieco tępa, trochę w typie lakieru do włosów - produkt rozprowadza się łatwo, można go dokładnie wmasować, jedynie w ostatnim studium aplikacji staje się odrobinę klejący. 

Bielenda wygląda się i zachowuje jak typowa oliwka. Bajeczne rozprowadzenie, słabe wchłanianie. 


KOLOR

Filtry w sprayu koloru nie mają. Bielenda co prawda przy wmasowywaniu kosmetyku pokazuje lekko odrobinę bieli, ale po chwili i ta znika. Przezroczystość gwarantowana jest więc i u Bielendy, i u AA.

DZIAŁANIE

Brak koloru w tych kosmetykach jest niestety równocześnie wadą, bo trudno stwierdzić, czy nałożyliśmy odpowiednią ilość produktu. Ciężko jest to odmierzyć i brakuje podstawowego kryterium "do uzyskania widocznej warstwy", bo żadna warstwa, poza tą mokrą, się nie pojawia. O ile jeszcze Bielendę dałoby się przepsikać do miarki, to już w przypadku AA takiej opcji nie ma. Zresztą komu chciałoby się w to bawić? 

AA dość szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze żadnego wyczuwalnego filmu. Skóra jest nieco gładsza, ma subtelny połysk i to właściwie tyle. Można zapomnieć o tym, iż nałożyło się filtr, poza tym że padające promienie Słońca są zdecydowanie mniej bolesne niż w przypadku wyjścia na zewnątrz z gołą skórą. Mimo powalającej ilości alkoholu w składzie, nie zauważyłam żadnego wysuszenia. 


Bielenda to, jak już wspomniałam, praktycznie oliwka. Nie wchłania się do końca i nawet po kilku godzinach możemy zostawiać po sobie ślady, ale poza tym nosi się dobrze. Skóra jest bardzo gładka, lekko połyskuje w Słońcu, przy dotknięciu wyraźnie czuć pozostawioną warstwę, ale nie jest ona tłusta czy klejąca. Z obiecywaną przez producenta wodoodpornością się zgodzę, chociaż i tak po kontakcie z wodą lepiej ponownie zaaplikować produkt. Nawilżenie również jest odczuwalne, chociaż balsamu filtr na pewno nie zastąpi.

Jak z ochroną? Przez ostatnie tygodnie spędziłam mnóstwo czasu na pełnym Słońcu, więc mogę ocenić dokładnie - filtry działają jak powinny. Skóra ledwo zauważalnie zbrązowiała (zaznaczam, że nie było kiedy reaplikować produktu), mogę mówić raczej o wyrównaniu kolorytu niż opaleniźnie. Widzę wyraźną różnicę między nogami a stopami, o których raz zapomniałam, a z których w późniejszym czasie produkt częściowo schodził (uroki chodzenia w często mokrej trawie). Nie ma różnicy między częściami ciała zakrywanymi ani odkrywanymi oraz tymi na które nakładałam suto filtr 50SPF w kremie a tymi z filtrem AA.

Wydajność dość przeciętna, około dwóch tygodni codziennego nakładania na całe ciało. 

SKŁAD

Bielenda:


Ethylhexyl methoxycinnamate - chemiczny filtr UVB, samodzielnie niezbyt stabilny.
Octocrylenechemiczny filtr blokujący UVB i krótkie UVA, stosunkowo słaby, ale stabilny i stabilizujący inne filtry. 
Butyl methoxy-dibenzoyl-methane chemiczny filtr UVA, niestabilny, ale obecność Octocrylene wpływa na jego trwałość w promieniach słonecznych.   

Dodatkowo Tocopheryl Acetate, przeciwutleniacz. Filtry chemiczne wpływają na powstawanie wolnych rodników, więc takie składniki są bardzo mile widziane.

AA:


Homosalate - chemiczny filtr UVB, niezbyt stabilny
Benzophenone-3 - chemiczny filtr UVB i UVA, bardzo stabilny i stabilizujący inne filtry 
Ethylhexyl salicylate - chemiczny filtr UVB, pod wpływem promieniowania słonecznego ulega pewnej degradacji.
Butyl methoxy-dibenzoyl-methane - chemiczny filtr UVA, niestabilny, ale obecność filtrów stabilnych i stabilizatorów wpływa na jego trwałość w promieniach słonecznych.   

