czwartek, 31 lipca 2014

Za kulisami: czerwiec i lipiec [photomix, ulubieńcy niekosmetyczni]

Wprowadzam nowy cykl na blogu, jako że większość z Was wyraziła chęć poznania mnie od nieco bardziej prywatnej strony i poczytania u mnie o czymś o więcej niż kosmetykach i treningach. Nasz klient nasz pan, a i mnie redagowanie tego posta sprawiło dużo radości :)

Chwile uchwycone w zdjęciach

Mało, bo nie mam jeszcze nawyku uwieczniania "pierdół" ;), nawet jeśli mam ochotę się nimi podzielić.


1, 2. Krakowskie zoo.
3. Krajobraz po deszczu.
4. Potreningowo :)
5. Lektura do poduszki.
6. Spełnienie marzenia - w ostatniej chwili, nigdzie tych perfum już nie ma... 


Trening nie-siłowy



Problem z oddechem, ból mięśni, wszystko mokre od potu: od biustonosza po matę do ćwiczeń. Bieganie od butelki z wodą do wentylatora. Mimo upałów ukończyłam ten trening (odpuściłam tylko przy kilku ćwiczeniach na ręce, robiłam po połowie przeznaczonego na każde czasu - zamiast nich uskuteczniałam trucht ;)). Chcesz poczuć, że żyjesz? Myślisz, że 40-minutowe treningi trwają bardzo długo? Ten film jest dla Ciebie. Ale uwaga! To nie są ćwiczenia dla początkujących. Jeśli chcesz je zrobić tylko po to, aby coś komuś udowodnić, nawet nie klikaj w powyższe okienko. To półtorej godziny ciężkiej pracy: dynamiczne cardio, HIIT "chyba żartujecie, nie zrobię tego teraz", palące mięśnie ćwiczenia modelujące - wszystko bez żadnego sprzętu, wystarczy mata do ćwiczeń. Gdybym miała coś poprawić, dodałabym nieco więcej ćwiczeń na brzuch, ponieważ trwają zaledwie pięć minut (plus kilka w HIITcie zaraz po nich) i czułam niedosyt. FB ma jednak kilka podobnych zestawów, gdzie brzuch ćwiczony jest dłużej, więc zamiast narzekać, planuję który trening zrobić teraz!

Spożywka


Masło orzechowe Primavika bez soli i cukru 

odkryłam już dawno, ale nie miałam okazji o nim wspomnieć. Piękny skład, jeden z najlepszych na rynku. Jak nazwa wskazuje - brak tu soli czy cukru, orzechów jest aż 95%. Smak - znakomity, najlepszy, z jakim do tej pory się zetknęłam. Jedynym zgrzytem jest obecność tłuszczu palmowego, ale ponieważ jest go mało, przymykam oko.

Zielona kawa

tradycyjnej kawy nie pijam, więc mimo iż od dawna natrafiałam na informacje o zielonej, nie byłam zainteresowana - myślałam, że smakują podobnie. Jakże się myliłam! Zielona kawa przypomina mi raczej herbatę, ma nieco "słomiany" smak i smakuje mi bardziej niż zielona herbata, do której mam słabość. Większości osób ta kawa nie smakuje, ja polubiłam ją od pierwszego łyku. Dodając do tego fakt, iż przyspiesza spalanie tłuszczu - na pewno znajdzie stałe miejsce w mojej kuchni.  

Film



Czarny Łabędź - po obejrzeniu tego filmu miałam poważne wątpliwości, czy był dobry, czy też nie. Do tej pory mam. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobił na mnie ogromne wrażenie i jeszcze przez kilka dni po seansie grzebałam w sieci w poszukiwaniu informacji na jego temat i czytałam opinie innych widzów. Pewne motywy są ciągle obecne w moim umyśle. 

Film opowiada historię Niny, zdolnej i ambitnej baletnicy. Balet jest dla niej całym życiem, dziewczyna z całych sił dąży do perfekcji. Jej starania i talent zauważa dyrektor teatru Thomas i obsadza ją w głównej, podwójnej roli w przedstawieniu "Jezioro Łabędzie". Thomas ma jednak wątpliwości - o ile Nina znakomicie nadaje się do roli białego łabędzia ze względu na swoją delikatność i niewinność, tak brakuje w niej seksualnego, mrocznego pierwiastka, którym charakteryzuje się łabędź czarny. Dyrektor namawia więc dziewczynę do rozluźnienia się i lepszego poznania swojego ciała. Nina jest zdeterminowana obudzić swoją ciemną stronę tym bardziej, że do grupy baletnic dołącza emanująca seksapilem i pewna siebie Lily, która wydaje się lepiej pasować do trudnej roli. Próby Niny sprawiają, że traci ona kontakt z rzeczywistością, zaczyna mieć przerażające wizje i okalecza się - ciemna strona jej osobowości coraz częściej dochodzi do głosu, zagrażając jej zdrowiu i życiu.

Dodając do złożonej fabuły finezyjną pracę kamery, sugestywną grę kolorów, wiarygodną grę aktorską i profesjonalny taniec otrzymujemy dokładnie przemyślane i hipnotyzujące studium postępującej choroby psychicznej, o którym trudno zapomnieć. Podobało się? Zapraszam do przeczytania wątku http://www.filmweb.pl/film/Czarny+%C5%82ab%C4%99d%C5%BA-2010-526137/discussion/Interpretacja,1558669. Mimo odmiennych poglądów na część interpretacji, jego lektura była dla mnie cennym dopełnieniem seansu.