Mamy tutaj Diethylhexyl 2 6-naphthalate - stabilizator. Obecny jest również Tocopheryl Acetate, ale po Parfum, czyli nie warto nawet brać go pod uwagę. 


PODSUMOWANIE

Każdy z tych kosmetyków ma swoje wady i zalety. Nie potrafię wybrać jednego - oba przypadły mi do gustu, a jednocześnie żaden z nich nie jest ideałem. Działają jak trzeba, potykają się w drobiazgach, takich jak zapach czy wygoda aplikacji. Mam jednak nadzieję, że powyższym zestawieniem ułatwiłam Wam wybór :)

sobota, 10 maja 2014

Ziaja Med, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy SPF 50+

Przyszedł czas na kolejny krem z filtrem - tym razem jest to produkt Ziai. Firma jakiś czas temu wprowadziła do sprzedaży trzy rodzaje takich kremów, każdy z filtrem SPF50+: tonujący, matujący i przeciwzmarszczkowy. Tonujący mnie nie interesował, a na temat dwóch ostatnich słyszałam opinie, że sprawują się podobnie, więc w związku ze słabą dostępnością matującego, wybrałam przeciwzmarszczkowy.

Swoją drogą, każdy filtr jest przeciwzmarszczkowy, bo utrudnia promieniom UVA, odpowiedzialnym za starzenie się skóry, przenikanie przez nasz naskórek ;) wiadomo jednak o co chodzi, w bohaterze dzisiejszej opowieści powinny znaleźć się pewne dodatkowe składniki, o czym niżej. 


Ziaja Med, Przeciwzmarszczkowy krem do twarzy SPF 50+ 

Gdzie? Super-Pharm, apteki, wyspy i sklepy firmowe Ziaja | Za ile? 18,99-23,99 zł / 50 ml


OPAKOWANIE

Zakręcana tubka o standardowej pojemności 50 ml. Otwór wąski, dobrze przemyślany, bo dopasowany do konsystencji produktu (o czym niżej) - wydobycie kremu jest wygodne i nie wiąże się z ryzykiem, że przy najmniejszym przyciśnięciu tubki wylejemy na siebie połowę jej zawartości. Nie spodoba się tym, którzy lubią odmierzać odpowiednią ilość filtra strzykawką, bo jej końcówka po prostu się w tym otworze nie zmieści. 


ZAPACH I KONSYSTENCJA

Krem posiada wyrazisty, przyjemny dla nosa zapach - powiedzmy że jakiś bukiet kwiatów, takie fiu-bździu, jak producenci chcą żeby ładnie pachniało, ale nie chcą sugerować jakiejś jednej konkretnej, znanej nam z życia codziennego woni. 

Konsystencja lekka, nietłusta, ale zwarta - produkt nie przelewa się przez palce. Na skórze rozprowadza się jak marzenie, jak zwykły krem nawilżający na dzień. Warto zwrócić tu uwagę na żółtawy kolor kremu (któremu niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciu) - na szczęście nie jest on później widoczny na skórze.


DZIAŁANIE

Dzięki lekkiej formule krem wchłania się jeszcze w trakcie aplikacji, nie bieli i nie pozostawia grubej tłustej warstwy, aczkolwiek dokładne wklepanie produktu jest wysoce pożądane. Świecenie twarzy niestety jest obecne, ale do zaakceptowania. Filtr solo prezentuje się całkiem nieźle - co prawda lekki błysk zostaje, ale nie ma wrażenia posiadania na twarzy maski, można wyłonić się z domu bez przypału


Dużą wadą kremu jest to, że mimo wszystko pozostawia na powierzchni skóry klejący film, przez co trzeba być przygotowanym na usuwanie z twarzy przyczepiających się włosów. Rzutuje to również na jakość makijażu - chociaż make-up trzyma się na filtrze cały dzień i nie waży się, to nie może w pełni wgryźć się w skórę i przy najmniejszym dotknięciu zostaje czy to na chusteczce, czy na palcach. Biada tym którym rzęsa spadnie na policzek - bezwiedne przesunięcie dłonią po skórze w celu usunięcia niechcianej ozdoby skończy się ściągnięciem fragmentu podkładu i malowniczą smugą. Efekt ten maleje co prawda z godziny na godzinę i pod koniec dnia jest minimalny, ale nie jest to w żadnym wypadku zjawisko naturalne ani wygodne. 

Poza tym mankamentem twarz wygląda naprawdę dobrze, raz zmatowiona - bez większych problemów - utrzymuje lekki, raczej estetyczny, powiedziałabym nawet zdrowy połysk. Niestety, filtr idealny to taki, o którym się zapomina, iż się go nałożyło - o Ziai mogę mówić w kategorii filtra zaledwie poprawnego.

SKŁAD


Filtry (wszystkie chemiczne):


Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate - fotostabilny filtr blokujący promieniowanie UVA, maks. dopuszczalne stężenie 10%.
Ethylhexyl Methoxycinnamate - wodoodporny filtr blokujący promieniowanie UVB o maksymalnym stężeniu w kosmetyku 7,5%. Ulega degradacji w świetle słonecznym, ale może być stabilizowany innymi filtrami. 
Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine - absorbuje promieniowanie UVA i UVB. Fotostabilny, zapobiegający degradacji innych filtrów.
Ethylhexyl Triazone - wodoodporny filtr blokujący promieniowanie UVB.

Ponadto Hydrogenated Dimer Dilinoleyl/Dimethylcarbonate Copolymer odpowiada za zwiększenie wodoodporności kosmetyku. 

Nie uznaję filtrów jako produktów stricte pielęgnacyjnych, więc zawarte w składzie składniki działające przeciwzmarszczkowo nie mają dla mnie większego znaczenia, ale w czystej przyzwoitości wymienię: mamy tu nawilżające glicerynę (Glycerin), pantenol (Panthenol) i hialuronian sodu (Sodium Hyaluronate), a dodatkowo Octan tokoferylu (Tocopheryl acetate), który jest przeciwutleniaczem (hamuje procesy starzenia się skóry) wzmacniającym barierę naskórkową, dzięki czemu zapobiega utracie wody jednocześnie ograniczając przenikanie obcych substancji. 

PODSUMOWANIE

Krem Ziai co prawda nie dorasta do pięt niewidzialnej emulsji Vichy, ale na pewno sprawuje się lepiej niż tłusty filtr Dermedic. Owszem, ma wady i wymaga poświęcenia makijażowi większej niż standardowo uwagi i ostrożności, ale biorąc pod uwagę bardzo niską cenę, myślę, że można przymknąć na to oko - koniec końców nosi się dobrze. Nie będzie moim ulubieńcem, ale może stanowić niezłej jakości alternatywę w momentach posiadania dziury w portfelu. 

środa, 26 marca 2014

Dermedic Sunbrella, krem ochronny SPF 50+ dla skóry tłustej i mieszanej

Kiedy zaczynałam zabawę z filtrami, miałam dzień rozrzutnika i kupiłam jednocześnie dwa filtry - o jednym już czytaliście, dziś przyszedł czas na drugi produkt. Zapraszam do lektury.

Dermedic, Sunbrella, Krem ochronny 50+ skóra tłusta i mieszana
Gdzie? Apteki, Superpharm | Za ile? Ok. 31zł / 50ml
OPAKOWANIE

Tubka jak tubka, kartonik jak kartonik. Ładne i porządnie wykonane. Producent do kremu dodaje piłkę plażową! Niestety nie pokażę jej wam, bo wrzuciłam ją gdzieś w mroczne odmęty swojego pokoju. Miły gest, chociaż ja pomimo morza w sercu nie czuję słabości do piłek plażowych. Ciężko że to-to odbija gdy powiewa bryza. Nevermind - tak naprawdę nie mam się do niczego przyczepić. 


ZAPACH I KONSYSTENCJA 

Krem w ogóle nie pachnie. Nie zawiera żadnych substancji zapachowych, ale i pozostałe składniki nie wydają z siebie żadnych właściwych sobie woni. 

Konsystencja gęsta i tłusta, rozprowadzenie kremu na twarzy nie stanowi jednak problemu.