Blogi


Człowiek nad wyraz inteligentny, bezkompromisowy, o poglądach jasnych jak Słońce i ostrych jak brzytwa. Jeżeli macie ochotę na wypalającą zwoje mózgowe polemikę na dowolne tematy, a szczególnie interesuje Was biologia, genetyka, ewolucjonizm - blog Pochodne kofeiny okaże się miejscem, nad którym spędzicie długie godziny. Posty są długie, ale jeśli zaczniecie czytać, zapewniam, trudno będzie się oderwać. Od astronomii, przez Kościół, rozmyślania Beaty Pawlikowskiej i kino, aż do GMO. Wbrew pozorom i różnorodności tematów, Autor naprawdę wie o czym pisze i zapewnia prawdziwą intelektualną przygodę. Można się z nim nie zgadzać, ale nie można odmówić mu erudycji.

*
Jeśli kiedykolwiek czuliście się przedstawicielem pokolenia HP (Harry'ego Pottera), to możliwe, że udało Wam się trafić na ten blog. Dawno, dawno temu... no, w minionym dziesięcioleciu, na portalu Mylog.pl było miejsce, którym rządziła Locha Snejpa. Bystry prosiak wraz ze swoimi nie mniej błyskotliwymi znajomymi analizował blogaski - a dokładniej fan-fiction, opowiadania z fabułą osadzoną w potterowym uniwersum. Cóż w tym takiego szczególnego? Ano to, że Locha wybierała z kłębowiska tfurczości swoiste crème de la crème grafomanii: najbardziej zaskakujące błędy językowe i najgłupsze rozwiązania fabularne, a potem komentowała to w tak trafny i soczysty sposób, że człowiek ze śmiechu spadał pod biurko. Blog w końcu padł, Mylog go usunął, i przez długi czas można było czytać fragmenty w dość niewygodnym (ale jakże przydatnym!) archive.org. Niedawno ktoś poszedł po rozum do głowy i bezcenne skrawki złożył do kupy w nowym blogu. Humor się nie zestarzał, więc jeśli kwikaliście w 2007 roku, zakwikacie się i teraz. Jeśli Locha jest Wam nieznana, ale Harry Potter bliski sercu - zapraszam do zapoznania się z tą ważną, chociaż już archiwalną częścią polskiego fandomu (swoją drogą zdaje się, że w 2007 roku to określenie w Polsce jeszcze w ogóle nie funkcjonowało).


15 komentarzy:

  1. Idę się pośmiać, czyli poczytać kfiatki z Harrego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokwikać :D Locha bawi niezmiennie od lat.

      Usuń
  2. Truskawki wyglądają smakowicie, jak był na nie sezon to wcale ich nie jadłam, a teraz chętnie bym spróbowała:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od kiedy nie mam dostępu do wiejskich truskawek, jem ich zdecydowanie mniej, rok temu chyba w ogóle... Teraz naszukałam się, ale kupiłam kilkakrotnie, sezon krótki a są przepyszne.

      Usuń
  3. Oglądałam Czarnego łabędzia jakiś czas temu, bodajże na Polsacie. Tez miałam co do tego mieszane uczucia. Koniec mnie troszkę zaskoczył... Chyba raczej nie chciałabym obejrzeć go drugi raz, mimo, że motywy baletu bardzo mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję drugi seans, żeby zobaczyć więcej szczegółów, które mogłam pominąć za pierwszym razem, a które zostały wyodrębnione z przeróżnych tekstach interpretacyjnych. Rozumiem jednak dlaczego możesz nie chcieć powtórki, ja miałam tak przez długi czas z "Leonem Zawodowcem", był to dla mnie zbyt ciężki film.

      Usuń
  4. Łabędzia widziałam kilka razy i zawsze odnajduję w tym filmie coś nowego. Został skrytykowany przez środowisko, o którym mówi, ale przecież nie balet jest w nim najważniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie - chociaż mnie jako laikowi się podobał :)

      Usuń
  5. W krakowskim zoo to mnie jeszcze nie było :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, ale lepiej wybrać się w chłodniejszy dzień - w czasie upałów wszystkie kotowate i większość psowatych śpi w różnych zakamarkach i niewiele widać ;)

      Usuń
  6. Bardzo lubię tego typu posty, zawsze dobrze jest się więcej dowiedzieć o autorce bloga :)
    Uwielbiam zapach Angela, ale na kimś, nigdy na sobie - z tego powodu zrezygnowałam z zakupu. A to na zdjęciu to chyba jakaś limitowana seria?
    Też miałam mieszane uczucia co do Black Swan, ale koniec końców film bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Angel Eau Sucree, piękny zapach, ale niemający zbyt wiele wspólnego z klasykiem (którego również uwielbiam). Możesz go przetestować, bo chociaż mają jakiś wspólny mianownik, to charakter zupełnie różny.

      Usuń
    2. A mi wręcz przeciwnie, ten film jest dla mnie za bardzo psychodeliczny. Obejrzałam zachęcona pozytywnymi opiniami, ale nadal w nim nic nie widzę :)

      Usuń
    3. Ja właśnie uwielbiam psychodelę, filmy, w trakcie których myślisz ciągle "co do cholery?!" i zastanawiasz się, co jest prawdą, a co fikcją. Ale te bardziej "ułożone" też chętnie oglądam ;)

      Usuń