DZIAŁANIE

Niestety nie ma opcji, by wyjść do ludzi z samym filtrem na skórze. Dermedic bieli twarz i wywołuje duży błysk. W tej kwestii nie widzę różnicy pomiędzy tym kremem a najtańszym filtrem do twarzy z drogerii, obie opcje zostawiają na skórze tłustą warstwę. Nie ma sensu czekać na pełne wchłonięcie, gdyż ono nie nastąpi, a usilnie wcieranie filtra tylko osłabi ochronę przeciwsłoneczną. 

Makijaż jest więc konieczny. Ciężko przewidzieć, jak dany podkład zareaguje na kontakt z filtrem, ośmielam się jednak stwierdzić, że jeśli jesteście zadowolone ze swojego podkładu nałożonego bez filtra, i w tym przypadku się spisze. Osiądzie na skórze normalnie, nie zważy się i nie spłynie w ciągu dnia. Nie zauważyłam, by filtr wpływał na obniżenie trwałości makijażu - u mnie podkład (Revlon Colorstay) nadal utrzymuje się do późnego wieczora. Chociaż filtr przestaje być widoczny, po dotknięciu twarzy można wyczuć pod palcami ciut tłusty film.


Zmatowienie twarzy to wyższa szkoła jazdy i bez dużej ilości dobrego pudru się nie obędzie. Da się uzyskać zdrowy i estetyczny efekt, ale minimalne tłustawe błyszczenie zawsze pozostanie. Krem nie przyspiesza produkcji sebum, a mat utrzymuje się długo - w moim przypadku poprawki w ciągu dnia są zbędne. 

Plusem kremu jest to, że nie podrażnia i nie wysusza skóry. Powiedziałabym nawet, że nieco ją nawilża i daje ukojenie kiedy mam wrażenie, iż jest zbyt sucha. Dodatkową zaletą jest fakt, iż nie zapchał mojej cery - w czasach gdy emulsja ochronna Vichy wywoływała u mnie wysyp krostek (a właściwie gdy wszystko go wywoływało - przeczytacie o tym tutaj), ratowałam się Dermedikiem i nigdy nie wyskoczyło mi na twarzy nic nadprogramowego. 

SKŁAD


Octocrylene - filtr chemiczny, blokuje promieniowanie UVB i krótkie UVA, stabilny, lecz dość słaby
Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol - chemiczno-fizyczny, chroni przed UVA i UVB, stabilny, może również wpływać na zwiększenie stabilności innych filtrów
Butyl Methoxydibenzoylmethane - chemiczny, chroni przed UVA, samodzielnie niestabilny
Titanium Dioxide - filtr fizyczny, chroni zarówno przed UVB jak i UVA, stabilny
Bis-ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine - chemiczny, chroni przed promieniowaniem UVA i UVB, stabilny, pomaga zwiększyć stabilność innych filtrów


PODSUMOWANIE 

Na początku nie byłam przekonana do tego kremu, ale z czasem nauczyłam się go akceptować, a nawet go polubiłam. Nie jest idealny - nie należy do kategorii filtrów o których zapominamy, że mamy je na twarzy - ale używa się go dobrze. Nie mogę go polecić wszystkim jak leci. Te z Was z bzikiem na punkcie matowej cery powinny go sobie odpuścić, ale jeśli należycie do osób, którym inne kremy o wysokim SPF zapychają cerę, możecie dać mu szansę.

czwartek, 6 marca 2014

Filtr idealny - Vichy Capital Soleil SPF50, emulsja matująca

Wielu osobom filtry przeciwsłoneczne kojarzą się z latem i plażą, ale widzę, że coraz więcej kobiet decyduje się na używanie ich całym rokiem - w tym i ja, zwłaszcza teraz, gdy stosuję kwasy. Temat szkodliwego działania promieni słonecznych - zwłaszcza UVA - na cerę jest materiałem na osobny post. Dzisiaj chcę opisać filtr, który był ze mną i nad morzem, i w mieście, i latem, i jesienią, i jest obecny teraz - a który wśród blogerek zyskał niemałą popularność. 

Vichy, Capital Soleil, Mattifying Face Fluid Dry Touch SPF50 
emulsja matująca do cery mieszanej i tłustej z filtrem 50SPF
Gdzie? Superpharm, aptekiZa ile? Ok. 50 zł / 50 ml

OPAKOWANIE

Słoneczna, przyjemna dla oka tubka o pojemności 50 ml zapakowana w podobny wizualnie kartonik (który z nieznanych nawet sobie powodów wyrzuciłam). Wygodna, porządna klapka. Skład niestety tylko na wyżej wymienionym kartoniku, ale z tyłu tubki mamy za to wielojęzyczne ostrzeżenie o szkodliwości Słońca i konieczności reaplikowania produktu - z racji takiej treści mogę brak składu odpuścić. 

ZAPACH I KONSYSTENCJA

Zapach podoba mi się głównie dlatego, że kojarzy mi się z najgorętszymi dniami lata i morzem, a jak wiadomo, najpiękniejsze są te wonie, z którymi łączą nas piękne wspomnienia. Na serio jednak - zapach filtra jest wyraźnie wyczuwalną mieszanką kwiatów i specyficznej aptecznej kremowości. Uwielbiam go!

Konsystencja w miarę gęsta, filtr nie spływa podczas aplikacji, ale jest jednocześnie na tyle rzadki, że rozprowadzenie go nie sprawia żadnych problemów.


DZIAŁANIE

Emulsja błyskawicznie się wchłania, nie ma obecnej przy wielu filtrach lepkiej, białej powłoki i czekania pół godziny, aż całość wsiąknie. Tutaj skóra przyswaja produkt od razu, jeszcze w trakcie aplikacji. Na powierzchni zostaje cieniutka warstewka, w żadnym wypadku nie jest tłusta czy klejąca. Przy nieuważnym wcieraniu może zostawić na twarzy lekkie smugi, przeważnie jednak da się uniknąć tego efektu. Poza ewentualnymi niedociągnięciami powstałymi w naszej winy Vichy nie bieli.

Twarz tuż po użyciu kosmetyku się błyszczy, ale w miarę upływu czasu wraca do stanu sprzed aplikacji - a więc do matu lub delikatnego, zupełnie naturalnego połysku. Twarz pozostaje sucha, gładka, przyjemna w dotyku. Jeśli nie nakładamy makijażu, możemy wyjść z domu z samym filtrem na twarzy i będzie to wyglądało dobrze!


Aby zrobić makijaż, wystarczy odczekać nie więcej niż 10 minut, a wszystko odbywa się tak, jakbyśmy filtra na skórze w ogóle nie mieli. Podkład i inne kosmetyki kolorowe dobrze rozprowadzają się na skórze i nie ważą. 

W ciągu dnia mat, także ten nadany pudrem, jest nadal obecny. Makijaż utrzymuje się na twarzy cały dzień, jeśli jednak w normalnych warunkach mamy problem z błyszczeniem, to i tu po paru godzinach można go doświadczyć. Generalnie - można zapomnieć, że mamy na twarzy cokolwiek dodatkowego :)

Ochrona, jak to ochrona - w tę przed UVA możemy wierzyć i zweryfikować słowa producenta na starość, ta UVB jest widoczna od razu. W czasie wakacji twarz prawie w ogóle mi się nie opaliła, a po tygodniu spędzonym na pełnym słońcu nad morzem jedynym świadectwem tego, że nie siedziałam ciągle w cieniu, były piegi na moim nosie i policzkach - karnacja pozostała ta sama. Tu uprzedzę, że jestem leniem filtr nakładałam raz do dwóch razy dziennie (tak, należą mi się cięgi).

Kolejną zaletą jest to, że emulsja mimo specyficznej formuły nie wysusza cery.

Za tymi wszystkimi zaletami kryje się jednak jedna wada. Każdorazowe użycie emulsji powodowało na mojej twarzy wysyp krostek, nawet wtedy, gdy już od pewnego czasu używałam kwasów. Ostatnio jest już wyraźnie lepiej, ale wciąż uważnie obserwuję cerę. Jeśli nic się nie zmieni, poszukam innego filtra, na chwilę obecną jednak nadal go używam. Zapychanie to nie jego wina - to ja muszę lepiej zadbać o skórę.

O wydajności nie ma co mówić, bo taka tubka, zgodnie z zaleceniami - czyli 1 ml każdorazowo na twarz - powinna wystarczyć na 50 razy, nie ma w tym wielkiej filozofii. Produkt jest ważny przez 12 miesięcy od otwarcia, więc nawet jeśli nie używamy go codziennie, nie powinno być problemów ze zużyciem.


SKŁAD
Water, Homosalate, Silica, Ethylhexyl Salicylate, Ethylhexyl Triazone, C12−15 Alkyl Benzoate, Bis−Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Drometrizole Trisiloxane, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Octocrylene, Glycerin, Pentylene Glycol, Styrene/Acrylates Copolymer, Potassium Cetyl Phosphate, Parfum / Fragrance, Caprylyl Methicone, Acrylates/C10−30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Aluminum Hydroxide, Caprylyl Glycol, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Dimethicone, Disodium EDTA, Inulin Lauryl Carbamate, PEG−8 Laurate, Phenoxyethanol, Poterium Officinale root Extract, Stearic Acid, Stearyl Alcohol, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Titanium Dioxide, Tocopherol, Triethanolamine, Xanthan Gum, Zingiber Officinale root Extract / Ginger roqt Extract        

Legenda:

filtry chemiczne UVB

filtry chemiczne UVA/UVB
filtr chemiczny UVA
filtr fizyczny UVA/UVB


Filtry chemiczne generalnie chronią lepiej, a przy tym nie bielą skóry i nie powodują jej błyszczenia, co jest domeną filtrów fizycznych. Jeśli chodzi konkretnie o te użyte w emulsji: filtry UVB ulegają pewnej degradacji pod wpływem światła słonecznego, aczkolwiek nie ma dowodów potwierdzających zmniejszenie zapewnianej przez nie ochrony. Reszta, poza Butyl Methoxydibenzoylmethane, jest fotostabilna. Octocrylene stabilizuje resztę filtrów. 


PODSUMOWANIE

Wspaniały filtr, który chroni skórę i nie oczekuje w zamian żadnych poświęceń. Świetnie prezentuje się solo, ładnie współpracuje z makijażem. Niestety na problematycznej skórze potrafi narobić niezłego bałaganu. Zamiast odrzucać go, proponuję jednak popracować nad stanem cery, bo zdecydowanie warto!

Obecnie jeszcze ciężko spotkać go w sprzedaży, ale apteki zamawiają pakiety filtrów właśnie w marcu. Jeśli emulsja Was zainteresowała, trzymajcie rękę na pulsie :)

EDIT:
Iwetto zwróciła moją uwagę, iż filtr już jest w sklepach, ale w nowej szacie graficznej (nie widziałam go jednak jeszcze w aptekach internetowych). Chwilę później weszłam na blog Ziemoliny i faktycznie widnieje tam zdjęcie nowej wersji - kliknijcie tutaj, by wiedzieć czego szukać :)

środa, 25 września 2013

Znalazłam w zakładkach

Często spotykam się na blogach z wpisami, w których autorki polecają znalezione w sieci rzeczy - artykuły, blogi, filmy, grafiki. Przyznam, że bardzo takie posty lubię, niejednokrotnie trafiłam dzięki nim na wartościowe miejsca. Ostatnio zajęłam się porządkowaniem zakładek i pomyślałam, że też chcę się podzielić z Wami swoimi odkryciami.

  • Feed Me Better - to znany blog, ale tym, którzy na niego nigdy nie trafili, gorąco polecam natychmiastową wizytę! Miss Disorderly oferuje mnóstwo przepisów na zdrowe, proste i smaczne posiłki - od śniadań przez dania obiadowe aż po słodkie przekąski. Jeśli chcecie wyrzucić z diety cukier czy białą mąkę, to właśnie jest blog, gdzie poczytacie o potrawach opartych na ich zdrowszych odpowiednikach. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że dobra połowa przepisów z tego blogu trafia do moich zakładek; część z nich zdążyłam już wykorzystać i nie zawiodłam się nigdy. 
  • dawka śmiechu dla fanów Sherlocka (i Johna!)


piątek, 19 lipca 2013

Filtry przeciwsłoneczne cz. 1 - SunOzon SPF20

Filtr przeciwsłoneczny to latem mój kosmetyk numer jeden. O ile filtr do twarzy staram się wybrać spośród sprawdzonych, aptecznych marek, do ciała podchodzę nieco bardziej niefrasobliwie i od kilku lat wybieram produkty SunOzon, marki własnej Rossmanna. Tym razem, ze względu na lato w mieście, wybrałam zaledwie faktor 20. W międzyczasie okazało się, że przydałby się wyższy, ale – to wyjdzie w trakcie recenzji :)

 Jestem zwolenniczką używania wysokich filtrów przeciwsłonecznych. Moim zdaniem kupowanie produktów z SPF mniejszym niż 15 to wyrzucanie pieniędzy w błoto; takie SPF6 daje bardzo krótkotrwałą ochronę, zastosowane w mniejszej niż należy ilości wręcz zerową. Po co się nawet fatygować?

Panuje powszechny mit, że używając kosmetyków z wysokim filtrem nie można się opalić – przeciwnie, można, ba, nie ma bata, żeby się nie opalić, ale odbywa się to w sposób o wiele bardziej bezpieczny. Jasne, trwa to dłużej, ale uważam, że to o wiele lepsza opcja niż szybkie pozyskanie krótkotrwałej w gruncie rzeczy opalenizny i ryzyko nabawienia się podrażnień i chorób skóry. O szybszym starzeniu się tkanek nie wspomnę.

Sama mam skórę jasną, ale w ciepłym odcieniu. Opalam się bardzo szybko, od razu na brązowo, praktycznie nie znam u siebie podrażnień, ale też nigdy nie wysiadywałam na słońcu godzinami bez ochrony. Włosy i oczy mam ciemne, co razem daje fototyp IIIb.

Poza powodami zdrowotnymi, ja na sobie po prostu nie lubię opalenizny, więc szukam produktu jak najbardziej skutecznego.

Na twarz używam filtru SPF50+, co do ciała, uważam, że SPF20 dla mojego fototypu podczas przeciętnego lata wystarczy.

SunOzon Classic, mleczko do opalania SPF20


OPAKOWANIE

Żółta butelka o pojemności 200ml. Poręczna, o wygodnym i solidnym zamknięciu na zatrzask. Na opakowaniu zawarte są wszystkie informacje odnośnie składu i użytkowania produktu.
3/3

ZAPACH I KONSYSTENCJA

Nie potrafię odnieść zapachu do woni znanej z szarej rzeczywistości, to zapach mocny, dość długo utrzymuje się na skórze. Alkohol jest ledwo wyczuwalny dopiero po poważnym wwąchaniu się. Podoba mi się, chociaż po kilku godzinach może drażnić. 

Sun Ozon niby jest mleczkiem, ale konsystencja jest gęstsza, nie spływa z ciała, ale nie ma też zwięzłości balsamu. Produkt bardzo wygodnie się rozprowadza.
2/3


DZIAŁANIE

Filtry należy nakładać w dużej ilości, tak, abyśmy po rozsmarowaniu po ciele nadal mieli widzieli białą warstwę kosmetyku. Jeżeli nałożymy trochę za dużo, SunOzon nie wchłonie się całkowicie, a przy próbach rozsmarowania zacznie się rolować. Odpowiednia ilość wchłonie się szybko, ale i tak będzie bielić (zauważam to przy swoich niemalże białych rękach, osoby o ciemniejszej karnacji będą widziały białe smugi bardziej wyraźnie). Produkt zostawia po sobie lekko klejący film – efekt jest jednak minimalny i niekłopotliwy.

Z ochrony jestem bardzo zadowolona. Przyszło mi jeździć w czerwcu na praktyki – trzy dni całodziennego chodzenia po najmocniejszym Słońcu, także, a wręcz w szczególności w godzinach 12-15. Trafiłam akurat na największe upały. SunOzon był wystawiony na niezłą próbę i  przeszedł ją pozytywnie!

W ciągu dnia nie było czasu ani warunków na ponowną aplikację filtra, musiała mi wystarczyć ilość nałożona rano na skórę.

Po pierwszym dniu miałam lekko zaczerwienione ramiona, podrażnione miejsca jednak nie bolały, czułam je trochę przy kontakcie z wodą. Zapamiętałam, by na drugi dzień zwrócić szczególną uwagę na te miejsca – i było ok, na tym zaczerwienieniu się skończyło.

Mój kark był poddany największej ekspozycji, chwilami czułam, jak Słońce niemalże wypala mi skórę, ale i tu SunOzon nie zawiódł, obyło się bez poparzenia. Jedyne co, to kark stał się najbardziej opaloną częścią mojego ciała ;)

Ręce opaliłam tak naprawdę dopiero za trzecim razem, gdy spodziewając się pochmurnego dnia, posmarowałam jedynie właśnie kark i ramiona. A dzień okazał się słoneczny tak jak pozostałe :)

Filtra używałam później również w mieście, gdzie słońce również mocno dawało się we znaki.

Ostatecznie: SunOzon uchronił mnie przed poparzeniami, skóra opaliła się minimalnie, ale widocznie. Dodatkowo nie była przesuszona, mleczko poradziło sobie z jej nawilżeniem.

Niestety w trakcie używania na dekolcie pojawiło się parę krostek.

A teraz najpoważniejsza wada. Moje bluzki w kontakcie z SunOzonem zafarbowały na ramionach na pomarańczowo. Dopranie powstałych plam jest praktycznie niemożliwe. Owszem, na opakowaniu jest ostrzeżenie, że należy unikać kontaktu z ubraniami. Ubrać się jednak trzeba, a nawet po długim czasie po aplikacji filtr wyłazi na skórę np. z potem.
11/15
SKŁAD


Octocrylene - filtr UV. Fotostabilny, pomaga stabilizować inne filtry; może wywołać alergie. Chroni dobrze przed promieniowaniem UVB i małym stopniu przed UVA. Słaby, jeśli stosowany samodzielnie. 
Alcohol - substancja konserwująca, rozpuszczalnik, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów w produkcie.
Glycerin - substancja nawilżająca. 
C12-15 Alkyl Benzoate - emolient, tworzy na powierzchni skóry film który zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody, wygładza i zmiękcza.
Ethylhexyl Salicylate - filtr UV, chroni przed promieniowaniem UVB, wodoodporny, średnio stabilny.
Butyl Methoxydibenzoylmethane - filtr UV, chroni przed promieniowaniem UVA, sam w sobie niestabilny.
Titanium Dioxide (Nano) - filtr UVB i UVA, stabilny poza ekspozycją bezpośrednio na słońcu. 

Vp/Hexadecene Copolymer - emolient, tworzy na powirzchni skóry film, zmniejsza lepienie i tłustość kosmetyku, ułatwia rozsmarowanie.
Propylheptyl Caprylate - plastyfikator, nadaje odpowiednią konsystencję.
Phenoxyethanol - substancja konserwująca.
Stearyl Dimethicone - emolient.
Panthenol - prowitamina B5, substancja nawilżająca o działaniu przeciwzapalnym
Tocopheryl Acetate - przeciwutleniacz, hamuje procesy starzenia się skóry 
Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer - polimer, substancja filmotwórcza, stabilizuje konsystencję kosmetyku
Parfum - substancja zapachowa
Silica - żel krzemionkowy, stabilizuje kosmetyk i ułatwia rozprowadzanie
Sodium Hydroxide - regulator PH
Xanthan Gum - polisacharyd, zagęstnik, wpływa na lepkość produktu
Disodium Edta - sekwestrant, zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega rozwarstwieniu i zmianom barwy.
Dimethicone - emolient.
Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Coumarin - substancje zapachowe.
Tocopherol - przeciwutleniacz. 


DOSTĘPNOŚĆ


Drogerie Rossmann.
2.5/3

WYDAJNOŚĆ

Zależy oczywiście od tego, jak często i na jaką powierzchnię ciała aplikujemy produkt. Jest całkiem przyzwoita. Po około trzech tygodniach smarowania kilka razy w tygodniu zestawu ręce+dekolt+ramiona+kark butelka mam jeszcze co najmniej 1/3 opakowania. 
3/3

CENA
Ok. 10zł/200ml

3/3

SUMA PUNKTÓW: 24,5/30

Podsumowując: SunOzon jest skutecznym preparatem, do tego dochodzi wyjątkowo niska cena. Niestety należy uważać na niego w kontakcie z ubraniami; koszulka nałożona na ciało nawet po długim czasie po aplikacji może się pobrudzić, gdy się spocimy. To czyni SunOzon, według mnie, świetnym kosmetykiem nad morze, gdy mamy na sobie jedynie kostium kąpielowy, ale w mieście, gdzie obowiązuje komplet ubrań, wolałabym wybrać coś bezpieczniejszego.